Up
E56C2697-2

Trochę lata w środku zimy czyli ciąg dalszy naszych rajskich wakacji na Zanzibarze :)

Pewno co poniektórzy zdziwieni, że po raz drugi lądujemy na Zanzibarze, ale jakoś tak od samego początku planowania wyjazdu chciałam pobyt na Zanzibarze podzielić na dwie części. Przed i po safari. Dlaczego? Bo przed safari fajnie jest pobyczyć się na plaży, poczuć ten wspaniały tropikalny klimat, wypić kilka mohito w dobrym towarzystwie, żeby później z naładowanymi bateriami móc rozpocząć safari. Równie fajna, jeśli nawet nie fajniejsza jest opcja powrotu na te rajskie plaże już po jakby na to nie patrzeć troszkę męczącym safari. Mężu początkowo ostro protestował przeciwko rozdzieraniu plażowania na dwie części, ale już ostatnich dniach safari dziękował mi, że nie musimy od razu z wszystkimi wrażeniami wracać do domu, tylko mamy jeszcze całe 5 dni na odpoczynek i przeżywanie ostatnich kilku dni pod parasolem z zimnym piwkiem w ręce :)

Na Zanzibarze wylądowaliśmy już późnym wieczorem. Od razu skierowaliśmy do wyjścia i złapaliśmy taksówkę. Problemu nie ma, stoją i czekają. Udało nam się zbić nawet trochę z ceny. Miły taksówkarz o imieniu Mohamed, okazał się przesympatycznym młodym człowiekiem. W ciągu godziny, którą musieliśmy pokonać w drodze do hotelu, opowiedział nam niemal całą historię swojego życia. O tym jak się zakochał w dziewczynie z którą ze względu na jej rodziców nie mógł być. O tym jak dzielnie o nią nią walczył. O tym ile z tego powodu cierpiał, jak dzielnie znosił upokorzenia i pomówienia. O tym jak musiał wszystkim udowadniać, że wcale nie jest tym, za kogo go uważają. Niesamowita historia. Słuchaliśmy jej niemal z niedowierzaniem i momentami ze łzami w oczach. Na szczęście historia dobrze się skończyła, rodzice wybranki w końcu zgodzili się na ślub, i teraz mają trójkę ślicznych łobuziaków :) Skąd wiem, że ślicznych? Dowiecie się już niedługo :)

Po godzinie, która minęła jak z bicza strzelił dotarliśmy do hotelu Melia. Pożegnaliśmy się z Mohamedem i wzięliśmy od niego numer telefonu, będziemy potrzebować czymś wrócić na lotnisko, to będzie jak znalazł :) Wchodzimy do hotelu, pierwsze wrażenie mega pozytywne. Od razu zaopiekował się nami pan który przywitał nas na recepcji. Usiedliśmy wygodnie w fotelach, pan spisał co tam trzeba było, wytłumaczył co i jak, dostaliśmy mapkę, odświeżające ręczniki, powitalnego drinka i wraz z boyem hotelowym udajemy się do pokoju. Pokój okazał się jeszcze piękniejszy niż na zdjęciach i tak naprawdę szkoda było z niego wychodzić, ale że niestety burczenie w brzuchach przypomniało nam, że dobrze byłoby jeszcze wrzucić coś na ruszt. Wzięliśmy zatem szybki prysznic, wskoczyliśmy w stosowne ubranie i udało nam się jeszcze zahaczyć o kolację.

Pędząc do głównej restauracji czułam się jakoś dziwnie. Dopiero co wróciliśmy z pięciodniowego safari, gdzie spaliśmy w namiocie, włosów nie myłam przez 5 dni, nóg nie goliłam, bo kto by tam o tym myślał, zamiast wody używałam chusteczek nawilżających. Posiłki jedliśmy na stole polowym, który kiwał się na wszystkie strony. Do kibelka bałam się iść, żeby mnie coś nie zjadło. A tu nagle hotel wysokiej klasy, wszędzie wszystko lśni i błyszczy, obsługa skacze koło nas na paluszkach, jedzonko pięknie podane, goście odstrzeleni od stóp do głów, faceci w długich spodniach, dziewczyny full make up i złote szpileczki, a ja taka sierotka z mokrymi włosami i w gumowych japonkach. Zawsze zapominam zabrać ze sobą jakieś wieczorowe buty, jakoś jak się pakuję to zawsze myślę, żeby było lekko i wygodnie. No nic, może następnym razem :)

Kolejny dzień rozpoczęliśmy oczywiście od plażowania. W zasadzie wszystkie pozostałe dni spędziliśmy na plaży. Jakoś nie przepadam za basenami hotelowymi. Zwykle woda jest w nich dla mnie za zimna. Nawet jak na zewnątrz jest 30 stopni, to zdecydowanie wolę kąpać się w ciepłym morzu aniżeli w zimnym basenie. Dlatego też codziennie byliśmy na plaży. Poznaliśmy tam bardzo sympatyczną parę. Francuza i Ukrainkę. Tak się jakoś w pierwszym dniu dosiedliśmy do ich stolika podczas lunchu i już później codziennie się spotykaliśmy na plaży. I albo gdzieś razem łaziliśmy, albo graliśmy w Camelota:)

Pewnego dnia wracając razem z plaży mieliśmy śmieszną przygodę. Do hotelu zawsze wozili nas wózkiem golfowym, no i któregoś dnia przychodzimy, a tam chyba z 12 osób w punkcie odjazdu. Na raz do wózka wchodzi max 6 osób, wiec stwierdziliśmy ze za dużo czekania i poszliśmy na nogach.  Po kilku minutach słyszymy za sobą nadjeżdżający wózek. Bez odwracania się tamujemy dla żartów drogę, ten się zatrzymuje, bo nawet wyjścia za bardzo nie miał, odwracamy się a tam tylko 2 os. No to bez zastanowienia pchamy się do wózka, upychając po kątach parę, która w nim jechała i jeszcze ochrzaniamy ich tak żartobliwie oczywiście, jak to tak można, że oni sobie sami jadą a tam tyle ludzi na przystanku czeka. No i się okazało, że to jakiś szejk z żoną i ten wózek to na ich wyłączność :) Trochę się nam głupio zrobiło, ale na szczęście szejk okazał się wyrozumiały i nie wyrzucił nas na ulicę, za co bardzo grzecznie podziękowaliśmy :) pod hotelem nie mogliśmy się powstrzymać ze śmiechu…:) i do dziś wspominamy tą wpadkę z ogromnym rozbawieniem :)

Co robiliśmy oprócz wylegiwania się pod palmami? Marcello pochłaniał książki jedna za drugą, uczył tamtejszego fotografa hotelowego jak ma fotografować, ja zaś biegałam z aparatem tam i z powrotem. Cały czas polowałam na panie pracujące na poletkach algowych. Marzyły mi się ich zdjęcia z bliska. Wyruszyłam jednego dnia na dłuższy spacer. I udało mi się znaleźć kilka pań, a nawet całą grupkę. No to teraz tylko jak je tutaj z bliższa złapać, żeby się na mnie nie złościły i nie przeklinały. Z ukrycia nie było szans, bo nawet nie miałam ze sobą właściwego obiektywu. Postanowiłam więc, że pójdę po prostu do nich i zagadam. Tylko po jakiemu…hmmm. Aparat zarzuciłam na plecy, żeby ich nie spłoszyć, macham do nich z daleka, uśmiecham się…i o dziwo uśmiech odwdzięczają :) jest dobrze :) zaczynam nawijać po angielsku, a one uśmiechnięte od ucha do ucha coś tam odpowiadają po swojemu. Pewno znając życie nabijają się ze mnie. Ale są przy tym miłe i uśmiechnięte. Zainteresowałam się tym co robią, pooglądałam.  Próbowałam znaleźć jakieś wspólny język, ale to ciężka sprawa. Niemniej jednak po kilkunastu minutach w ich towarzystwie zapytałam czy mogę im zrobić zdjęcie pokazując aparat. I o dziwo zgodziły się :) Pofociłam panie troszkę, podziękowałam i poszłam dalej. I taki sam myk zrobiłam jeszcze z kilkoma innymi. Czyli jednak można je fotografować, tylko umiejętnie. Nie rzucać się od razu z aparatem, ale poświecić im więcej czasu. Zainteresować się tym co robią. A może po prostu w tej części Zanzibaru, kobiety są bardziej przyjazne. Tak też może być. 

A już w następnym poście trochę więcej o hotelu w którym przebywaliśmy. O jego plusach, minusach i pięknych widokach :)


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (43)

    • Maryla

      ()

      Oj na pewno nie….ja w ogóle sobie nie wyobrazam siedziec w wodzie w ubraniu. Na szczęście siedzą tam tylko rankiem. Nie dalej jak do południa. Później poziom wody podnosi się i już jest za głęboko, żeby tam siedzieć. Także na szczęście nie siedzą tam przez cały dzień.

      Beantwoorden

  1. PannaAnna

    ()

    Publikowanie takich zdjęć , zwłaszcza i tej porze roku powinno być zabronione . Ja dużo dałabym za taaaaAkie podróże … Tylko mojego męża trudno poza Europę wyciàgnąć ;( :( :( wogóle on jezdziłby tylko na polską wieś ….więc to że choć podrozujemy po kontynencie to sukces ! Pozdrawiam i podziwiam !

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Musisz mu więcej fotek podkładać do ogladania :) Ja tak zawsze robie ze swoim :) Kiedyś mówię jedźmy na Wyspy Zielonego Przyladka, a on….eee…tam nic nie ma, kubeł piasku i tyle…a jak go zasypałam całą stertą fajnych fotek, to od razu zmienił zdanie :)

      Beantwoorden

    • aschaaa

      ()

      Mam to samo. Moj maz zawsze twierdzil ze urlop moze spedzac w domu i nie potrzebuje nigdzie wyjezdzac. A ja zaczelam powoli od europy… tu promocja. Tam tani lot itubna rocznice w prezencie tydzien na plazy i tak sie potoczylo zr od kilku lat mamy trzy urlopy w roku. Jeden to pkazowanie w europie. Jeden kilkudniiwy jakas wycieczka do europejskieho miata i jeden trzytygodniowy po swiecie 😉 na kazdego znajdzie sie jakis sposob ,)

      Beantwoorden

  2. nieoddamcienikomu

    ()

    cześć, chciała bym nawiązać współprace z pewną firmą jednak do tego potrzeba mi 1000 obserwacji ;( bardzo staram się je zdobyć. Kiedy osiągne swój cel chciałabym zorganizować rozdanie, konkurs w podziękowaniu za okazaną pomoc. Była bym bardzo wdzięczna jeśli ktoś obserwował mój blog i mi w tym pomógł była bym bardzo wdzięczna : http://prestizowaelita.blogspot.com/ z góry dziękuję i życzę miłego dnia. Za każdą obserwacje się odwdzięczam. <3

    Beantwoorden

  3. CELina Lisek

    ()

    To mój kolejny cel na mapie. Jak wiesz, bilet już prawie był kupiony i gdybym się nie pomyliła przy rezerwacji, to w tym roku zanzibarskie marzenie by się spełniło. Kochana, przepiękne zdjęcia! Masz talent:) Czekam na kolejne wpisy…

    Beantwoorden

  4. Ala

    ()

    Czytam posta po raz kolejny, dopiero teraz mogę coś napisać, bo telefonem nigdy mi się nie chce (za duże ryzyko, że się coś skasuje). Ty to odważna jesteś, że je zaczepiłaś i udało Ci się porobić im zdjęcia, ja niestety chyba nie mam takiego talentu do zaprzyjaźniania się z obcymi ludźmi.

    Beantwoorden

  5. Mo.

    ()

    Faktycznie fajna przygoda z tym szejkiem, ale co tam, przynajmniej będziecie mieć wspomnienia. Śliczne zdjęcia ( wiem wiem, zawsze to piszę, ale taka jest prawda :) ), uśmiech zawsze pomaga w nawiązywaniu kontaktu i przełamywaniu barier, zwłaszcza jeśli się nie zna języka – bo przecież wszyscy uśmiechamy się w tym samym języku. Czytałam kiedyś wywiad z jednym z fotografów i powiedział, że w fotografowaniu ludzi najważniejsza jest zasada – najpierw zauważamy w człowieku człowieka a dopiero później obiekt do zrobienia zdjęcia. U Ciebie też to zadziałało :)

    Beantwoorden

  6. Barbarossa

    ()

    Przeczytałam z zapartym tchem. Przygoda z szejkiem niesamowita. Zdjęcia przepiękne, muszę je pooglądać jeszcze kilka razy. Cudowna wyprawa. Tam pewnie nie dotrzemy, więc dziękuję za tę egzotyczną wycieczkę. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Ale super! Już wam zazdrosze :) Do zobaczenia koniecznie:
      -Stone Town +Prison Island ( w jeden dzien można spokojnie zaliczyć oba miejsca)
      -Safari Blue (całodzienna wycieczka)
      -Spicy Tour ( pół dnia)
      -The Rock Restaurant ( jesli stacjonujecie gdzieś w okolicach Jambiani to kawałaczek)
      -Pływanie z delfinami – my nie mielismy już czasu, ale od kilku osób słyszałam, że ponoć swietna sprawa.

      W jakiej okolicy stacjonujecie?

      Beantwoorden

Skomentuj