Up
naamloos-4198-2

Skoro świt obudziły mnie odgłosy biegającej kelnerki sprzedającej śniadania. Zerknęłam leniwie na zegarek, było coś koło 7:00. W sumie mogłam jeszcze sobie pospać, bo do celu zostało dobre kilka godzin, ale nie udało mi się już zasnąć. Nocy niestety nie zaliczam do udanych, co jakiś czas budziłam się telepiąc z zimna. Naprawdę przesadzili troszkę z ta klimą. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to gorąca herbata. Marcello, też się wybudził z niedźwiedziego snu, ten to potrafi spać wszędzie i o każdej porze. Czemu ja tak nie mam? :( I o dziwo wcale nie było mu zimno, więc to może ze mną coś nie tak. Poszliśmy razem zjeść śniadanie do wagonu restauracyjnego, który jeszcze kilka godzin temu wyglądał jak czeska dyskoteka. Przy stolikach, można było zobaczyć kilka zmęczonych twarzy, które zapewne balowały do późna :) Z otwartych okien od razu powiało cieplutkim powietrzem, mmmm….tego właśnie było mi trzeba :) Wystawić głowę na zewnątrz i rozkoszować się cudownymi krajobrazami które w blasku wschodzącego słońca były jeszcze bardziej ujmujące, a lekka, opadająca mgła dodawała im tajemniczości. Cudowny zapach tajskiego powietrza, wiatr we włosach i ten niezapomniany tukot jadącego pociągu. To są momenty, które zostają w pamięci na zawsze :) 

NL

De volgende ochtend ben ik rond 07:00 wakker. Het is licht en we rijden door de jungle. De zon staat nog vrij laag en er hangt een lichte nevel over de beboste heuvels. We lopen naar de wagon waar gisteren nog een disco was. De lichtjes knipperen nog maar nu kun je er ontbijten. Op de flatscreen is nog steeds de thaise danseres te zien, nu met navelpiercing in haar licht uitpuilende navel. Ik zie vermoeide doorleefde gezichten en samen met de Duitse jongen nemen we ontbijt. Het zijn lekkere sandwiches met een plastick bekertje mierzoete namaak jus d’orange. We genieten in stilte van het uitzicht en ons ontbijt.

Ponieważ w brzuszku zaczęło mi burczeć, zamówiliśmy kanapki, które o dziwo były bardzo smaczne, do tego herbatka, owoce i nieziemsko słodki sok pomarańczowy. Po śniadaniu Marcel poszedł z powrotem do naszego przedziału, a ja sobie zostałam by nacieszyć oczy pięknymi widokami północnej Tajlandii. Nie wypuszczając aparatu z rąk, wpatrywałam się w zmieniające się krajobrazy, gdzie góry przeplatały się z równinami, drzewa liściaste z palmami, plantacje ryżu z bananowcami, jednym słowem raj dla moich oczu. Wisząc w oknie miałam cichą nadzieję, że ta podróż będzie trwać bez końca. Mimo, że udało mi się ogrzać, to czułam, że moje gardło i nos nie są w najlepszej kondycji. Około godziny 10:30 dotarliśmy do Chiang Mai. Na dworcu od razu proponowano nam taksówki i guest housy. Wzięliśmy tuk-tuka i pojechaliśmy do naszego hostelu. Przywitał nas bardzo sympatyczny Taj o imieniu Chaiu. Z wcześniejszym zameldowaniem nie było żadnego problemu. Co prawda hostel, w którym mieliśmy nocować był już pełny, ale od razu zaproponowali nam coś innego w tej samej cenie. Omówiliśmy też szczegóły trekkingu, wybraliśmy szkołę gotowania i wypytaliśmy o dodatkowe atrakcje na nasz ostatni dzień. Hotel o cudownej nazwie “Paradise” znajdował się z dala od centrum, co nam z początku nie do końca się spodobało, ale po wejściu zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Bardzo sympatyczny i czysty co było najważniejsze. Nie mieliśmy klimy, tylko wiatrak i w sumie bardzo dobrze, bo moje gardło miało się coraz gorzej. Za pokój płaciliśmy 650 THB.  Ponieważ, podróż mimo wszystko dała nam się we znaki, po prysznicu zalogowaliśmy się łóżku i postanowiliśmy trochę poleniuchować. A leniuchowanie polegało na selekcji zdjęć i pisaniu zaległych relacji. Wciąż mieliśmy 4 dniowy poślizg i raczej małą nadzieję, że kiedykolwiek uda nam się go nadrobić. 

NL

De reis verloopt verder prima en voor we er erg in hebben komen we aan in Chiang Mai. We nemen afscheid van onze backpack familieleden en nemen een tuk tuk naar ons guest house. We boeken een extra nacht omdat we eerder zijn aangekomen dan verwacht. We boeken ook een 2-daagse trekking door de jungle compleet met overnachting en bamboorafting en laten ons verder adviseren over Chiang Mai. Na ons gesprek worden we naar ons hotel gereden. We slapen niet in het guest house, ik vind het prima. Het hotel heet paradise (!) en is eenvoudig maar schoon. Airco hebben we hier niet maar we zijn inmiddels al gewend geraakt aan de warmte. We zijn toch wel een beetje moe van de treinrit en hebben voor vandaag alleen een bezoek gepland aan een Thaise markt. We doen even een dutje in onze hotelkamer en proberen wat te werken aan onze foto’s en verhalen. 

Kiedy kiszki zaczęły nam grać marsza, zebraliśmy się, żeby pójść coś przegryźć, a później zobaczyć sobotni targ, którego ponoć nie można opuścić bedąc w Chiang Mai. Podążając w stronę targu, zatrzymaliśmy się przy budce z szejkami owocowymi, wzięłam mój ulubiony arbuzowy. Obok przy stoliku siedziała młoda Tajka, która pomogła nam się dogadać ze sprzedawczynią, bo niestety tutaj z angielskim troszkę gorzej. Ponieważ jej jedzonko wyglądało bardzo smakowicie poprosiliśmy o to samo i usiedliśmy obok. Zaraz później dosiadł się do nas pewien młody, sympatyczny, człowiek z Japonii. Mówił bardzo dobrze po angielsku więc naszą rozmowa się trochę przeciągnęła. Opowiadał nam historię, jak znalazł się w Tajlandii, o swoim chorym ojcu dla którego tutaj przyjechał, o swoim życiu w Japonii i pasji jaką jest muzyka. Tak miło się nam rozmawiało, że przegadaliśmy chyba z dwie godziny, no ale pora ruszyć dalej. Zapłaciliśmy całe 50 THB za pyszne aczkolwiek dość pikantne jedzonko i poszliśmy w stronę sobotniego targu.

NL

Zodra we wakker zijn en ons lekker hebben opgefrist gaan we richting de markt. We hebben inmiddels trek gekregen en willen iets eten. We zijn net de hoek om bij ons hotel of we zien een eetstalletje. Het is een klein karretje maar het eten ziet er goed uit. engels wordt hier niet gesproken behalve door een meisje wat inmiddels aan het genieten is van een maaltijd. Ze is zelf Thais en werkt als gids. Ze besteld voor ons hetzelfde als zij eet en we vragen nog om 2 watermeloenshakes. Er schuift een Japanse jongen aan. Hij spreekt perfect Engels en hij verteld over zijn verblijf in Chiang Mai. Zijn vader woont hier en is ziek. Hij wil hem bezoeken zolang dat nog kan en is hier een maand. Ik vertel hem over mijn vader en en ik snap wat hij doormaakt. Het is een vriendelijke jongen die muzikant is maar zijn leven omgooit en tattooartist wil worden. Vol passie verteld hij en ondertussen eten we ons bord leeg. Na de maaltijd stappen we weer op om naar de markt te gaan. Het is nog licht maar dat zal niet lang meer duren.

W związku z tym, że nasza mapa nie była najdokładniejsza musieliśmy kilka razy pytać o drogę. Tym razem zaczepiliśmy przechodnia, który jak się okazało był Holendrem, mieszkającym tam od 5 lat.I znów, krótki przystanek zamienił się w długą opowieść o błogim życiu w Chiang Mai, o życzliwości tamtejszych Tajów i o tym jak beztrosko i bezstresowo się tam żyje. Jeśli uda nam się dożyć emerytury, to też się tutaj przeprowadzimy :) Jak do tej pory jesteśmy zauroczeni tym miastem. Jest piękne, czyste, nie tak zatłoczone i zakorkowane jak Bangkok. Ludzie, których spotykamy są zawsze uśmiechnięci i pomocni, a nie jak Bangkoku, gdy widzą turystę to myślą tylko o tym jak go oskubać z kasy.

NL

We hebben een plattegrond van de stad maar de schematische kaart is niet geweldig. Onderweg vragen we de weg aan een Canadees genaamd Dougles. Vriendelijk verteld hij waar we heen moeten. We lopen een paar straatjes door en besluiten het nogmaals te vragen. Er loopt een man met een Nederlands uiterlijk en ik vraag hem hoe het gaat. Hij antwoord direct in het Nederlands, je kunt vaak echt herkennen waar iemand vandaan komt. Het is een gepensioneerde man die hier al 5 jaar is. Hij maakt zijn uitkering hier op en ergens kan ik hem geen ongelijk geven. Hij vind het hier heerlijk maar soms te warm. Hij verteld over zijn kinderen en kleinkinderen waar hij nog af en toe heen gaat en over het leven hier. Tenslotte wijst hij ons de weg en na 5 minuten komen we aan bij het begin van de markt.

Udało nam się wreszcie dotrzeć na bazar. I już na samym wejściu się w nim zakochałam. Gama barw i zapachów była tak ogromna, że nie mogłam się zdecydować czy jeść, czy pić czy fotografować. Najchętniej robiłabym wszystko na raz, żeby niczego nie ominąć. Można było kupić tam dosłownie wszystko, mnóstwo bardzo oryginalnych, ręcznie robionych pamiątek, takich jakich nigdzie wcześniej nie widziałam. Przepiękne, misternie wykonane torebki, portfeliki, jedwabne szale we wszystkich kolorach tęczy, buty, koszulki, sukienki, malarze szkicujący portrety, przepiękna Tajska muzyka w wykonaniu co rusz to innych osób, bardzo często niepełnosprawnych lub niewidomych. Najbardziej jednak podobało nam się jedzonko, takie malutkie porcja, na raz do buzi za 5 -10THB, w związku z czym mogliśmy spróbować wielu różnych rzeczy. Trochę żałowałam, że wcześniej zjedliśmy obiad, bo mój żołądek niestety ma ograniczone możliwości. Targ jest bardzo długi, chyba nawet nie udało nam się przejść go do końca i po kilku godzinach, kiedy nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa zawróciliśmy z powrotem. Kupiliśmy kilka pamiątek, buty na jutrzejszy trekking bo zapomniałam zabrać i z pełnymi brzuszkami ruszyliśmy do hotelu. Było już dość późno, wiec od razu poszliśmy spać, jutro musimy się wymeldować, oddać bagaże do przechowalni i ruszamy na dwa dni do tajskiej dżungli gdzie będziemy nocować! Już się nie mogę doczekać!

Het licht word warmer, het zal snel donker zijn. Een mooie gloed valt over de straat en ik voel me geweldig. De straten zijn schoon en langzaam slenteren we mee met de menigte. Je kunt hier van alles kopen maar vooal het eten is aantrekkelijk. Voor een paar cent kun je iets eten en we proberen een lekkere sate van langoustines, een smulpartij. Het is hier zo leuk, ik kan wel een paar dagen blijven. Ik herinner me dat we voor de jungle trekking sportschoenen moeten hebben voor Marylka, die had ze niet mee. Voor 300 bath koop je een paar knappe gebruikte Converse Allstars, dat moet lukken. We lopen weer verder, hebben nog wat korte ontmoetingen en gesprekjes en gaan dan weer terug. We kopen nog snel een heerlijke kippenbout en vleugel, gewoon omdat het kan! Op terugweg lopen we weer langs Doug en drinken een biertje met hem. Hij verteld verhalen over zijn leven en over de reden van zijn verblijf in Thailand. Het is een interessant verhaal. Na het biertje stappen we op en gaan naar ons hotel. We gaan op tijd slapen en pakken onze spullen, morgen gaan we op jungle trekking!


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (22)

  1. Mo.

    ()

    Ale zatęskniłam teraz, aż mnie serce boli :(. Mam nadzieję, że los nie będzie mi kazał zbyt długo czekać na kolejną podróż do Azji. W Tajlandii zostawiłam kawałek serca, pewnie podobnie jak Wy…:)

    Beantwoorden

  2. Piotr atAustin

    ()

    Bardzo dziękuje za wizytę u peregrino.
    Zajrzałem na Twój wspaniały blog a tu tak bardzo klimatycznie!!
    Fantastyczne zdjęcia .. ależ Ty masz talent do uchwycenia chwili .. podziwiam

    Niezwykłe bo z córką wybieram się do Tajlandi i też chcemy pojechać pociągiem do Chiang Mai lub na południe do Surat Thani (albo samolotem jeśli czas nas pogoni) i bardzo chcemy wpaść na jakąś naukę gotowania po tajsku bo uwielbiam.

    Słonecznie pozdrawiam w pierwszym dniu lata :^))

    Beantwoorden

Skomentuj