Up
naamloos-9874-3

Dziś zaczynamy wielką przygodę :) Wstałam już przed 6:00, żeby nie zakorkować łazienki, którą dzieliliśmy z naszymi towarzyszami podróży. Bo ja jak już wchodzę, to godzinka mija jak nic. Szybko wyszło na jaw, że przy wczorajszym oprowadzaniu po pokoju i łazience nie uważałam, bo za cholerę, nie mogłam znaleźć gdzie się włącza ciepłą wodę. A że nie miałam sumienia nikogo budzić, wzięłam zimny prysznic…brrrr…nawet w ciepłych krajach to średnia przyjemność, zwłaszcza, gdy trzeba umyć  też włosy….no ale jakoś przeżyłam. Po śniadanku szybkie pakowanie plecaka, walizki zostały pod opieką Sandry. Mimo, że zabrałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, to i tak nasz plecak był dwa razy większy od naszych towarzyszy :) sama nie wiem jak to możliwe :) O 8:30 nasz samochód stał spakowany, a my zwarci i gotowi na przygodę….

Przed nami długa podróż. Ponieważ safari zaczynamy od Parku Tarangire musimy pokonać ok 250 km, co przy dobrych wiatrach i małych korkach w Arushy powinno się udać w 4 godziny. Humory nam dopisywały, krajobrazy zmieniały się jak w kalejdoskopie, czas biegł całkiem szybko. Kierowca trafił nam się bardzo sympatyczny, młody, nawet całkiem przystojny jak na Murzynka :) Na imię miał Armani i cały czas przeglądał się w lusterku czy dobrze wygląda :) poprawiał sobie włoski…przeczesywał grzebykiem :) od razu dorobiliśmy sobie do tego swoją historyjkę :)

Krajobrazy Tanzanii są przepiękne i zmieniają się w zaskakującym tempie. Wspaniałe drzewa pokryte niezliczona ilością fioletowych kwiatów, Masajowie pilnujący swoich krów, dzieciaki siedzące przy drodze i wyciągają ręce do każdego wolniej jadącego samochodu…kobiety sprzedające tandetne bransoletki…i kurz…dużo kurzu…

Po czterech godzinach dotarliśmy na nasze “pole namiotowe”. Jakież było moje zdziwienie kiedy owe pole leżało w środku parku, bez ogrodzenia, bez jakichkolwiek drutów zabezpieczających…no i wszystko wskazywało na to, że będziemy na nim sami, bo nie było na nim żywej duszy…no ale nic, nie miałam czasu się nad tym dłużej zastanawiać, bo musieliśmy szybko wyładować wszystko z samochodu, żeby zobaczyć jeszcze jakieś zwierzątka. Nasz kucharz zajął się rozkładaniem namiotów, a my wyruszamy na poszukiwanie lwów :) Po nie całych pięciu minutach zobaczyliśmy pierwszych mieszkańców parku :) Impala, czyli najczęściej spotykana antylopa w Afryce, główne pożywienie afrykańskich drapieżników.  Figlujące małpki vervet…całą chmarę bawołów, gnu i najbrzydsze jak do tej pory guźce :)

Aparaty poszły w ruch, nie wiedzieliśmy co fotografować…gdzie spojrzeliśmy tam łaziły zwierzęta…jechaliśmy wolno, z otwartym dachem…co chwilę Armani się zatrzymywał, żebyśmy mogli spokojnie porobić zdjęcia. Ktoś nagle krzyczy słonie!….jej…słonie?…gdzie??? Gdzieś tam pojawiły się na horyzoncie….ktoś inny krzyczy…Idą w naszą stronę! No to stajemy, gasimy silnik i czekamy. Najpierw obserwujemy je przez lornetki, bo są jeszcze daleko, idą wprost na nas…machają zawadiacko trąbami….Armani przesuwa lekko samochód do przodu, żeby nie stać im na drodze, jeszcze gotowe by były nas stratować :) kiedy przechodzą tuż za samochodem delektujemy się ich widokiem, piękne, ogromne, dostojne…cała rodzinką…małe, duże…wyglądają jakby się do nas uśmiechały :)…cudowny widok!

Jeszcze nie ochłonęliśmy po spotkaniu oko w oko z sympatycznymi słoniami, a tu zobaczcie, kto odpoczywa pod drzewem :) Ajjjj…jaka piękność :)

Byłam w szoku, że po niespełna 10 minutach w parku już spotkaliśmy gromadkę słoni i piękną panią lwicę. Rozglądaliśmy się za lwem do pary, bo ponoć zawsze chodzą parami, ale nie udało nam się namierzyć…pewno spał sobie smacznie, gdzieś zakamuflowany w trawie…

Jedziemy dalej, rozkoszujemy się widokami…rozglądamy na wszystkie strony…i nagle znów ktoś krzyczy…zebry! Dużo zebr!…podjeżdżamy bliżej, powolutku, żeby ich nie spłoszyć…zebry chyba są najbardziej płochliwe z wszystkich zwierzaków…a oto co widzimy…:)

Po pierwszym spotkaniu z pasiastymi zwierzakami, wiem już, że to będą moje ulubione modelki :) Tak wdzięcznie pozowały do zdjęć…pięknie uśmiechały, zmieniały pozycje ciągle patrząc w obiektyw :) Niesamowite…zakochałam się w zebrach :) Mogłabym je fotografować bez końca :) Zafascynowana zebrami, nawet nie zauważyłam kiedy z drugiej strony pojawiła się kolejna rodzinka słoni :)

Prawda, że są słodkie :) Chyba nie ma nic przyjemniejszego i wspanialszego niż obserwacja tych olbrzymich, ciężkich czworonogów, w ich własnym środowisku. Przyglądanie się z jaką łatwością łamią gałęzie, czy nawet spore konary, z jaką gracją pokonują przeszkody, jak troszczą się o swoje maleństwa zasłaniając je swoim ciałem, jak potrafią przegonić samochód, który stoi na ich drodze. Wystarczy, że machną dwa razy uszami, poniosą trąbę do góry i już samochód znika w mgnieniu oka :) Myślę, że nikt nie chce mieć nic wspólnego z rozzłoszczonym słoniem :) Słonko powoli zachodzi…zbieramy się powoli do naszego obozu. Jeszcze orzełek…i bawiące się słonie :)

No i to o czym zawsze marzyłam, żeby zobaczyć…afrykański zachód słońca…mmmmm…poezja :)

Dotarliśmy do naszego obozu. Namioty stały już rozłożone. Od razu poszłam sprawdzić grubość materacy. Bałam się, że będą takie cieniutkie i twarde, ale na szczęście, były porządne…grube, i sprawiały wrażenie wygodnych. Do tego poduszki ze świeżymi, pachnącymi poszewkami :) No to może jednak jakoś uda mi się tutaj zasnąć :)

Poszłam szybciutko się umyć…o ciepłej wodzie można było pomarzyć, no ale na to jakby byliśmy przygotowani. Wskoczyliśmy od razu w grube dresy, bo trochę wiało…Zasiadamy do stołu, a tam już czeka na nas gorąca herbatka, kawka i popcorn :) A że głodni byliśmy jak lwy, popcorn zniknął w mgnieniu oka. Okazało się, że poza nami, w obozie nocuje jeszcze sympatyczny Francuz z dwójką dzieci, na moje oko, 7 i 12 lat. Przyjechali na safari na 5 tygodni. Kurcze, safari z 2 dzieciaków i to jeszcze takie długie…hmmm…no nie wiem…

Po pysznej kolacji składającej się z zupki cukiniowej, rybki, ryżu i różnych sałatek siedzieliśmy jeszcze długo z naszymi kompanami i rozprawialiśmy o wrażeniach z pierwszego dnia. Sue i Mitch bo tak mieli na imię są w rocznej podróży po świecie. Ona jest Angielką, on Grekiem, a mieszkają razem w Australii. Kochają podróże i przygody tak jak my :) Fajnie się nam gadało.

Zmęczenie jednak szybko dało się we znaki. Rozeszliśmy się do namiotów i nastała cisza. Taka błoga cisza…i ciemność…zamknęłam oczy…i dopiero teraz zaczęły mnie dochodzić dziwne dźwięki łamiących się i trzaskających gałęzi…na początku słabe, jakby z daleka, a później coraz bliżej i głośniej…wyobraźnia zaczęła działać…czy to słonie, czy zebry….a może żyrafy…po chwili słyszymy co jakiś czas ryknięcia…Marcel uspakaja mnie, że to tylko słonie, a ja mam wrażenie, że słyszę lwa…już sobie wyobrażam, że to pewno ta piękność, którą widzieliśmy niespełna 10 min od obozu…pewno zgłodniała i szuka czegoś do jedzenia….a tutaj nie ma żadnego ogrodzenia, ani strażników…i pewno nas zje na kolację….Marcel dalej twierdzi, że to słonie, ale w sumie to nie wielkie pocieszenie…już sama nie wiedziałam, czy lepiej zostać pożartym przez lwa, czy podeptanym przez słonia. Jak sobie przypomniałam z jaką gracją pokonują one przeszkody wielkości naszego 2-osobowego namiociku to nie było mowy o jakimkolwiek zaśnięciu. I choć starałam się nie wpadać w panikę to wizja słonia na mojej głowie zdecydowanie wygrywała z liczeniem baranów…przez koleją godzinę nie mogłam zmrużyć oka. W końcu przypomniało mi się, że mam gdzieś stopery do uszu…może jak nie będę słyszeć tych trzasków i ryków, to jakoś prędzej zasnę….chyba poskutkowały…


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (42)

  1. Travellerka

    ()

    Ależ pięknie! Kocham Twoje zdjęcia, są bardzo inspirujące :-) Safari to moje marzenie od dawna, może kiedyś znajdę w sobie odwagę aby wyruszyć w taką podróż! No i jeszcze jeden, drobny szczegół… fundusze :-) Można spytać jaką mniej więcej sumę trzeba przeznaczyć na taką wycieczkę? Pozdrawiam

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      No niestety safari to jedne z droższych wakacji….też długo o nich marzyliśmy…w końcu sie udało…Nasza podróż zamknęła się w 5 tyś euro od pary. Ale myślę, równie fajne safari można zrobić w Keni, za mniejsze pieniadze. Trzeba trafić na dobre ceny biletów lotniczych i mozna sporo zaoszczedzić. Tanzania, jest mniej popularna, w związku z czym droższa…

      Beantwoorden

    • Travellerka

      ()

      Faktycznie sporo, nawet więcej niż się spodziewałam. Z ciekawości przejrzałam dzisiaj oferty biur podróży i rzeczywiście Kenia jest w dużo bardziej przystępnych cenach. Np. 8 dniowe safari, gdzie praktycznie cały czas jest się w parkach narodowych można znaleźć już za 4500 tys od osoby. Także kto wie, kto wie :-) Dziękuję za informacje, przez Ciebie nakręciłam się strasznie na to safari :-) Pozdrawiam

      Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Bardzo możliwe. My pojechaliśmy do Tanzanii, bo leży blisko Zanzibaru, a Zanzibar był moim marzeniem. Ale jeśli do tej ceny dołożyłabyś przeloty na Zanzibar, hotel na Zanzibarze i kasę która rozeszła się nam na miejscu, to myślę, że wyszłoby prawie na to samo. A kasa rozchodzi sie tam niestety bardzo szybko…:(

      Beantwoorden

    • Agnieszka Kuczyńska

      ()

      Travellerka, pamiętaj, że safari sprzedawane z Polski, te 8-dniowe, to cena za wyjazd to jedno, a dopłaty na miejscu to drugie, Np Kenia Classic z Rainbowtours teraz na grudzień kosztuje 4600zł/1os ale do tego dochodzi ponad 500$ obowiązkowych + wydatki własne. Ale poluj na lasty, zdarzają się w martwych sezonach jak koniec sezonu zimowego czy poczatek grudnia/stycznia.

      Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Dokładnie, Aga ma rację…wiem, że jak ja szukałam takiej wycieczki jak sobie zorganizowaliśmy, to ceny były od 3,4 do 4 tys euro. Więc na własnej organizacji i tak jesteśmy sporo do przodu.
      Dziś np wpadła mi w ręce promocja na bilety lotnicze do Mombasy za 1497zł. Przy takiej cenie biletów można sporo na całej podróży zaoszczędzić….

      http://www.fly4free.pl/tani-przelot-czarterowy-do-kenii-mombasa-z-warszawy-za-1497-pln/

      Beantwoorden

    • Travellerka

      ()

      Ehhh… te koszty ukryte… zawsze się wdzierają i studzą mój zapał… Prawdę mówiąc to też najbardziej lubię wszystko sama organizować, bo taka podróż zawsze daje najwięcej satysfakcji i …. nieplanowanych przygód 😉 Poza tym jak już jechać tyle tysięcy kilometrów, przechodzić obowiązkowe szczepienia itp. itd… to warto poszaleć i zobaczyć jak najwięcej. Póki co pozostaje mi więc iść puścić totka :-)

      Beantwoorden

  2. Ewa

    ()

    Cudny post. Zostałam przeniesiona do czasów dzieciństwa i 'Króla lwa';) Zazdroszczę wyprawy, bardzo chciałabym zobaczyć safari i zwierzęta w naturalnym środowisku. Nie ukrywam jednak, że miałabym stracha i to znając życie znacznie większego niż opisywany w poście;> Czuwałabym chyba całą noc;) Zimne prysznice to faktycznie trauma, pamiętam takowe, ale z Zakopanego;)

    Beantwoorden

  3. Filipek 70

    ()

    nie, u mnie w porządku dzięki Bogu:) bo szkoda by było takich opowieści z dreszczykiem nie móc poczytać :))) jesteśmy z kubańskim pod wrażeniem …:))piękne zdjęcia no bo jak inaczej, w waszym przypadku to już oczywista oczywistość :))) buziaki

    Beantwoorden

  4. aschaaa

    ()

    kochana dziekuje CI ze znalazas moj blog i ze zostawilas komentarz. wyladowalam u Ciebie odrazu dodalam do ulubionych a blog do zakladek, teraz nie mam czasu ale jak tylko go znajde musze poprzegladac posty szczeholnie te afrykanskie. chcielismy w tym roku poleciec wlasnie kenia albo tansania i zanzibar. ale wyszlo nas to za duzo, wiec zdecydowalismy sie na sri lanke i malediwy. Mysle ze nie bedziesz miala nic przeciwko jesli po przegladnieciu Twoich postow nasuna i sie jeszcze jakiespytania? buziam Cie :)

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      hahaha :) a to ciekawe :) bo my właśnie rozważaliśmy SriLankę z Malediwami i właśnie nam wychodziło drożej niż Safari, więc sobie odpuściliśmy :) ale co się odwlecze to nie uciecze, więc tym bardziej jestem szczęśliwa, że dotarłam do ciebie :) już ja sobie tam wszystko poczytam, co i jak :)

      Beantwoorden

  5. aschaaa

    ()

    Naprawde? Moge spytac ile Was wyniosla cala podroz? My za 3tygodnie – sri lanka malediwy i dubaj ze wszystkim loty, noclegi jedzonko wizy male prezenty dojazd do wawy bo lecielismy z wawy mimo ze mieszkamy w wiedniu. Wszystko wszytko wyszlo srednio 1500euro na osobe 😉

    Beantwoorden

  6. Ala

    ()

    Marylo, ma taki problem trochę i nie wiem czy tylko ja, ale mi się w połowie posta robi mix tj nakładają zdjęcia z tekstem i ani czytać ani oglądać zdjęć… :(

    A tak poza tym to chyba Ci Kenijczycy nie zazdroszczą tylko tych widoków 😉 Bo ja jestem przepełniona zachwytem i żaden blog nie sprawia mi tyle przyjemności co Twój.

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Kurcze, no wlasnie jestes już drugą osobą, która mi zgłasza ten problem. Już nawet pytałam dziewczyn, czy to zauważyły, ale pisały, że nie mają żadnych problemów. A zerknij proszę na najnowszy post. Może to wina ilości zdjęć. Już sama nie wiem…

      A tak w ogóle to wlewasz miód na moje serce :) dziekuję, za tak miłe słowa :) tysiąc buziaków przesyłam :)

      Beantwoorden

    • Ala

      ()

      Teraz piszę z telefonu, także potwierdzam wcześniejsze komentarze. O ile w telefonie ogląda się bez problemu, to na laptopie w połowie posta mamy mix. Więc albo jest to wina ilości zdjęć / ich rozdzielczości (nie wiem czy jedno ma wielkość rzędu mb czy przed wrzuceniem zmniejszasz je do kilkuset kb) albo jest to wina tła na blogu, bo w wersji mobilnej dla telefonów itp jego nie ma i działa bez zarzutu. Możliwe że moja przeglądarka sobie nie radzi, używam Firefoxa.

      Przynajmniej masz dowód, że ludzie chcą Ciebie czytać i oglądać :)

      Beantwoorden

  7. Anonimowy

    ()

    Fajny blog, bardzo przydatny, korzystałam z niego jak wybierałam się do Tanzanii. Niestety nie umiem pisać blogów, nie mam też na to czasu, ale jeżeli ktoś ma dodatkowe pytania odnośnie wyjazdu na własną rękę do Tanzanii i na Zanzibar to proszę pytać. BYŁAM W LUTYM 2015RROKU Z GRUPĄ ZNAJOMYCH W TYCH MIEJSCACH NA WŁASNĄ RĘKĘ. Spisywałam wszystkie informacje, żeby ewentualnie się nimi podzielić, wiem, że bywają bardzo przydatne. Jeżeli coś piszcie w miarę możliwości odpiszę jak najszybciej, mój e-mail urszulakwapisz@op.pl. W lutym 2014roku byłam również na własną rękę w Tajlandji, więc mogę również tu pomóc. Pozdrawiam

    Beantwoorden

Skomentuj