Up
naamloos-1010078-3

Ostatni dzień na Zanzibarze przywitał nas jak zwykle przepiękną pogodą, aż żal było wyjeżdżać i nawet perspektywa niesamowitej przygody na safari nie wiele pomagała. Zjedliśmy śniadanko i wybraliśmy się na ostatni spacer po plaży. W pobliżu naszego hotelu, przynajmniej tak wynikało z mapy, znajduje się słynna The Rock Restaurant na skale, gdzie postanowiliśmy się udać. Jeszcze przed wyjściem zapytaliśmy w hotelu ile się tam idzie, usłyszeliśmy, że nie całą godzinkę, więc wyruszyliśmy. O 13:00 byliśmy umówieni z Allym, że nas podrzuci na lotnisko więc obliczyliśmy, że bez problemu zdążymy obejść tam i z powrotem. I tak sobie szliśmy i cieszyliśmy oczy, staraliśmy się zapamiętać każdy drobny szczegół, nawdychać się bryzy, która rozwiewała nasze włosy, uchwycić na zdjęciach ptaki w locie…

Poza tym, że nadal nie mogliśmy uwierzyć, że tutaj jesteśmy, to jeszcze bardziej, nie mogliśmy uwierzyć w to, że przemierzyliśmy kilka kilometrów wzdłuż, jednej z piękniejszych plaż na świecie i nie spotkaliśmy ani jednego turysty. Taka cisza i spokój…czasami jakiś Mambo przejeżdżający na rowerze. Już wiem, że jeśli kiedyś będę miała ochotę na leniuchowanie na rajskiej plaży bez turystów, to będzie to właśnie Zanzibar! :) 

Mniej pocieszający był fakt, że tak sobie już szliśmy grubo ponad godzinę, a The Rock Caffe, nie było widać. Przyspieszyliśmy kroku i po jakichś 15 minutach doszliśmy do przepięknej zatoczki, gdzie znajdowało się kilka hoteli i przepiękne molo. Niestety nadal nie było widać naszego obiektu docelowego. 

Marcel już chciał zawracać, w obawie, że spóźnimy się na samolot, ale ja nie dałam za wygraną. Zagadałam z jednym z beach boysów i po kilku minutach siedzieliśmy w jego samochodzie, a po kolejnych kilku, byliśmy już pod The Rock Caffe. Okazało się, że stała sobie tuż za cypelkiem zatoczki :) no ale i tak musielibyśmy wracać z powrotem taksówką, bo plażą byśmy nie zdążyli. No i zobaczyłam moje magiczne miejsce :) co prawda podczas odpływu dość mocno traci na swojej magiczności, ale i tak byłam w siódmym niebie, że tam dotarliśmy. 

Sympatyczny Mambo odwiózł nas do naszego hostelu, wzięliśmy szybki prysznic, spakowaliśmy się i byliśmy gotowi na wyjazd. Ally podjechał po nas prawie pół godziny przed czasem, znów nas zaskoczył, tym razem z zatankowanym samochodem :) Droga na lotnisko minęła szybko, lot również. Lądując wypatrywałam wierzchołka Kilimandżaro, ale niestety ukrył się pod pierzynką z chmur :) Po wylądowaniu i wyjściu z lotniska wypatrywaliśmy kogoś z naszymi imionami. Sandra, właścicielka Tembo Tamu miała odebrać nas z lotniska, ale nikt na nas nie czekał. Po 10 minutach czekania, podjęliśmy decyzję zabrania się do Moshi taksówką, którą wzięliśmy z 3 innymi dziewczynami, które jechały w tym samym kierunku. Dziwne trochę, że o nas zapomnieli, no ale zdarza się, może coś jej wypadło. Jakoś się nad tym nie zastanawiałam. Z przylepionym nosem do szyby obserwowałam życie na ulicach Tanzanni. Szybko zauważyłam, że dzieci wracające ze szkoły mają dużo schludniejsze ubranka niż te z Zanzibaru, kobiety chodzą w butach na obcasie, a nie w rozpadających się klapkach, zdecydowanie więcej pań bez nakryć głowy, mniej rozpadających się budynków…jednym słowem, troszkę lepszy standard życia. Po nie całej godzince, byliśmy w centrum Moshi, w jakimś niewiadomym miejscu wysadzaliśmy dziewczyny, a moje zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy to do samochodu podchodzi biała kobieta i pyta: Pani Maria? Myślałam, że to jakiś żart, kiwam głową, a ta wyciąga rękę i się przedstawia jako Sandra. Coś tam mówi o jakimś mailu, którego do nas wysłała i bała się, że nie zdążymy go przeczytać, ale się cieszy, że jednak zdążyliśmy :) Nic z tego nie czaiłam, ale byłam szczęśliwa, że jesteśmy w dobrych rękach :) Od razu poznaliśmy parę Australijczyków, którzy mieli nam towarzyszyć na safari i jak się okazało przylecieliśmy z Zanzibaru tym samym samolotem, mało tego siedzieliśmy obok siebie, a wysłany mail miał nam pomóc znaleźć się na lotnisku i wziąść razem taksówkę i przyjechać nią właśnie w miejsce w którym przypadkowo, a może i nie, wysadzaliśmy dziewczyny, no ale to dopiero dowiedzieliśmy się po przyjeździe do hotelu i sprawdzeniu poczty :) 

BB Tembo Tamu okazał się bardzo przyjemnym, klimatycznym i czyściutkim miejscem. Sandra zrobiła od razu zakupy na kolację, pieczony kurczaczek i tanzanijska pizza, która zupełnie nie przypominała ani wyglądem ani smakiem tej europejskiej. Mało tego, była jeszcze pyszniejsza :) Przy kolacji, którą zjedliśmy przy świecach w jej domu, ustaliliśmy program na najbliższe dni. Sandra zasugerowała nam małą zmianę planów, zamiast Lake Manyara, z którego ponoć ostatnio jej klienci nie byli zbytnio zadowoleni poleciła Park Tarangire. Co prawda, na początku nie byłam za tym pomysłem, bo głównie zależało mi na zobaczeniu tam flamingów, ale ponoć w Kraterze Ngorongoro ich nie brakuje więc zdecydowaliśmy wspólnie, że zgadzamy się na tę zmianę. Po kolacji do spanka. Jutro zaczynamy przygodę życia :)

Przydatne informacje:

-spacer plażą z Bellevue Hotel do The Rock Restaurant ponad półtorej godziny,

-taksówka z The Rock do Bellevue – 15$

-taksówka z Bellevue na lotnisko – 35$

-przelot Zanzibar-Kilimandżaro liniami Fastjet – 20$+10$ bagaż od osoby

-taksówka Kilimandżaro-Moshi – 40$ ewentulanie shuttle bus – 10$ lub 10000 szylingów od os. ( warto więc mieć ze sobą szylingi bo wychodzi taniej)

-safari 5 dniowe z Tembo Tamu 870$ od osoby przy grupie 4 os, ewentualnie prywatne safari 2 os za 1200$ od osoby


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (17)

  1. Mo.

    ()

    Nawet nie wiem co napisac :). Szczerze mowiac mialam nadzieje, ze tam zamieszkacie a ja Was odwiedze kiedys tam, no ale skoro jednak wrociliscie to trudno ;). Pielegnuj teraz w duszy te widoki i wspomnienia. Byliscie w raju!

    Beantwoorden

  2. Ala

    ()

    Nie no, ja to bym zmysły zaczęła tracić, gdyby coś nie poszło zgodnie z moimi oczekiwaniami, dlatego muszę jeszcze poczekać i dojrzeć do tak pięknych podróży. Dobrze że jest internet, Twój blog i dobre zdjęcia :)

    Beantwoorden

  3. Barbarossa

    ()

    Dziękuję za kolejne przeżycie pięknej przygody. Mamy z mężem jeszcze długą listę miejsc do zobaczenia, ale z racji problemów zdrowotnych, raczej tam nie dotrzemy. Tym bardziej cieszę się, że mogłam podróżować z Wami. Pozdrawiam.

    Beantwoorden

  4. Anonimowy

    ()

    Witam, gdzie dokładnie znajduje się pomost ze zdjęć "wchodzący" do wody?
    Piękne zdjęcia i fajna relacja! W tym roku też się tam wybieram:) Czytam i oglądam i już ie mogę się doczekać!
    Kasia

    Beantwoorden

Skomentuj