Up
MMP_0548-2

Też tak macie na wakacjach, że pierwsze po przebudzeniu co robicie, to patrzycie za okno jaka jest pogoda? U mnie to już chyba jakieś zwichrowanie, bo ledwo oczy otworzę i biegnę odsłaniać zasłony, żeby zobaczyć, czy świeci słonko. Dziś mamy pecha, bo słonka nie widać, mało tego nawet nie zapowiada się na to, żeby były jakieś przebłyski, do tego Marcel mnie starszy, że zaraz będzie lało. Chyba nikt nie lubi deszczu na wakacjach, no ale trudno, przecież w hotelu siedzieć nie będziemy. Nasz pierwszy punkt programu na dziś to opactwo Abbaye Montmajour, które znajduje się zaledwie kilka kilometrów od Arles. Wsiadamy zatem do naszej biedronki i jedziemy. Po kilkunastu minutach jesteśmy na miejscu i w tym samym czasie sprawdza się też Marcela przepowiednia, lunęło tak, że wyjść z samochodu nie mogliśmy. Na szczęście fala szybko minęła, co nie znaczy, że przestało padać, po prostu padało mniej. Weszliśmy do kasy, żeby kupić bilety, a pani poinformowała nas, że z powodu deszczu niektóre części są niedostępne dla zwiedzających. Ponieważ i tak, nie mieliśmy lepszego planu, zdecydowaliśmy kupić jednak bilety, a sympatyczna pani dała nam zniżkę :)

Opactwo Montmajour, jest jednym z najbogatszych opactw w Prowansji, które zostało założone pod koniec IX wieku. Bardzo dobrze zachowane, z pięknym dziedzińcem i misternie rzeźbionymi filarami. Historii zamku nie będę opisywać, bo to sobie wszędzie wygooglujecie :) Nam się bardzo podobało, tym bardziej, że w związku z padającym deszczem byliśmy jedynymi zwiedzającymi i mogliśmy pstrykać fotki bez końca :)

Po zwiedzeniu zamku udajemy się w kierunku Beaucaire. Niestety padać nie przestaje. Mało tego pada tak mocno, że nawet nie chce się nam wychodzić z samochodu. Parasolki oczywiście nie mamy, bo kto jeździ do Prowansji w lipcu z parasolem? :) No my na pewno nie :) Zatrzymujemy się w centrum Beaucaire na lunch. Żeby nie trafić, tak jak w Arles na byle co przepytujemy kilku przechodniów o dobrą restaurację i udajemy się we wskazane miejsce. Restauracyjka niewielka, ale bardzo przyjemna, widać, że niemal wszystkie stoliki zajęte przez Francuzów. To dobry znak. Zamawiamy zgodnie małże :) Marcel w carry a ja bardziej tradycyjnie z roquefortem. I to były zdecydowanie najlepsze małże jakie w życiu jedliśmy. Tak się obżarliśmy ( było ich naprawdę dużo, że ledwo stamtąd wyszliśmy). Pewno nawet gdyby nie padało, to i tak nie mielibyśmy siły na zwiedzanie. Obsługa niestety nie mówi po angielsku, trzeba trochę na migi :)

Po lunchu stwierdziliśmy, że jedziemy do naszego Chambre, który znajdował się nie daleko Pont Du Gard. Mieliśmy mały problem z jej znalezieniem, bo to malutka wioska, niby jedna ulica, ale nawigacja nie mogła znaleść właściwego numeru. Z przechodniów nikt nie wiedział gdzie to więc musieliśmy zadzwonić do właścicielki i okazało się staliśmy prawie na wprost domu, tylko numer był nie widoczny. Lila -właścicielka przyjęła na bardzo miło. Przesympatyczna osóbka, ale o tym za chwilę jak będę pisać o naszym Chambre. Rozłożyliśmy się w pokoju, Marcel uciął sobie drzemkę, a ja zaraz po kąpieli z bąbelkami chwyciłam za aparat i pobiegałam trochę po wiosce. Ani jednaj duszy nie spotkałam, na szczęście przestało troszkę padać.

Kiedy wróciłam do pokoju, zza chmur wyjrzało słonko. Stwierdziliśmy zatem, że żeby nie marnować czasu jedziemy do Pont Du Gard. Jeśli mieliście w ręce banknot 5 euro to na pewno go rozpoznacie. Z ciekawostek powiem tylko, że o tym, że ten most został uwieczniony na banknocie zadecydował przypadek. Gdy w lutym 1996 roku Europejski Instytut Monetarny ogłosił konkurs na projekt banknotów nowej europejskiej waluty, zwyciężył Robert Kalina, plastyk i rytownik Narodowego Banku Austrii, który narysował bramy i okna na awersach oraz mosty na rewersach banknotów. Warunek był jeden: rysunki nie mogły przedstawiać faktycznie istniejących budowli (by nie wpędzać w poczucie dumy żadnego z krajów i nie denerwować niepotrzebnie innych), a jedynie wymyślone przez artystę wariacje architektoniczne typowe dla poszczególnych okresów. Trudno stwierdzić, czy o wpadce zdecydował brak własnego pomysłu, czy zgubne wpływy odbytych przez Kalinę podróży i przeczytanych lektur – niemniej na banknocie 50 euro eksperci szybko dostrzegli wypisz wymaluj wenecki most Rialto, a na 500-setce francuski Pont du Normandie. Te wzory zostały poprawione. Gdy z drukarni wyjechały setki tysięcy banknotów o nominale 5 euro, a na południu Francji rozległy się radosne okrzyki: “Toż to przecież nasz Pont du Gard!”, na zmianę było już za jednak późno :)

Dzieje Pont du Gard są rzecz jasna dużo starsze niż historia euro – sięgają czasów rzymskich. Poetycko brzmiący Pont du Gard, prawie 50-metrowa, trzypoziomowa, arkadowa konstrukcja przerzucona nad kapryśną rzeką, to najwspanialsza część akweduktu, który od I w. dostarczał do Nimes wodę z odległych o 50 km okolic Uzes. Akwedukt powstawał przez 15 lat – projekt wymagał precyzyjnych obliczeń nachylenia (które na moście wynosi zaledwie 12 cm) i kąta poprowadzenia wodociągów (nieco pod prąd rzeki), a całość wzniesiono z gigantycznych kamiennych bloków bez użycia jakiejkolwiek zaprawy. Akwedukt, wyraz mistrzostwa starożytnych inżynierów, spełniał swą funkcję praktyczną aż do IV w. Z czasem utracił ją, a Pont du Gard przebudowano i przekształcono w most drogowy (obecnie ruch samochodowy na moście jest wstrzymany). Most zachowano do dzisiejszych czasów w stanie niemal niezmienionym. W 1985 r. zabytek wpisano na Listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO.

Żałowaliśmy trochę, że nie pojawiliśmy się tutaj w nocy, bo most jest pięknie oświetlony. Do tego zaraz obok, w sezonie często są koncerty, myślę, że może być całkiem przyjemnie. Po obejrzeniu tej fascynującej i robiącej mega wielkie wrażenie budowli z każdej możliwej strony, postanawiamy udać się na kolację do oddalonego o kilka kilometrów Uzes. Właścicielka naszego domku poleciła nam tam restauracyjkę w której zjedliśmy pyszną kolację.

 A w drodze powrotnej spotkaliśmy takie oto słoneczniki :)

I jeszcze słów kilka o naszym pokoju – Chambre. Zatrzymaliśmy się w Maison d’Hotels Les Mas de Lila, położonym zaraz przy wjeździe do centrum miasteczka Vers-Pont-Du-Gard. Zauroczył mnie pokoik o wdzięcznej nazwie Pschitt Nature, urządzony w przytulnym prowansalskim stylu. Pokoik superowy, całkiem przestronny, pachnący lawendą, wielkie wygodne łóżko, normalnie czułam się jak w domu. Do tego właściciele bardzo sympatyczni, Lila, cały czas wesoła i uśmiechnięta, bardzo dobrze mówi po angielsku, więc mogliśmy sobie trochę dłużej z nią poklachać. W cenę pokoju wliczone mieliśmy pyszne śniadanko. Świeża bagietka, kilka rodzajów domowej roboty dżemów, miodzik z lawendy, serki kozie, jajecznica, owoce a nawet domowej roboty jogurt o smaku waniliowym :) Jednym słowem śniadanko na full wypasie :) Przed domem basen, my niestety nie skorzystaliśmy, bo pogoda była jaka była, ale na pewno się przydaje przy bardziej słonecznych dniach jak na Prowansję przystało, tak więc polecam to miejsce z całego serca.

Informacje praktyczne: Arles – Abbey Montmajour – odległość 6 km Wstęp do Abbey Montmajour – 7,5 €, dzieci 4,5€ Abbey Montmajour – Pont du Gard – odległóść 41 km Wstęp do Pont Du Gard – 18€ – jest to cena za parking plus wejście dla nas dwoje. Tutaj nie wiem czy dobrze to rozszyfrowałam, ale chyba za 5 osób cena jest taka sama. Płaci się po prostu jakby od samochodu.  Lunch w Brasserie Du Nord Au Sud, Beaucaire – 33€ Kolacja w Restauracji Terroirs w Uzes – 35€ Nocleg ze śniadaniem w Le Mas de Lila – 95€  


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (46)

  1. milka

    ()

    Bardzo ciekawe miejsce, troszkę jakby wyludnione….możne i przez pogodę. Ale to bobrze bo można wypocząć:-)
    Ja niedawno wróciłam z nad Bałtyku i ludzi ogrom. Zero miejsca na plaży, wiec na plaże musieliśmy się przemieszczać kilka kilometrów dalej.
    Pozdrawiam :-)))

    Beantwoorden

  2. Anonimowy

    ()

    Jakie piękne te Twoje/Wasze zdjęcia…Wreszcie tu zajrzałam, bo jak dotąd obserwowałam tylko deccorię. Ale jak się zakochałam w Twojej kuchni – to już zaczęłam "kopać" głębiej :) Powiedz Marylko, czy studio Abrys robiło Ci tę kuchnię na miejscu – czy tylko ściągałaś od nich fronty/szafki? Do Lublina mam trochę daleko… Nigdzie w Szczecinie nie mogę znaleźć firmy,która oferuje meble Schuellera :( A już wszelkie inne przestały mi sie podobać.. Mój email: dwm2@wp.pl. Pozdrawiam i życzę dalszych pieknych impresji fotograficznych :)

    Beantwoorden

  3. Olga Sapinska

    ()

    nowy post do porannej kawy :) nie mogłam wymarzyć sobie piękniejszego poranka w pracy :)

    nawet w deszcz potraficie ukazać piękno najmniejszego zakątka

    do tego zawsze opowiadasz Nam całą historię zabytków, miasta, czy nawet banknotu 5 euro :)
    (gdyby w tak barwny sposób moja pani od historii opowiadała nam tak jak ty to robisz, może polubiłabym ten przedmiot?)

    aa i wyglądacie na pięknych, zakochanych, szczęśliwych, miło się patrzy !

    Beantwoorden

  4. Anna Tym

    ()

    Marylko uwielbiam z Tobą podróżować ! Nawet po znanej deszczem Prowansji. Do której pewnego dnia dotrzemy :):) do deszczu to my jak i wy jestesmy wyjątkowo zaadoptowani , nieprawdaz ??!!
    I czekam na post z Avignon , pakujac juz Walizki :)

    Beantwoorden

  5. Anonimowy

    ()

    lubię twój blog, mega przydatne informacje i super zdjęcia.
    P.S. Napisz proszę jakim aparatem fotografujecie z jakim obiektywem, jakie filtry. Jeżeli już ktoś pytał to przepraszam, czytałam chyba wszystkie twoje posty, ale może nie doczytałam w komentarzach.
    Gratuluję, naprawdę fajny blog:)

    Beantwoorden

  6. Ruda Paskuda

    ()

    Zazdroszczę, zazdroszczę i jeszcze raz zazdroszczę :). Przepiękne miejsca i krajobrazy!!! Deszczowa pogoda pozwoliła Wam zwiedzać w samotności!!! Tak lubię najbardziej (choć zbyt często nie można liczyć na taki ,,luksus"). Zdjęcia słoneczników przepiękne!!!

    Beantwoorden

  7. Secret_style

    ()

    Uwielbiam zwiedzać ruiny zamków, pałaców, kiedyś co niedziele jeździliśmy z moim K. na wycieczki i odkrywaliśmy różne ciekawe miejsca :)
    Cudowne zdjęcia kochana, widoki zapierają dech w piersiach, a te wąski, kręte uliczki i niebieskie, drewniane okiennice, najbardziej mnie urzekły:)
    A u mnie również słoneczniki…. duuuuże pole słoneczników :) hehe
    Miłego dnia :) Daria

    Beantwoorden

  8. Marzena W

    ()

    Zdjęcia powaliły mnie z nóg. Cudowne widoki, a słoneczniki bajka. Zazdroszczę Wam tej Prowansji. Twój blog przenosi mnie w inną rzeczywistość.
    No cóż pogoda płata figle, mnie zepsuła wymarzone wakacje. Było paskudnie i wietrznie, nawet padało. W dniu mojego wyjazdu zaczęły się upały. Gdzie złożyć reklamację? :)
    ps
    Filtr polaryzacyjny zakupiony, teraz muszę go rozgryźć.

    Beantwoorden

  9. Agnieszka F.

    ()

    Wasze zdjecia jak zawsze są magiczne, bajkowe i nie z tego swiata.. Wy macie po prostu aparat nie z tego swiata (przyznajcie się – macie jakąś najnowsza technologię prosto z kosmosu, hihi;;;)))
    Morze słoneczników – zakochałam się! Z reszta – we wszystkim się zakochałam! 😀

    Beantwoorden

  10. Krystyna Boner

    ()

    Marylko nie mogłam napisać komentarza tak szybko, ponieważ kilka razy musiałam (bo chciałam)_ tutaj zajrzeć, żeby zachwycić się niesamowitymi widokami i poczytać bardzo ciekawy opis. Zdjęcia są zachwycające. Pokazują te niepowtarzalne zabytki, budowle, pola i piękne uliczki. Och…ach… A… jeszcze raz sobie pooglądam :) Buziaki :)

    Beantwoorden

Skomentuj