Up
DSC_3525-2

Kochani mam dla was wreszcie relację z ostatniego dnia na Malcie :) trochę mi to zajęło, ale w wolnych chwilach udało się napisać :) Poranek przywitał nas jak zwykle pięknym słonkiem. Tym razem nie skorzystaliśmy, ze śniadania w hotelu z wiadomych powodów. Zaraz przy wyjściu była malutka restauracja, tam wypiliśmy kawkę i wrzuciliśmy po kroasancie, bardzo pysznym zresztą. Do tego dwa na wynos i wyruszyliśmy w stronę portu na Gozo. Podróż trwała jakieś 40 minut. W sumie to nigdzie się nie zatrzymywaliśmy. Jechaliśmy niemal cały czas wzdłuż wybrzeża, ale nie było po drodze żadnych ciekawych widoków, a jak już się coś znalazło to nie było się jak zatrzymać, żadnych zatoczek przy drodze nie było. 

Po dotarciu do portu ucieszyliśmy się niezmiernie, bo akurat samochody wjeżdżały na prom, ustawiliśmy się w ładnie w kolejeczce, ale niestety nasze szczęście nie trwało długo, bo jakieś trzy samochody przed nami zamknięto wjazd, bo skończyły się miejsca na pokładzie, no i musieliśmy czekać 45 min na kolejny prom. Na szczęście z samochodu można wysiąść i połazić sobie po okolicy.

Kolejny prom podpłynął dużo wcześniej, więc szybko zleciało. Na pokład wjechaliśmy jako jedni z pierwszych, usadowiliśmy się na ławeczce razem z sympatycznymi Włochami i gaworząc sobie całą drogę rozkoszowaliśmy się widokami. Po ok pół godziny byliśmy na miejscu. Nawet nie wiedziałam kiedy ten czas zleciał.

Gozo już w porcie przywitała nas fajnymi widoczkami. Niespotykane formacje skalne przy brzegu. Przeźroczysta woda i uroczy port.

Ruszyliśmy zatem w kierunku Azure Window, które było naszym celem. Nie wiem czemu wyszliśmy z założenia, że nawigacja nie będzie na Gozo działać, nawet jej nie załączaliśmy. Najpierw kierowaliśmy się w stronę Victorii, a potem Birbuby. Trochę nas zdziwiło, że nie było żadnych kierunkowskazów na Azure Window, skoro to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc na Gozo. No ale jakoś się nam udało dotrzeć. Po drodze zatrzymaliśmy w kilku miejscach. Pierwsze z nich to kościół w Xewkij, a drugie to sanktuarium Ta’ Pinu. Oba wyglądały bardzo okazale i tajemniczo.

Po jakiejś pół godzince dotarliśmy do Azure Window, czyli do wizytówki Gozo. Faktycznie magiczne miejsce. Niespotykany twór natury. Ogromne skalne okno z widokiem na przepiękne lazurowe morze. Dość sporo turystów w tym miejscu, ale na szczęście grota jest podziwiana z dalsza, więc nie było problemu z pominięciem ich na zdjęciach. Choć znalazł się taki jeden śmiałek co to na grotę wyjść musiał, mimo, że na dole duża tabliczka zabraniająca tam wchodzić. Kamienie co jakiś czas się osypują. No ale śmiałków jak widać nie brakuje….ehhh….

Posiedzieliśmy sobie troszkę przy oknie i ruszyliśmy dalej, a w zasadzie w drogę powrotną. Kierowaliśmy się w stronę portu, ale coś nas chyba znaki źle pokierowały, bo jakimś cudem najpierw znaleźliśmy z drugiej strony sanktuarium Ta’ Pinu, a potem wylądowaliśmy w zatoczce rybackiej Marsalforn :) Nie mieliśmy jej w planach, no ale skoro już tutaj się znaleźliśmy to stwierdziliśmy, że zjemy tutaj lunch. Z mapy wynikało, że jest to jeden z ważniejszych punktów do zwiedzenia na Gozo. Na nas to miejsce jakiegoś szczególnego wrażenia nie wywarło. W sumie to nawet nie zrobiliśmy tam żadnej fotki. Ot malutki cypelek, wokoło dość surowa zabudowa, kilka restauracji. Ale jedzonko, które zamówiliśmy było bardzo pyszne.

Po lunchyku udajemy się w stronę portu. Jedno co nas zaskoczyło na Gozo to zupełna cisza. Przejeżdżając przez małe wioski nie spotkaliśmy ani jednej żywej duszy. Ludzi nie było ani na ulicach, ani przy domach, nawet bawiących się dzieci, czy coś. Nie wiem czy trafiliśmy na popołudniową sjestę, czy tam zawsze tak cicho i spokojnie, ale jak chcieliśmy zapytać o drogę, to naprawdę nie było kogo. W końcu odkryliśmy, że nasza nawigacja działa też na Gozo, dzięki czemu udało się nam wrócić do portu :) I tym razem nam się poszczęściło, bo od razu wjechaliśmy na prom. Opłata pobierana jest zaraz przy wjeździe. Ostatni rzut okiem na Gozo i wracamy na Maltę.

Po przypłynięciu na Maltę wyruszamy na poszukiwania restauracji Baia Beach Club , która znajduje się rzut beretem od portu. W pierwotnym planie mieliśmy zjeść tam lunch, no ale błądzenie po Gozo, trochę nam go pokrzyżowało, niemniej jednak pomyśleliśmy, że wpadniemy tam chociaż na lampkę wina i na krótki odpoczynek. Niestety po dotarciu na miejsce, co i tak łatwe nie było, okazało się restauracja jest nieczynna w poniedziałki, czego chyba nie doczytałam na stronie internetowej. A szkoda, bo miejscówka, wygląda naprawdę zachęcająco. W takim razie udajemy się do Popay Village. Ta też w sumie nie daleko od portu. Chyba coś ok 15 min jechaliśmy. A tutaj widok na wioskę. Prawda, że malowniczy?

Po krótkim odpoczynku, jedziemy na plażę Golden Bay, która znajduje się kilka km od Popeye Village. Plaża taka sobie, jakiegoś większego wrażenia na nas nie zrobiła. Szybko się z stamtąd zmyliśmy.

Pojechaliśmy na drugą plażę, która znajduje się zaraz obok. Tuffieha Bay. Ta zdecydowanie bardziej się nam spodobała. Ludzików już prawie na niej nie było, bo słonko powolutku zachodziło. Bardzo urocza i malownicza. Usiedliśmy na tarasie przy restauracji i plan był taki żeby poczekać na zachód słońca, ale była dopiero 19:00 i na zachód musielibyśmy poczekać ze dwie lub trzy godzinki. Do tego byliśmy trochę zmęczeni, więc pojechaliśmy do Hotelu.

Po powrocie do hotelu udaliśmy się od razu coś zjeść. Tym razem trafiliśmy do restauracji Barracuda. Od naszego hotelu w lewo, jakieś 5 minut spacerkiem. Piękne wnętrze. Wspaniały widok na morze i zatokę. A jedzono palce lizać :) Zdecydowanie warto, może tanio nie było, ale jedzonko przepyszne, a obsługa na najwyższym poziomie. Rybkę grillowaną mi pan przyniósł na talerzu, pokazał, a potem zabrał, żeby usunąć ości :) 

No i to był już ostatni dzień na Malcie. Wszystko co dobre szybko się kończy. Ale na szczęście kolejna wyprawa już w planach, tak więc znowu mamy na co czekać i co planować :)

Informacje praktyczne:

– cena promu na Gozo ( 2 os + samochód) – 20 euro

– kolacja dla 2 osób w Barracudzie – 85 euro 


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (50)

  1. Agnieszka F.

    ()

    Czy Wy zawsze musicie mieć takie piękne zdjęcia? 😉
    Malta śliczna – na pewno tam kiedyś dotrę :)
    Tylko, że ja bidulka z aparatami nie jestem za pan brat, więc pewnie nigdy sobie jakiegoś bajeranckiego nie sprawię, a i do obróbki by mnie pewnie nikt nie zagonił 😉 Więc co zobaczę, to pstryknę moim małym aparacikiem, a cała ta piękna otoczka – błękit nieba, lazur wody, zapachy i smaki – zostają we wspomnieniach i pamięci :)
    Jeszcze raz mówię – cudownie tam, ahaaa, a Popey Village – jak z jakiejś bajki! :)))

    Beantwoorden

  2. marzenag

    ()

    piękne zdjęcia, miło było przypomnieć sobie nasz wyjazd, byliśmy tydzień przed Wami:)
    Widzę, że nie byłaś na GOZO w miejscu Xlendii. Są tam piękne klify i wybrzeże z pięknymi formami z piaskowca. No ale my byliśmy dłużej a podróżowaliśmy tylko komunikacją. Plaże Tuffieha i Gnejna są piękne, zrobiliśmy sobie tam spacer chyba ze 3 godziny . Super widoki polecam każdemu:)
    Jeszcze raz podziwiam fantastyczne zdjęcia.:)

    Beantwoorden

  3. Mo.

    ()

    Wioska Popeya – bajka! Powiem Ci, że dzięki Tobie mam inne spojrzenie na Maltę. Wcześniej myślałam, że jest mało atrakcyjna turystycznie a bardziej komercyjna, a teraz wiem, że jest piękna i zaskakująca.

    Beantwoorden

  4. Barbarossa

    ()

    Podziwiam niezmiernie, cudowne, cuuuuuuuuuuuudowne widoki, wspaniałe zdjęcia. Może kiedyś tam dotrzemy… Mieliśmy w maju tego roku, życie zmienia plany… Ślicznie wyglądasz na zdjęciach. Pozdrawiam ciepło!

    Beantwoorden

Skomentuj