Up
naamloos-4655-2

O 8:30 byliśmy wymeldowani i gotowi na kolejną przygodę. Taksówka podjechała punktualnie, okazało się najbliższe dwa dni spędzimy w bardzo kameralnym gronie. Zaledwie 8 osób ( para Anglików, dwie Niemki i dwóch chłopaków Anglików), bardzo sympatyczne, młode towarzystwo. Szczerze mówiąc spodziewałam się większej grupy, ale bardzo miło się zaskoczyłam. Pierwszym etapem naszej podróży była wizyta na targu i zrobienie niezbędnych zakupów na trekking ( spray przeciwko komarom, papier toaletowy, jakieś jedzonko no i duże ilości wody).   Po zakupach wyruszyliśmy na spotkanie ze słoniami, na których mieliśmy przyjemność jeździć. Każda para dostała swojego słonika, usiedliśmy na siodełkach i w drogę. Nie wiem czemu zawsze myślałam, że jazda na słoniach nie należy do najprzyjemniejszych, a tu się okazało, że było przyjemnie i to nawet bardzo! Nasz słonik był bardzo grzeczny, nie kichał, nie pluł na nas, nie próbował nas się pozbyć, stąpał z gracją po wszelkich wertepach, jedyne co to puszczał co jakiś czas bączki, ale to już nie był nasz problem tylko naszych towarzyszy za nami, od których co chwilę słyszeliśmy, że nasz słoń chyba miał dziś ciężkostrawne śniadanie :) Ich słoń za to ciągle oblewał ich wodą, lub też inna substancją, wolę nie wiedzieć jaką :) obsypywał ich ziemią, jednym słowem mieliśmy ubaw po pachy słysząc ciągle “Ooo shit he did it again!”Na koniec kupiliśmy kawałki bambusa i daliśmy w nagrodę naszym dzielnym słonikom. I muszę przyznać, że zdecydowanie bardziej wolę jazdę na słoniu niż na wielbłądzie.

NL

Nou het zal me benieuwen, jungle trekking. We zijn met een groep van 8 personen, een Engels koppel, 2 Engelse vrienden en 2 Duitse vriendinnen. We maken zoals altijd direct contact met iedereen uit de groep en het is gelijk gezellig. We gaan eerst naar een lokale markt om spullen te kopen die we nodig hebben want in de jungle is geen 7-eleven. Water, muggenspray, toiletpapier en nog wat rommel en genoeg eten voor een weeshuis. Na ongeveer 20 minuten op de markt stappen we weer in de truck en rijden richting de eerste stop van onze tocht. We gaan olifant rijden! We stoppen bij een olifantenfarm en parkeren in de schaduw. We zien de groep die voor ons was terugkomen van hun tochtje en aan de gezichten te zien moet het leuk zijn. We kopen weer een liter water want het is hier vreselijk warm. Je zweet sneller dan je drinken kunt. We kopen ook allemaal een paar verse bambooscheuten, als voer voor de olifanten. We lopen richting het huisje waar we op rug van deze mooie dieren moeten stappen en klimmen de trap op. Het zijn prachtige dieren met lichte oren en donkere sproeten. Het zijn geen enorme dieren zoals de Afrikaanse soortgenoten maar ze zijn toch indrukwekkend. We lopen in 2 paren van 2 olifanten. Op iedere olifant zitten 2 mensen op de rug en de drijver zit op de kop. We gaan een stuk door het bos en het waggelende gevoel is aangenaam. De achterste olifant is met een touw verbonden. Achter ons rijden 2 Engelse vrienden maar hun olifant lijkt wat verkouden. Hij niest soms en steeds al hij doet, gaat dat in de richting van zijn berijders. We horen steeds een kreun en “damn!” als het dier weer niest. It smells zo bad! We hebben de grootste lol. Zeker als onze olifant een harde wind laat en de Engelsen door die lucht heen moeten. Een tripje om niet snel te vergeten.

Przemieszczamy się dalej w stronę gór. Po ok 40 min zatrzymaliśmy się na lunch. Nie było to nic wyszukanego, Pad Thai czyli ryż z warzywami i jajkiem, do tego owoce, ale najważniejsze, że brzuszki były pełne. Zrobiliśmy zapasy wody i ruszyliśmy dalej w stronę tajskich gór. Tym razem mieliśmy możliwość siedzenia na dachu naszego samochodu, i podziwiania pięknych górzystych widoków z góry. Nie jechaliśmy dłużej jak 20 min i byliśmy u celu naszego szlaku. Zapakowaliśmy wszystko w nasze plecaki, zmieniliśmy buty i wyruszyliśmy. Co do butów, to wszyscy mieli albo adidasy albo trampki. Buty trekkingowe nie są wymagane. Można nawet iść w jakichś porządniejszych, sportowych sandałach. To tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś wpadł na pomysł żeby specjalnie na ten trekking taszczyć ze sobą wielkie, ciężkie buciory.

NL

Na de leuke tocht maken we snel nog wat foto’s en gaan verder naar een dorp om een lunch te nemen. Het is een hele leuk groep en we lachen veel. Dit is onze laatste lunch in de bewoonde wereld want we gaan de jungle in! Het laatste stuk tot aan de plek waar we het bos in gaan, zitten we op het dak van de truck. Lekker een beetje wind door je haren. Als we stoppen moeten we onze slippers vervangen door beter schoeisel, het is een tocht met klimmen en dalen op soms gladde ondergronden, voornamelijk door bladeren.

Już od samego początku szliśmy niemal cały czas pod górę. Mieliśmy dwóch sympatycznych Tajskich przewodników, którzy starali nam się umilać trekking jak tylko mogli. Co jakiś czas się zatrzymywali, żebyśmy spróbowali albo jakichś dziwnych owoców, albo trawy, albo liści. Za każdym razem mówili, że to jakieś lekarstwa i koniecznie musimy zjeść. Nie muszę chyba mówić, że smaczne to to nie było. Kazali nam nawet jeść mrówki. Tak, tak mrówki. I to takie mega giganty. Z pięć razy większe niż nasze polskie. Z początku zdecydowanie zaprotestowałam, ale jak już każdy mrówkę zjadł i mówił, że nie jest taka zła, to nie miałam innego wyjścia. Najgorsze było uczucie ruszającej się mrówki w ustach, sam smak rzeczywiście był nie najgorszy. Lekko kwaskowaty – jak limonka :) Jak natraficie na zdjęcie skrzywionej miny naszej towarzyszki to właśnie w tym momencie miała mróweczkę w buzi :)

NL

Het is terrein is afwisselend, de gidsen die ons leiden zijn hier opgegroeid. Zonder te kijken waar ze stappen vliegen ze over de natuurlijke paden en kijken breed grijnzend achterom hoe wij ingewikkeld lopen te stuntelen. We lopen tussen de bomen en door het bladerdak hebben we gelukkig schaduw. Het is warm en heel erg licht. We lopen niet heel snel want iedereen maakt foto’s. De volgorde van de groep is steeds anders en omdat we al snel zo’n anderhalf uur lopen leren we elkaar een beetje kennen. Gek hoe snel je hecht kunt worden, iedereen is even aardig en behulpzaam. Was dat altijd maar het geval. 

Po około półtorej godzinie dotarliśmy do pięknego wodospadu. Można było się ochłodzić, bo gorąco było tak, że chyba każdemu pot po tyłku spływał. Pożywiliśmy się trochę ciasteczkami, pofociliśmy i ruszyliśmy dalej. I znowu cały czas pod górę, jeden za drugim, kolejność się ciągle zmieniała, cały czas gaworzyliśmy poznając się coraz lepiej. My z Marcelkiem zwykle obstawialiśmy tyły, ale tylko dlatego, że pstrykaliśmy fotki oczywiście :) Przy kolejnym postoju, jeden z Tajów zaczął grzebać patykiem w ziemi, robiąc coraz większą dziurę. Chciał nam pokazać jakiegoś pająka. Trochę mu to zajęło, ale się udało. Naszym oczom ukazała się najprawdziwsza tarantula. Jak ją zobaczyłam to nie wiedziałam czy uciekać w górę, na dół, czy na drzewo. Na taki wypadek nie byłam przygotowana. Chłopaki robili zdjęcia, zachwycali się, a my przyglądałyśmy się z bezpiecznej odległości. Jeden z Tajów wyciął jej zęby i zapakował do butelki po wodzie śmiejąc się, że będziemy mieć jak znalazł na dzisiejszą kolację. :)

NL

Na een steile afdaling komen we aan bij een prachtige waterval. We stoppen daar zo’n 20 minuten en je kunt zelfs afkoelen onder de stroom water. Het is lekker om de benen even los te schudden, wat uit te blazen en weer flink te drinken. Na de stop zetten we onze junglewandeling voort. Het is nog een paar uur lopen. De vegetatie is soms wat anders, dat heeft met de hoogte te maken. Het is een serieuze inspanning en iets meer info vooraf over wat ons te wachten stond had voor sommigen geen kwaad gekund. Marylka gaat echter zonder een krimp te geven door, maar het is pittig. We steken riviertjes over, klimmen over heuvels en lopen steeds verder weg van de bewoonde wereld. Plots ziet de gids een hol van een zeer giftige vogelspin en besluit het hol uit te graven. Er zit een heel grote en gevaarlijke duizendpoot in die resoluut met de machette in mootjes wordt gehakt. Dan komt ook de spin tevoorschijn. Hij is groot en zwart en staat op zijn achterpoten. We moeten voorzichtig zijn en de vrouwen uit de groep vluchten weg. De gids zet de spin vast met een stok en verwijderd de tanden van het dier. Vervolgens doet hij de nog levende spin in een pot om ’s avonds op te eten.

Dalej idziemy pod górę i dopada nas coraz większe zmęczenie. O ile gdzieś w internecie czytałam, że te tekkingi w Chaiang Mai przypominają bardziej spacer po lesie to nasz zdecydowanie taki nie był. Przechodziliśmy czasami przez naprawdę trudne odcinki, po drzewach nad rwącą rzeką, czasami było tak stromo, że trzeba było niemal schodzić tyłem do przodu, żeby nie zjechać na tyłku. W pewnym momencie niebo zaczęło się robić coraz ciemniejsze i z oddali usłyszeliśmy pierwsze grzmoty. Do celu zostało nam jeszcze ok półtorej godziny i mieliśmy nadzieję, że albo zdążymy przed burzą, albo ona nas ominie. Niestety to było tylko pobożne życzenie. Po kilku minutach zaczęło padać, a po kilkunastu lać jak z cebra. Każdy zaczął wyciągać z plecaków peleryny, kurtki i zakrywać co się tylko dało. Byliśmy już naprawdę zmęczeni i przemoknięci. Teraz szło się jeszcze gorzej, bo było ślisko, a na ziemi leżało dużo liści, które jeszcze bardziej utrudniały przemieszczanie się. Jedna z dziewczyn się nawet rozpłakała. Nie była przygotowana na taki ciężki dzień, nie czuła się zbyt dobrze, kręciło się jej w głowie, więc zrobiliśmy kolejny przystanek. Na szczęście powoli przestawało padać.

NL

We horen inmiddels alleen nog jungle geluiden en ook de zon zakt steeds verder weg. Tegen het het einde van onze wandeling verslechterd het weer en horen we zelfs onweer. Het begint flink te regenen maar het voelt prettig. Mijn tas heeft een regenhoes die ik nu voor het eerst probeer. Nat waren we toch al van het zweten, dat maakt dus allemaal niet uit. 

Po dotarciu do celu naszym oczom ukazała się urocza chatka, a właściwie trzy. W jednej była nasza sypialnia, w drugiej sypialnia przewodników a w trzeciej przygotowywali nasze jedzonko. Zrobiliśmy szybką rundkę dookoła. Miejscówka przerosła nasze oczekiwania. Przepięknie położona, nad rzeką, jedyne co słyszeliśmy do szum drzew, ptaków śpiew i rwąca rzekę. Większość od razu do niej wskoczyła żeby się wykąpać, ja szczerze mówiąc nie miałam ochoty, byłam wystarczająco zmarznięta i przemoczona. Podczas kiedy my zachwycaliśmy się naszym miejscem noclegowym, nasi Tajowie przygotowywali dla nas jedzonko. W kociołku gotowały się ziemniaczki, a w patelni nad ogniem smażył się kurczaczek z warzywami. Wszyscy byliśmy tak głodni, że nie mogliśmy się doczekać kolacji. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać. Okazało się, że poza naszymi przewodnikami było tam jeszcze dwóch Tajów, którzy właśnie to jedzonko dla nas przygotowywali. Kolacja była pyszna, w superowym towarzystwie, przy blasku świec i w świadomości że jesteśmy gdzieś daleko w Tajskiej jungli.

NL

We klauteren over een boomstam die dienst doet als brug en we komen aan op de plek waar we overnachten. We zijn inmiddels dikke vrienden en hebben vreselijk veel lol. Ons kamp lijkt een filmset en ons slaapvertrek nog meer. We slapen op een verhoging en onze bedden bestaan uit slechts platgeslapen klamme matrasjes. Boven de bedden hangen muggen netten hoewel er zoveel gaten in zitten dat ik vermoed dat de muggen ons van een afstandje keihard uitlachen. Tot nu toe hebben we overigens nog geen last, en gewapend met spray zal het wel goed komen. Alles is hier een beetje klam maar ik geniet ervan. Zo hoort het toch?

Po kolacji, było już całkiem ciemno, Tajowie rozpalili ognisko i zrobiło się jeszcze bardziej klimatycznie. Jeden z nich przyniósł gitarę i zaczęli nam grać i śpiewać tajskie piosenki. Do tego przynieśli jakiś dziwny tajski trunek, skręcili wielkie tajskie cygaro z bambusa, które każdy obowiązkowo musiał zapalić. Próbowali nas też nauczyć jednej tajskiej piosenki z jakimś dziwnym tańcem, który jak to Marcel określił wyglądał jak taniec słonia wywołujący deszcz :) ubaw mieliśmy po pachy :) i w takiej to atmosferze, siedzieliśmy, gaworzyliśmy aż ogień wygasł i poszliśmy do naszej “sypialni”.

NL

Het is inmiddels droog en in het kamp word voor ons gekookt. Er zijn nog 2 gidsen die al ter plaatse waren, en we wachten onze maaltijd netjes af. We zitten allen aan een lange tafel naast de plek waar straks een vuur gemaakt wordt. Iedereen is in gesprek en er wordt weer veel gelachen. Het eten wordt klaargezet en het is heerlijk. Iedereen heeft flinke trek gekregen na de inspanning van het lopen maar er is voldoende. Er staat een grote koelbox gevuld met ijs en koude dranken en weer denk ik hoe mooi het leven is. Het is inmiddels donker geworden er we maken een vuur. De kampleider pakt een gitaar en zingt vrolijke Thaise liedjes. Er komt een fles thaise rum tevoorschijn en een beker gaat rond. Ik doe natuurlijk mee maar geloof dat je hier beter je auto op kan laten rijden. Het is een heel vrolijke avond en we genieten van het vuur.

Spaliśmy oczywiście wszyscy razem, w drewnianej chatce pokrytej liśćmi. W szeregu były ułożone materace, a na nich koce i poduszki. Nad materacami były moskitiery, ale były w takim stanie, że jeśli byłyby tam komary, to na pewno miałyby z nas niezły ubaw, albo raczej niezłą wyżerę, bo dziur było tyle, że hoho (sugeruję więc zabrać własną moskitierę ze sobą). Jak już umyliśmy zęby w rzece i odwiedziliśmy toaletę, do której pójście samemu było wielkim wyzwaniem położyliśmy się spać. Jedna z Niemek pożyczyła mi sweter, bo było tak zimno, że bez niego przemarzłabym do szpiku kości. Spodnie długie na szczęście posiadałam swoje. Na dość twardej poduszce położyłam podkoszulek, bo przytulenie się do niej wymagało wielkiej odwagi. Przykryłam się dwoma kocami i starałam się zasnąć, co niestety łatwe nie było. Jak tylko zamknęłam oczy miałam wrażenie, że zaraz na moją twarz wejdzie jakiś pająk, albo coś jeszcze bardziej obrzydliwego. Strach był do tego stopnia wielki, że jak Marcel położył na mnie rękę, żeby mnie przytulić to skoczyłam na równe nogi krzycząc przy tym tak, że wszyscy myśleli, że mnie coś użarło. Ehhh…to była ciężka noc. Ale w końcu trzymając Marcela mocno za rękę udało mi się zasnąć.

NL

Rond middernacht gaan we slapen, we hebben voor morgen een flinke wandeling voor de boeg. Wij slapen samen met de 2 Duitse vriendinnen slechts 1 nacht in de jungle, de anderen blijven nog een nacht. Gezellig poetsen we samen onze tanden en gaan één voor naar een geïmproviseerd toilet. Het is aardedonker, de aangeschafte zaklamp is absoluut noodzakelijk. Iedereen neemt zijn plek in en prepareert het muggennet zo goed mogelijk. De spray komt je van alle kanten tegemoet en iedereen probeert in slaap te komen. De 2 Engelse jongens slapen schijnbaar boven een mierennest, eerst de verkouden olifant en nu dit, lucky bastards! Marylka heeft moeite om in slaap te komen maar wordt uiteindelijk niet meer wakker. Ik daarentegen ben ieder uur eventjes wakker. Ik slaap licht maar rust voldoende uit om de volgende dag in te gaan.


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (26)

  1. Piotr atAustin

    ()

    niesamowite zdjęcia .. chłonę i planuję :^) .. jesteś wspaniała tak się cieszę, że znalazłem Twój blog .. tego typu trekking myślę, że moja córka zdzierży (one nie jest specjalnie wędrownicza :^) podczas gdy ja jestem wędrowcem górskim często w pojedynkę od wielu lat )
    słoneczne pozdrowienia :^))

    Beantwoorden

  2. Mo.

    ()

    Świetna sprawa taki trekking.Niesamowita przygoda, którą się pamięta całe życie. A słonie są kochane! Gdybym była Azjatką to bym miała kilka na własność i się codziennie przytulała, całowała i huśtała na trąbie:)

    Beantwoorden

  3. Anonimowy

    ()

    Super blog! Czy mogłabyś polecić nazwę firmy która organizowała Wam trekking. Tak się składa, że w sierpniu ja będę w tych rejonach i chętnie skorzystałabym z czegoś sprawdzonego. Pozdrawiam;)Gosia

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Kurcze no wlasnie to jest jedna z rzeczy ktorej nie zanotowalam, a po kilku miesiacach po prostu nie pamietam. Na pewno byl organizowany przez nasz hotel ktory nazywal sie Paradise Lodge en Spa. Ale czy oni organizuja trekkingi wylacznie przez jedna firme to nie wiem. Na pewno kursy gotowania organizuja przez kilka roznych, wiec chyba za bardzo nie pomoge :(

      Beantwoorden

Skomentuj