Up
MMP_2366-2
Na ostatni dzień w Prowansji, planu żadnego nie mieliśmy. Generalnie miało być na luzie, na jakiejś fajnej plaży pomiędzy Toulonem a Marsylią. No właśnie tylko na jakiej. Otwieram rano laptopa i robię szybki research, gdzie by tu uderzyć. Wrzuciłam w google hasło „nice beach beteween Toulon and Marsellie” i pierwsze co mi wypluło to Cassis i Los Calanques. Hmmm…zdjęcia wyglądały bardzo obiecująco, jak to się stało, że ja wcześniej o tym miejscu ani nie słyszałam ani nie czytałam to nie wiem. No to zabieramy się w drogę. Los Calanques leży już przy samej Marsylii, a dokładnie w w pobliżu miasteczka Cassis. 

Zanim dotarliśmy do tego miejsca, jechaliśmy niemal cały czas wzdłuż wybrzeża, ale jakby nic ciekawego nie wpadło nam w oko. Po dotarciu do celu, okazało się, że w związku ze świętem 14 juillet, wszyscy oczywiście mają wolne i ruch na Los Calanques był taki, że nie było gdzie zaparkować. Dotarliśmy w końcu do dużego parkingu na samej górze, gdzie jak się okazało mogliśmy zapłacić tylko gotówką, której nie mieliśmy. No to znowu nawrotka do miasta. Przeciskanie się przez tłumy, szukanie bankomatu, i powrót na górę, udało się, zaparkowaliśmy! No to robimy najpierw rundkę po najbliższej okolicy, która wygląda tak:

Nie wiem jak wy, ale ja byłam w kompletnym szoku. Oczom wręcz nie wierzyłam w to co widzę! To było zdecydowanie najpiękniejsze miejsce na Lazurowym Wybrzeżu i gdyby mnie było kiedyś stać na łódkę za kilkaset tysięcy, to na pewno nie stałaby w St Tropez, tylko właśnie tutaj! I nie wiem dlaczego to miejsce jest tak mało popularne, dlaczego nigdzie o nim nie piszą, albo może źle szukałam, nie wiem. Los Calanques zachwyciło nas totalnie, żałowaliśmy, że mamy do dyspozycji tylko jeden dzień, bo chętnie spędziłabym tutaj więcej czasu. Po krótkim spacerze, idziemy na lunch do malowniczo położonej restauracji. Ruch tam straszny, ale jakimś cudem udało nam się zdobyć wolny stolik. Po posileniu się idziemy na dłuższy spacer. Postanawiamy przejść na druga stronę zatoki.

Droga była bardzo malownicza, w zasadzie to nie mogłam przestać robić zdjęć. Lazurki tak dawały po oczach, że nawet okulary nie pomagały :) Jedyny minus był taki, że szliśmy górą i nie było za bardzo jak zejść do wody, żeby się ochłodzić, a w tym dniu słoneczko dawało się mocno we znaki. Tak sobie szliśmy i szliśmy, w sumie, to nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie idziemy. Na parkingu można było zaopatrzyć się w mapę, ale oczywiście nie pomyśleliśmy o tym. Dużo ludzi szło jakby w tym samym kierunku, więc, też szliśmy, bo w końcu jakiś cel tej wycieczki musi być. Trasa nie jest łatwa. Tzn chodzi głównie o bardzo śliskie kamienie, a właściwie głazy. W niektórych miejscach trzeba było wręcz wychodzić na czworakach, albo zjeżdżać na tyłkach, bo głazy były tak wyślizgane jak na lodowisku. Miejscami na prawdę niebezpiecznie, więc do dłuższej wędrówki zalecam jakieś inne butki niż klapki.

Po jakiejś godzinie spaceru oraz braku widoku na jakiś cel naszej podróży zaczepiłam jakiś Francuzów, którzy szli obok i zapytałam gdzie my tak naprawdę idziemy. Okazało się że za cypelkiem jest plaża, a potem kolejna zatoczka  i kolejna, i tak naprawdę gdybyśmy mieli dużo czasu to możemy nawet dojść do Marsylii :) No to super, tam raczej nie dotrzemy, ale do tej plaży jakoś doczłapiemy, tym bardziej, że już ponoć daleko nie było. Końcówka była najgorsza, mega ślisko i niebezpiecznie, ale jakoś dotarliśmy, plaża wyglądała tak.

Zastanawiałam się dlaczego tak mało osób w wodzie, weszłam po kostki i już wiedziałam. Woda była zimna jak lód. Brrr…No to posiedzieliśmy troszkę na brzegu, odsapnęliśmy trochę, i ruszamy z powrotem. Sorki za ilość zdjęć, pewno się będzie post znowu zacinał, ale nie mogłam się powstrzymać, tak pięknie tam było!

Późnym popołudniem żegnamy się z lazurkami na Los Calanques i jedziemy w stronę Marsylii. Tam mamy ostatni nocleg w Ibisie, blisko lotniska, bo na następny dzień skoro świt wracamy do domku. Buuu….Nasza przygoda z Prowansją się skończyła. Podsumowując nasze wakacje powiem tylko tyle. Trochę świata już zobaczyliśmy i nie mamy w zwyczaju wracać w te same miejsca, ale Prowansja będzie zdecydowanie wyjątkiem! Tam wrócimy na pewno, i to nie raz, bo zostawiłam tam kawałek swojego serca. W ogóle to każdy ma swój kawałek ziemi na świecie, i mój jest zdecydowanie w Prowansji. W ogóle to miałam wrażenie, że kiedy 34 lata temu ktoś tam na górze zadecydował, że mam się urodzić, to pomyliły mu się kraje. Ja powinnam urodzić się i mieszkać we Francji! Tam jest moje miejsce, tam jest mój raj!

Informacje praktyczne:

Toulon – Cassis – 42 km

Cassis – Marsylia – 25 km

Parking przy Los Calanques – 8 euro za cały dzień

Pokój w Ibis Budget –  35 euro


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (48)

  1. Anna Tym

    ()

    Przepiękne miejsce . Masz racje . Twoje zdjecia takie, ze mam ochote pakowac walizke i jechac tam juz dzis. Moje serce w Bretanii zostalo, wiec tez Francja memu sercu bliska 😉
    Ale te nazwe notuje i …. Kiedys tam dotre , na pewno !!!!

    Beantwoorden

  2. Anonimowy

    ()

    Patrząc na te piękne widoki nie dziwię się, że zostawiłaś tam kawałek serca… :)
    Najbardziej z całego cyklu podobały mi się pola lawendy i dzisiejszy post, ale miasteczka też są bardzo urocze. Nie pozostaje nic innego jak zaplanować urlop na przyszły rok :) Dzięki, że wiem gdzie warto jechać i co zobaczyć :)
    pozdrawiam
    Ania M.

    Beantwoorden

  3. Jo

    ()

    zatoczka z jachtami faktycznie oszałamiająca, a Francja ma wiele twarzy, my mieszkaliśmy i w rejonie Pirenei Prowansalskich i nad Jeziorem Annecy i oba miejsca nas zachwyciły :), a Twoje odkrycie zapisuję i kto wie, może w przyszłym roku 😉

    Beantwoorden

  4. Ann x

    ()

    Miedzy La Madrague,a Cassis jest kilkanascie takich zatoczek. Pamietam moja wyprawe w ubieglym roku do Marsyllii, wlasnie Calanques byly moim celem, bylam zachwycona! Przecudowne miejsca, niestety gdy ja bylam bylo nostwo ludzi, ale woda na szczescie nie byla mega lodowata. Fajna opcja jest tez wynajecie kajaku i zwiedzenia ich od strony wody. Piekne zdjecia!

    Beantwoorden

  5. Marzena W

    ()

    Cudne miejsce, piękne zdjęcia. Zazdroszczę, zazdroszczę…Mam nadzieję kiedyś odwiedzić Prowansję i wykorzystam wtedy całą wiedzę, którą tu zawarłaś.
    Ja też urodziłam się nie w tym kraju co trzeba. Kocham południe Europy tam czuję się najlepiej i dokładnie wiem co czujesz :)

    Beantwoorden

  6. jolik2000

    ()

    powinnyśmy być sąsiadkami :-) uprawiałybyśmy lawendę, urządzały chałupki, ty byś robiła fotki,a ja…no właśnie, co ja powinnam robić? może szyłabym woreczki na lawendę, jakieś zajęcie bym tam sobie znalazła :-)
    gdybyście od Bandol do St.Cyr poszli takim szlakiem, też byście byli zachwyceni. ja taką trasę pokonywałam kiedyś w espadrylowych sandałach na koturnie, ale dałam radę, tylko że byłam o połowę młodsza, hahaha. a cykady? cykady wam sie podobały popołudniową porą?

    Beantwoorden

  7. aschaaa

    ()

    czytalam kiedys o tym miejscu, kilka lat temu jak zwiedzalismy lazurowe wybrzeze. wszytskie lazurki na pocztowkach w niccei i monaco byly z tego miejsca! bajecznie :)
    wiem ze to koniec prowansji dlatego Marylka stwierdzam oficjalnie. moj maz zgodzil sie na prowansje w przyszlym roku. bedzie spore tempo bo lipcie prowansja a w sierpniu meksyk ale zdecydowalam! narazie utargowalam 5dni 😛 mam jeszcze prawie caly rok, hihihihi moze utarguje wiecej 😀
    Twoja relacja bedzie na pewnoooo bardzo pomocna :*

    Beantwoorden

  8. Jiga

    ()

    Ciągle się powtarzam… ale co mam napisać ? Piękne zdjęcia , bajkowe !!! Masz talent ( nie ten z soboty godz.20 ) :)
    Cudownie , zachęcająco , marzycielsko . Działają lepiej od katalogu biura podróży .Oj zdecydowanie mocniej .

    Beantwoorden

  9. Nette Ra

    ()

    halooo :) zdjęcia obłędne, to właśnie tam mieliśmy sie pluskać w wodzie i opalać na plaży… Niestety, opóźniony pociąg a następnie przedłużony pobyt w Marsylii pokrzyżował te plany!
    ale.. ale.. ale..
    zupełnie tak jak ty, uważam, że ktoś tam na górze się pomylił a ja powinnam urodzić się we Francji… Rodzina, znajomi hahah wszyscy to wiedzą (ha przynajmniej dzieki tu wiekszosc moich prezentow jest zwiazana albo z Pryzem, albo z lawenda albo po prostu z Francja ;))
    Nie wracam do tych samych miejsc, ale dla Pd Francji zdecydowanie zrobie wyjatek i to nie raz!. Czekam jeszcze na wygrana w totka a wtedy … jacht,willa i….. blisssssssssss :)

    Beantwoorden

Skomentuj