Up
IMG_3941-2

Jeszcze przed wyjazdem na Dominikanę wiedziałam, że Saonę musimy zobaczyć na pewno. Wycieczkę kupiliśmy w hotelu. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, ze takie sprawy załatwia się u chłopaków na plaży :) Przepłaciliśmy oczywiście słono. Już nawet nie pamiętam ile płaciliśmy, ale chyba coś kolo 100$ od osoby. Problem był tylko jeden bo Marcello nie mógł wchodzić do wody, żeby nie zamoczyć nogi. Kiedy poszliśmy się dowiedzieć jak to wszystko będzie wyglądać okazało się że żeby wejść na katamaran czy na szybka łódź, trzeba wejść do wody. Hehhh…wymyśliliśmy wiec ze owiniemy mu nogę jakąś folia i powinno być dobrze :) Na recepcji dostaliśmy worki foliowe, taśmę i byliśmy gotowi na podbój Saony :) Bladym świtem, chyba coś koło 7:00 albo nawet wcześniej zgarnął nas busik z przed hotelu. Droga do portu dłużyła mi się przeokropnie. Autobusem jechaliśmy chyba ze 2h albo nawet i dłużej. Miałam wrażenie, że po drodze objechaliśmy wszystkie hotele na Dominikanie. Nasz hotel był na nieszczęście jako jeden z pierwszych. No ale nic jakoś dotarliśmy do miejsca w którym czekała na nas szybka łódź. Zanim nas do niej wpuścili trochę zamieszania z tym było. Czekaliśmy w sumie nie wiem na co. No ale wreszcie idziemy. Woda wysoka, już mam stresa i nie wiem jak Marcela do tej łódki wpakujemy. On sam też przerażony. Ale dwóch Mufinków długo się nie zastanawiało jak to zrobić, wzięli go i wnieśli na tę łódź :) kosmicznie to wyglądało, ale siedzimy więc jest dobrze :)

Motorówka ruszyła, płyniemy :) trochę chlapie z każdej strony ale co tam…ważne że płyniemy i już nie długo będziemy na tej rajskiej wyspie.

Chyba za wcześnie zaczęłam się cieszyć. W pewnym momencie zaczęliśmy zwalniać…okazało się, że motor padł …Nie mogliśmy płynąć dalej…ehhh…zaczęła się akacja…co teraz Help?

Musieliśmy czekać na jakieś przejeżdżające obok łódki, żeby nas zabrały. Oczywiście, to nie było takie hop siup, bo mogliśmy się dosiadać tylko po kilka osób, i to do łódek który nie były pełne…tak więc troszkę sobie poczekaliśmy…a za nami kłębią się chmury i wygląda jakby zaraz miało lunąć…

Na szczęście udało nam się w końcu przesiąść do innej łodzi…hurra Dance 4 płyniemy dalej, może jednak jest nam dane zobaczyć te Saone :)  Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na snurkowanie…chmury dalej krążą nad nami…ale nie jest najgorzej…:)

Sesja z rozgwiazdą obowiązkowa :)

Chyba zbliżamy się powoli do wyspy :)  jeszcze kilka portretów mew :)

Do dziś się zastanawiam czy one były niebieskie, czy to odbicie lazurowej wody:)

No i w końcu jest! Wyśniona, wymarzona…Saona!!!!

Jak widać nawet słono wyszły i niebieskie niebo się pokazało…ale niestety tylko na chwilkę…zdążyłam dosłownie kilka fotek zrobić…zostawiłam biednego Marcela na leżaczku, zaopatrzyłam w zimne napoje, i pobiegłam dalej focic…

Słonko dosłownie za kilka minut zaszło…i przestałam focić, bo Saona bez słonka, to już nie ta sama Saona…Skąpana w słońcu prezentuje się zdecydowanie najpiękniej :)

Zdecydowanie warto było tam pojechać. Choć nie ukrywam, że zrobienie fotki bez ludzi, ręczników czy majtek na drzewie graniczy niemal z cudem…trochę to było wkurzające, no ale w sumie każdy chce ten piękny kawałek na ziemi zobaczyć, wiec nie ma się czemu dziwić. Na wyspie byliśmy możne z 2-3h nie dłużej. Lunchyk był bardzo pyszny. Wracaliśmy katamaranem. Na szczęście slonko znowu wyszło wiec było przyjemnie…tzn prawie…bo trafiła się nam grupka Rosjan którzy skutecznie uprzykrzali wszystkim podróż. Trzech panów mocno  przy tuszy, obwieszonych złotymi łańcuchami z trzema laskami, wyjętymi niczym z PlayBoya…aż przykro było na to patrzeć…ich zachowanie było ciężkie do zniesienia. Pijani byli w 3 du*y. Obściskiwali te biedne dziewczyny. Zrobili chyba z tysiąc zdjęć w pozie na Tytanica…z ledwością udało mi się zrobić kilka fotek, jak już dobijaliśmy do brzegu…ehhhh…


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (33)

  1. Anonimowy

    ()

    Wspaniale zdjecia, wspaniala Dominikana i wspaniali WY !!! 😉
    Bardzo podoba mi sie Twoj blog i zawsze z niecierpliwoscia czekam na kolejny wpis. Moze styl ubierania nie do konca moj, ale relacje z podrozy, ciekawostki z wiatrakowa i Twoja przesympatyczna osoba sprawia, ze zagladanie tutaj zawsze poprawia mi humor-,- zastanawiam sie czasem tylko ile masz kompletow strojow kapielowych, bo co jeden to piekniejszy…;!
    p.s przepraszam za brak polskich znakow i serdecznie pozdrawiam

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      hahaha :) W sumie to nigdy ich nie liczyłam :) ale przyznam się bez bicia, że co roku na wyprzedażach zaopatrzam się w 2-3 sztuki więc po kilku latatch trochę się tego uzbierało :) nigdy nie kupuje strojów w regularnych cenach, bo nie mam takiej potrzeby, ale po sezonie zawsze wpada mi coś fajnego w ręce za jakieś grosze :) czasami kupuje strój odzielnie, i póżniej sobie sama kompletuje :) polecam taka metode :)

      Beantwoorden

  2. Olga Sapinska

    ()

    Marylka !
    Idealna figura, brzuszek… !

    Niestety Rosjanie są wszędzie uciążliwi (jak dla mnie)
    Na Malediwach było ich sporo….. i denrwuje mnie to zawsze jak ktoś się do mnie zwraca po rosyjsku bo myślą że każdy jest Ruskiem :-/

    Beantwoorden

  3. Anna Serafin

    ()

    Znów się rozmarzyłam czytając Twoją relację; za każdym razem mam wrażenie jakbym tam już kiedyś była. To na pewno kolejne miejsce, które dodaje do swojej listy marzeń. Tylko kiedy ja je wszystkie zrealizuje………….
    Co do Rosjan to również nie mam najlepszych wspomnień z nimi związanych, a już do szewskiej pasji doprowadza mnie kiedy za granicą zwracają się do mnie w tym języku. Chyba nauczę się chińskiego i będę im wtedy odpowiadać w tym języku. :))

    Beantwoorden

  4. Barbarossa

    ()

    U Ciebie piękna Dominikana a u mnie też Karaiby… Przywołujesz moje wspomnienia. Ja pokażę moją relację z Dominikany trochę później. Inne miejsca czekają w kolejce. U mnie kolejna relacja z Wenezueli. Zapraszam. Ślicznie wyglądasz w tej białej sukience… Ach… Buziaki!

    Beantwoorden

  5. Anonimowy

    ()

    Chciałam zapytać jak to jest w podróży z takim cięższym aparatem jak Twoja lustrzanka, plus dodatkowe obiektywy? Nie męczy Cię noszenie tego wszędzie? Pytam z ciekawości, bo zmierzam do zakupu lustrzanki, tylko waga tego i dodatkowy obiektyw nieco mnie przeraża… Pozdrawiam A. 😉

    Beantwoorden

Skomentuj