Up
naamloos-2998-2

Przeglądając przed wyjazdem różne fora, relacje z podróży wyczytałam, że koniecznie trzeba się tam wybrać wcześnie rano, tak żeby być tam przed ósmą, zanim zjadą się całe tabuny turystów, bo wtedy możemy zobaczyć prawdziwy market, później jest więcej łódek z turystami niż z samymi sprzedającymi. Dlatego też postanowiliśmy pojechać tam pierwszym rannym autobusem. Pani w agencji powiedziała nam, że pierwszy autobus wyrusza o 7:00 rano, jedzie się ok godziny, a takasówka z pod hotelu zabierze nas o 6:00. Czyli dokładnie tak jak chcieliśmy. Co prawda pobudka o 5 rano to nie jest wymarzoną porą na wstawanie na wakacjach, ale czego się nie robi dla pięknych zdjęć ( bez turystów, bo na tym nam najbardziej zależało). Tak więc o 5 szybki prysznic i pakowanko. Musieliśmy się też wymeldować z pokoju, bo koleją noc spędzimy w Kanchanaburi. Oddaliśmy też bagaże do przechowalni w hotelu (20 THB za dzień za 1 szt) . Zabraliśmy tylko małe plecaki z najważniejszymi rzeczami. No i punkt 6:00 czekaliśmy przed hotelem na taksówkę. 6:10 taksówki nie ma, 6:15 myślimy sobie, no jak to Tajowie, czas maja. O 6:20 zaczęłam się lekko niepokoić. O 6:30 już nieco bardziej w obawie, że nie zdążymy na autobus. Zaczepiłam jakiegoś Taja na ulicy, żeby zapytać ile się jedzie na dworzec z którego mamy wyjechać ( niestety nazwy nie pamiętam.) I wtedy podbiega do nas inny Taj, machając jakąś kartką. Okazało się, że to nasz taksówkarz, który od 6:00 czekał w holu i nawet nie podszedł do nas, nie miał żadnej kartki, że czaka na nas, więc jak niby mieliśmy wiedzieć, że to on. Oczywiście, nie mówił ani słowa po angielsku tylko śmiał się jak najęty ( z własnej głupoty zapewne ). Mieliśmy tylko nadzieję, że zdążymy na autobus. Na szczęście dotarliśmy jeszcze przed 7:00. Po przyjeździe na dworzec, okazało się, że pierwszy autobus odjeżdża o 7:40 i jedzie nie godzinę, a 2,5. Czyli szybko licząc, będziemy na miejscu po 10:00 a nie na 8:00 tak jak chcieliśmy. Czyli na nic wczesne wstawanie. Ehhh…Bangkok, rządzi się swoimi prawami. Najważniejsze jest złapanie turysty i powiedzenie mu tego co właśnie chce usłyszeć, mimo, że jest to dalekie od rzeczywistości.

NL

Deze ochtend staan we om 05:00 uur op! We gaan namelijk naar damnoen saduak om de floating market te bezoeken en daarna willen we verder naar Kanchnaburi. We worden ophehaald bij het hotel maar de man die op ons wacht is niet herkenbaar gekleed en dus lopen we hem nadat we uitgecheckt zijn voorbij. Hij zou er om 06:00 uur zijn maar als hij er nog niet is om 06:30 worden we toch een beetje zenuwachtig. Uiteindelijk ziet de man dan toch dat hij ons moet meenemen, hij haast naar een taxi en scheurt weg. Uiteindelijk is hij op tijd bij het busstation en stappen we in onze bus. De bus heeft airco, zodra we op weg zijn val ik snel in slaap.

Podróż w autobusie z Tajami minęła całkiem przyjemnie, nawet nie było jakoś bardzo gorąco. Działało coś w rodzaju klimy. Zastanawiałam się jak to możliwe, że 60 km jedzie się 2,5 godziny. Szybko dostałam odpowiedź. Autobus zatrzymywał się po drodze chyba ze sto razy. Gdzie kto miał ochotę to wsiadał i wysiadał. Po drodze kierowca raz sobie wyskoczył kupić coś do picia, innym razem coś do jedzenia. Lajcik na maxa :) Bilet kosztuje 73 THB, i można go spokojnie kupić w autobusie, numer autobusu to 78. Gdybyśmy mieli te informacje wcześniej, nie zawracalibyśmy sobie głowy agencją, i pospali z godzinkę dłużej, a przede wszystkim zaoszczędzili stresu! No, ale nic. Może moje info, sprzyda się innym podróżującym. Po przyjeździe na miejsce, (wysiedliśmy na ostatniej stacji) mogliśmy od razu wynająć łódź. Ale to nie było na pewno główne wejście, bo nie było ani jednego turysty i tylko jedna łódź za uwaga 1500 THB ( 2h) nie było mowy o żadnych negocjacjach, ani też możliwości rozłożenia tej ceny na większą ilość osób. Ale byliśmy tak szczęśliwi, że już jesteśmy na miejscu, że już nam było wszystko jedno, byle tylko płynąć na ten market. Już po wejściu na łódź na naszych twarzach pojawił się wielki banan i od razu zapomnieliśmy o wszystkich perturbacjach. Widoki nie do opisania, coś w stylu dżungli, pięknej, zielonej a po środku jedynie my płynący wzdłuż czegoś w rodzaju kanału. Dla takiej chwili było warto wstać nawet o tej 5 rano :) nie mam pojęcia czy trasa z głównego portu jest równie piękna, bo zanim dotarliśmy do marketu to jakiś kwadrans minął. Market sam w sobie też fajne przeżycie. Jednak z pięknych kolorowych obrazków jakie można znaleźć w internecie pozostało już nie za wiele. Tzn. market sam sobie jest piękny i kolorowy, ale zdjęcia przedstawiające go w internecie były robione chyba w czasach kiedy był to market na którym kupowali też tamtejsi Tajowie. Na chwilę obecną, kupującymi są tylko i wyłącznie turyści, a więc i asortyment nieco się zmienił. Łodzie zapełnione po brzegi warzywami i owocami zastąpiły torebki, słoniki i inne pamiątki ( nie tanie zresztą). Jedyne co tam kupiliśmy to było jedzenie, przepyszne nawiasem mówiąc. Poza tym nic nie kupowaliśmy.

NL

Na een lange rit van 2,5 uur komen we aan op de instapplek voor de boot. We zijn de enigen die hier uitstappen en we worden geholpen door een vreemd mannetje met hele losse klappertanden. Na het betalen van 1500 bath stappen we in de boot, we zijn de enigen aan boord. De tocht begint geweldig. Lekker varen op een soort slootje, de enige rimpels in het water maken we zelf. We hebben een aardige vaart maar het gaat allemaal heel soepel. Het is heerlijk om de wind te voelen, dat zorgt voor een beetje verkoeling. We passeren een paar huisjes die half in het water gebouwd zijn. Een soort thaise versie van loosdrecht of vinkeveen maar dan net anders. Na een paar minuten varen komen we aan bij de eerste winkel aan het water. Je kunt echt allerlei snuisterijen bemachtigen, om onze goede wil te tonen kopen we een waaier. We hebben verder geen interesse om iets te kopen en dus varen we verder. De tocht over het water wordt steeds drukker. Bootjes met touristen en varende marktkramen. We stoppen bij een soort euroshopper en we lopen even rond. We stappen vrij snel weer in de boot en we zijn blij dat we op niemand hoeven te wachten. Er komt een bootje voorbij waar ze soep verkopen. Het is een heerlijke soep en komt niet uit een pakje!

Reasumując, na pewno jest to miejsce które powinno się znaleźć na waszej liście must see, ale trzeba się liczyć z tym, że faktycznie jak się przyjedzie o tej 10:00 to więcej łodzi z turystami niż samych sprzedawców. Dość tłoczno, łodzie, w większości niestety motorowe, zostawiają za sobą całą smugę spalin, w tłocznych miejscach nie ma czym oddychać, trzeba manewrować, żeby się wyminąć albo z kimś nie zderzyć. Myślę, że gdyby zrobić to wyprawę przez biuro, klimatyzowanym autobusem, który zabiera was i zawozi z powrotem do hotelu, byłoby znacznie szybszą i tańszą opcją, bo cena jaką sobie zażyczyli za łódkę była naprawdę dużo za wysoka. No chyba, że jedzie się większą grupką, to na pewno warto pojechać na własną rękę, ale w żadnym wypadku nie kupować biletu autobusowego przez agencję, tylko bezpośrednio w autobusie. Taj, który nas obwoził łódką, odstawił nas od razu na dworzec z którego mogliśmy się dostać do Kanchanaburi, naszego kolejnego punkty wyprawy. Niestety nie ma bezpośredniego połączenia z Damnoen Saduak do Kantchanaburi. Trzeba się przesiąść w Ban Pong. Czyli tak naprawdę wracamy tym samym autobusem nr 78 w stronę Bangkoku ( cena biletu: 22 THB) Jakieś pół godziny jazdy. A później w Ban Pong przesiadamy się do autobusu nr 461, który jedzie do Kanchanaburi ( ten sam przystanek ). Bilet kosztował z tego co pamiętam 40 THB. Z tym, że autobus wypełniony po brzegi Tajami, jedyną klimatyzacją jest lekki powiew wiatru przez otwarte okna. Podróż do Kanchanaburi trwa ok 2,5H i przyznam szczerze, że trochę się dłuży. Ale jest wesoło, Tajowie są bardzo mili. Pomagają jak mogą, tym razem bezinteresownie…2 słowa po angielsku, reszta na migi :) Ogólnie fajne przeżycie, przejechać się takim typowo tajskim autobusem. Faktycznie bardziej się czuje tamtejszy klimat.

NL

We varen lekker door en zien echt allerlei types voorbijkomen. Mocht je ooit naar thailand gaan, bezoek dan hier de floating market. Na ruim 2 uur varen, met heel veel plezier, worden we afgezet bij een restaurantje. marylka eet ookmeven een soepje maar is minder entousiast. Na het eten stappen we op de bus. We moeten nu verder naar kanchanaburi, we slapen daar in een guest house aan de river Kwai, vlakbij de beroemde brug. Het is een trip in 2 delen, er gaat geen rechtstreekse lijn vanaf onze huidige plek. De Thai zijn echter zeer behulpzaam en we rijden naar onze overstap.

Po dotarciu do głównej stacji w Kantchanaburi, wzięliśmy taxi do hotelu ( 120THB i nie było mowy o targowaniu :( niestety ), tuk-tuki są tylko rowerowe i na takie dystanse ( 5 km) nie jeżdżą. Nasz hotel Sugar Cane 2 znajdował tuż nad rzeką Kwai. Przepięknie położony. Fajna cicha okolica, lekki wiaterek wiejący od strony wody. No cud miód i orzeszki :) Od razu nam się spodobało. Pokój mieliśmy na wodzie, więc trochę bujało, szczególnie jak przejechała motorówka, ale kto by się takimi drobiazgami przejmował. Od razu wzięliśmy prysznic i poszliśmy zobaczyć słynny most na rzece Kwai. Od hotelu spacerkiem ok 20 min. Czytając opnie w internecie na temat mostu, raczej mało kto się nim zachwycał, każdy pisał, że to nic szczególnego, most jak most i że tę atrakcję można sobie spokojnie odpuścić. A ja tam mam inne zdanie. Jak ktoś zna historię tego mostu, a raczej tego prawdziwego, obecny jest tylko jego symbolem, wie że to miejsce ma szczególną wartość historyczną. Spędziliśmy tam na prawdę kupę czasu i nawet mieliśmy okazję zobaczyć przejeżdżający przez niego pociąg. Zdecydowanie warto się tam wybrać, szczególnie jeśli jest nam po drodze.

NL

Uiteindelijk zitten we in de bus, onderweg naar onze bestemming. Het is een lokale busdienst en we zijn de enige toeristen op deze bus. Het is een lange rit van bijna 2 uur, zonder airco en met een haperende fan. We stappen uit en nemen een taxi naar ons guest house. Het is een mooie plek aan de Kwai en we maken direct contact met een fransman en een nederlands stel. We betalen de eigenaar extra geld zodat we in een cabin aan het water slapen met airco en als we onze spullen hebben uitgepakt lopen we richting the bridge over the river Kwai.

 

Po powrocie zamówiliśmy sobie jedzonko w naszym hotelu. Przesympatyczny właściciel. Bardzo pomocny i szczery, co zaczyna być dla nas nowością. Serwują przepyszne szejki, arbuzowy – niebo w gębie :) A na kolację zjedliśmy kurczaka z imbirem i mlekiem kokosowym. No i dopiero po raz pierwszy poczułam takie smaki z jakimi zawsze kojarzyła mi się Tajlandia. Cena za nocleg w tym guest housie to 550 THB od pokoju z klimatyzacja, a 200THB bez. No chyba taniej już być nie może :) Obiad 40-50 THB, więc tyle samo co na ulicy w Bangkoku, tyle że w przepięknej okolicy, podane na czystym talerzu i ze zdecydowanie bogatszą gamą smaków! Moje kubki smakowe wreszcie usatysfakcjonowane, tańczyły jak szalone :)

NL

Voordat we naar de brug gaan, willen we eerst nog wat eten. We hebben alleen soep gegeten en hebben honger. Helemaal aan het einde van de markt schuiven we aan en bestellen weer een heerlijke thaise maaltijd. De keuken hier is zo geweldig! Na het eten lopen we naar de brug. Het een schitterende plek maar je voelt wel dat hier iets gebeurd is. We lopen de brug op en bekijken de Kwai. Het is rond 17:00 uur lokale tijd en de zon hangt laag. We lopen na een poosje weer terug en zien dat er een trein aankomt. Snel nemen we nog wat foto’s en nemen weer afscheid van de toch wel indrukwekkende omgeving. Terug bij het hotel gaan we lekker naar onze cabin aan het water. Dankzij de airco is het snel lekker koel en kunnen we nagenieten van een lange dag met veel gebeurtenissen. Morgen gaan we een trip naar de beroemde tigertemple maken!

ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (13)

  1. PlANTOFELEK

    ()

    Weszłam na Twojego bloga i się prawie popłakałam. Wróciłam z Tajlandii w październiku ubiegłego roku. To była jak do tej pory najcudowniejsza podróż mojego życia. Spędziłam tam 1,5 miesiąca przy okazji Kambodżę i Malezję. Wszystkie miejsca które pokazałaś są mi doskonale znane i aż łezka mi się w oku kręci. Pokochałam Tajlandię całym sercem i najchętniej bym się tam przeniosła. Do dziś mam apetyt na pyszne pad thai z orzechami nerkowca i mango shake, prosto z ulicznej knajpki. Jak widziałam foto z autobusu to miałam 3 skojarzenia: wyjący odtwarzacz video z kabaretem, woda z ciasteczkami na drogę i prawie że ujemne temperatury w busie. Dziękuję Ci za tą fotorelację:)
    Pozdrawiam:)

    Beantwoorden

  2. Ola Wiecha

    ()

    Ja muszę o Twoich podróżach poczytać jeszcze raz na spokojnie i pooglądać piękne miejsca, które zobaczyłaś. Zazdroszczę Ci ich, bo z moim Jurkiem kochamy podróże, a u Ciebie widzę wiele o nich się dowiem;)

    Beantwoorden

Skomentuj