Up
E56C8096-2

Ciekawostek o Holandii ciąg dalszy :)

Czym się różni polskie wesele od holenderskiego? W zasadzie wszystkim :)

Kiedy po raz pierwszy poszłam na holenderskie wesele, przez kilka dni nie mogłam wyjść z podziwu, że taką różnicę kultur mamy. Zacznijmy od tego, że dostaliśmy zaproszenie na 14:00 do kościoła, bardzo skromnie ubranego, a raczej w ogóle nie ubranego. Z tego co pamiętam, był jakiś niewielki bukiet z białych lilii na ołtarzu i to wszystko. No, ale ok, to można zrozumieć, nie każdy lubi przepych kwiatowy w kościele. Po mszy nie było żadnych życzeń, para wyszła z kościoła, puściła baloniki, pomachali gościom i pojechali na sesję. Goście tymczasem do swoich domów, lub na obiad do restauracji, tak jak my to zrobiliśmy, bo przyjęcie zaczynało się dopiero o 19:00. Na obiad z parą młodą udała się jedynie najbliższa rodzina. Po przybyciu na wyznaczone miejsce, w drzwiach powitała nas uśmiechnięta para młoda, złożyliśmy życzenia i usiedliśmy do stolika. Szybko zorientowałam się, że jesteśmy jedyną parą w eleganckich strojach. Cała reszta gości w jeansach, t-shirtach, co poniektórzy w koszulach, a w garniturze był jedynie pan młody i jego najbliższa rodzina. Na stole przy którym usiedliśmy, stał jeden talerzyk deserowy z małymi kosteczkami sera zółtego i łyżka musztardy :)To była przekąska. Później nie było ich wcale więcej. Do stolika nie podano nic, po sali przeszła kilka razy pani z obsługi z  tacą na której miała przekąski. Oczywiście na raz do buzi. W kwestii alkoholu, to było tylko wino, piwo i szampan. Każdy inny trunek można było nabyć w barze za opłatą. Muzyka, znajomy DJ, parkiet raczej nie pękał w szwach. Holendrzy nie są narodem, który lubi tańczyć. Zabaw takich jak u nas też nie ma, jedyne co to przemówienie świadka. Poza tym Holendrzy uwielbiają tzw stand party, czyli nie tak jak my siedzieć i jeść za stołem, a stać i i sączyć piwo/wino :) O 23:00 wszyscy zaczęli się rozchodzić, więc i my pojechaliśmy. Pierwsze co zrobiłam po przyjściu do domu to otworzyłam lodówkę, bo głodna byłam jak wilk :) No i ostatnia ciekawostka, prezenty czy też pieniądze w kopercie nie przekraczają wartości 50 euro od pary. Zdarzają się też po 20. A 100 to już wypas, ewentualnie prezent od brata/siostry :) To oczywiście w telegraficznym skrócie, myślę że gdyby się zagłębić w temat to znalazłoby się tych różnic jeszcze dużo więcej :)

A poniżej lawendowe zdjęcia :) Pamiętam, kiedy 3 lata temu planowałam swój ślub, marzył mi się lawendowy motyw przewodni, a później sesja w Prowansji z niekończącymi się polami przepięknie pachnącej lawendy. Niestety szybko okazało się, że początkiem czerwca może być problem z lawendą w takich ilościach jakich bym chciała, więc musiałam z pomysłu zrezygnować. Ale za to kilka dni temu udało mi się w maleńkim stopniu spełnić marzenie. Co prawda nie ma ani sukni ślubnej, ani lawendowych pół, ale jest za to lawendowy wianek :)

ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (47)

  1. Latte House

    ()

    Piękna lawendowa sesja! A opis holenderskich zwyczajów weselnych bardzo mnie zaciekawił. No cóż: co kraj to obyczaj. Ale przyznam, ze brzmi jakoś tak smutno i przygnębiająco. No i ten ser żółty z musztardą!! Chyba jednak wolę nasze wesela z zabawą do rana.
    Pozdrawiam ciepło

    Beantwoorden

  2. Ala

    ()

    W Polsce akurat członek mojej familii miał okazję być na weselu zaczynającym się po ślubie o 14.00. Do godziny 18.00 podawano szampana i powoli karmiono gości, a potem zaczęły się zabawy i polała się wódka.

    Jednak osobiście wybieram polską imprezę. Po prostu inna moja mentalność. A brak jedzenia to największa potwarz dla gospodarza, jakby nie patrzeć.

    Ja właśnie wyczaiłam lawendę na ogródku mamy i szyję sobie woreczki na zimę do szafy – piękna sprawa :)

    Beantwoorden

  3. Barb Brussels

    ()

    zgadzam sie, ze obraz holenderskiego wesela jest bardzo podobny do tego,co zaobserwowalam w belgii
    mieszkam tutaj od 8 lat i rzeczywiscie jest sporo roznic, a wesela to juz w ogole zabijaja tym, jak sa inne
    te, ktore opisalas, sa chyba najbardziej powszeche (no moze za wyjatkiem sera i musztardy,bo jeszcze mi se nie zdarzylo:), ale sa tez bardziej wystawne, gdzie widac, ze panstwo mlodzi zadali sobie troche trudu.
    ja wlasnie sama planuje wesele, moj przyszly maz jest hiszpanem, wiec wesele bedzie w hiszpanii.i tez jest duzo inaczej niz w PL:-)
    http://www.brusselslifebeauty.blogspot.be

    Beantwoorden

  4. Ewa

    ()

    Zdjęcia bardzo ładne. Jeśli chodzi o wesela, to nie wiedziałam, że aż tak duży rozdźwięk występuje pomiędzy polsko – holenderskim. Bardziej odpowiada mi polskie aczkolwiek to kwestia przyzwyczajenia, bo gdybym dorastała w Holandii holenderskie przyjęcie wydawałoby mi się z pewnością najbardziej optymalne:) Z Holendrami mam jednak coś wspólnego – także stronię od tańców:)

    Beantwoorden

Skomentuj