Up
Provence-2

No i już tradycyjnie na końcu relacji taki mały poradnik, może komuś przydadzą się informacje w nim zawarte.

Kiedy jechać –  to właściwie najważniejsze pytanie, które sobie stawiamy wybierając ten kierunek. Naszukałam się sporo w internecie zanim znalazłam właściwą odpowiedź. Oczywiście dla nas najważniejszym celem były pola lawendy, piękne, duże i mega fioletowe, czyli nie przekwitnięte, ale też wystarczająco rozwinięte by uchwycić ich kolor. Okazało się, że wcale nie jest łatwo znaleść w sieci rzetelne informacje. Było ich dużo, ale często rozbieżne. A informacja, że lawenda kwitnie od końca czerwca do połowy sierpnia do niczego nam się nie przyda. Uściśliliśmy, że w rejonie, który nas interesuje najlepiej pojechać w lipcu, ale dopiero kiedy napisałam maila do opactwa Senanque, dopiero dostałam satysfakcjonującą mnie odpowiedź. Jeśli wybieracie się na poszukiwania lawendy w rejony Simiane La Rotonde, Sault, Valensole to najlepiej udajcie się tam od 01 do 10 lipca. My w tych rejonach przebywaliśmy od 9 do 11 lipca i szczerze mówiąc tylko w okolicach Valensole trafiliśmy na najpiękniej rozwiniętą lawendę. Ponieważ jest troszkę wyżej, lawenda kwitnie ciut później, w pozostałych miejscach byliśmy kilka dni za późno. Dlatego pierwszy tydzień lipca będzie idealny. Wtedy również kwitną słoneczniki. Pod tym linkiem znajdziecie mapę kwitnienia lawendy również w innych miejscach, aczkolwiek za jej wiarygodność nie biorę odpowiedzialności.

Ile czasu potrzeba na zobaczenie Prowansji -10 dni to optymalny czas. Pewno w tydzień też uda się zobaczyć najważniejsze punkty, ale ciężko byłoby mi wymienić 3 miejsca z naszej listy, które moglibyście sobie darować. Natomiast gdyby doskoczyły ze 3-4 dni do naszego planu to na pewno rozszerzylibyśmy go o Monaco i Cannes, może na jedną noc zatrzymalibyśmy się w Valensole, tak żeby głębiej odetchnąć lawendą :). No i nie ma co ukrywać, że nasz plan był mocno napięty i w zasadzie na leniuchowanie czasu nie było, więc jeśli macie ochotę powygrzewać się w słonku na Lazurowym Wybrzeżu to myślę, że dwa tygodnie to minimum.

Wynajęcie samochodu – w zasadzie to nie wyobrażam sobie podróżowania po Prowansji innym środkiem transportu niż samochód. Jeśli przyjeżdżacie swoim trzeba się liczyć z dość sporymi kosztami benzyny. Myślę, podróż dla dwóch osób taniej wyjdzie jeśli przylecimy np do Marsylii tanimi liniami i tam wypożyczymy samochód. My zarezerwowaliśmy samochód na stronie Rentalcars i skorzystaliśmy z wypożyczalni Thrifty. Mieli najlepszą ofertę. Za Nissana Mikrę za 10 dni zapłaciliśmy 300 euro. Nie wykupowaliśmy żadnego dodatkowego ubezpieczenia. Na karcie zablokowano nam tylko 180 euro, które po tygodniu od powrotu zostało odblokowane. Już drugi raz korzystaliśmy z tej wypożyczalni i wszystko w jak najlepszym porządku. Tak więc polecam.

Gdzie spać –  nie ukrywam, że poszukiwanie miejsc noclegowych zajęło mi chyba najwięcej czasu. Jak się okazało, zabrałam się za ich szukanie zdecydowanie za późno, bo dopiero w maju, czyli ok 2 miesiące przed wylotem. Wtedy już prawie 80% wszystkich miejscówek było zarezerwowane. Zostały tylko same drogie, albo te z najgorszymi opiniami. Wtedy na pomoc przyszło mi kilka stron francuskich, na których wybór był trochę większy. Ale z kolei trzeba było do każdego Chambre pisać maila z zapytaniem o dostępność. Nie wszyscy odpisywali, niektórzy po francusku. Sporo stresu mnie to wszystko kosztowało, bo czas leciał, a ja dalej nie miałam noclegów. Do tego trzeba też pamiętać, że wiele pokoi może być wynajęte jedynie na tydzień, szczególnie w sezonie, czyli wtedy gdy kwitnie lawenda. Tak więc radzę rezerwować pokoje tak szybko jak to się tylko da. Tutaj kilka linków do francuskich stronek z Chambre, a także z domkami, w razie gdyby ktoś miał ochotę stacjonować w jednym miejscu w większym gronie: Gites de France, The best bed and breakfast France, Chambres – Hotels lub skorzystajcie z wyszukiwarki Hotelscombined.

Jedzenie -zaskoczyło nas totalnie. Jakoś nigdy nie gustowałam we francuskiej kuchni, zawsze bliżej mi było do włoskiej, a tutaj taka niespodzianka. Kubki smakowe miały ucztę niemalże przy każdej kolacji. Co mi się najbardziej podobało to duży wybór w sałatkach. Chyba nie trafiliśmy na złą, ba nawet na przeciętną. Każdy lunch był mega pyszny. Wiele restauracji i kawiarenek bazuje na produktach ekologicznych i swojskich wyrobach. Naprawdę było w czym wybierać. Kolacje też pyszne, marynowane kaczki, króliki, wątróbki i inne dziwne potrawki. Wszystko dosmakowane i co najważniejsze nie jakoś ekstremalnie drogie. Najczęściej na kolację zamawialiśmy obiad 3 daniowy. Przystawka, danie główne i deser co w sumie kosztowało ok 20-25 euro. Wiele razy zamawialiśmy danie dania, czyli tzw petit dejeuner, który był zwykle tańszy niż pozostałe zestawy i zawsze było smaczne. Śniadania mieliśmy często w cenie noclegu, w pozostałych przypadkach posiłkowaliśmy się pysznymi kroasantami i bagietkami z serem :)

Ceny -no tutaj nie mam niestety dobrych wieści. Prowansja jest droga. Szczególnie właśnie w sezonie. Najgorsze były noclegi. Musiałam nieźle balansować, żeby nie puścić naszego portfela z dymem. Wszystkie urocze lokalizacje się cenią od 75 do 100 euro za nocleg. Dlatego też w miejscach, gdzie nam za bardzo nie zależało na widokach rekompensowaliśmy sobie Ibisem Budget, który wychodził ok 35-40 euro za pokój, co nie zmienia faktu, że średnia za noclegi wyszła nam ok 70 euro za noc, czyli w sumie ok 700 euro za 10 dni. Wypożyczenie samochodu 300 euro za 10 dni, bez ubezpieczenia, z ubezpieczeniem ok 200 euro więcej. Bilety lotnicze z bagażem rejestrowanym 280 euro. Benzyna 1,7 euro za litr. Zrobiliśmy około 800 kilometrów i na benzynę wydaliśmy ok 140 euro. Do tego wstępy, które też niestety do najtańszych nie należą, no i to pyszne jedzonko, które może zawrotnie drogie nie było, ale stołując się dwa razy dziennie w restauracjach 100 euro na dzień pęka jak nic. Suma sumarum 10 dni w Prowansji wyszło nas mniej więcej tyle samo co 3 tygodnie w Tajlandii. Teraz już wiem dlaczego nie lubię wakacji w Europie, co nie zmienia faktu, że nie żałujemy ani jednej wydanej złotówki, bo to była jedna z piękniejszych podróży jakie odbyliśmy :)

Strony, linki przydatne przy planowaniu podróży – planując naszą wyprawę po Prowansji przetrząsnęłam chyba cały internet w poszukiwaniu cennych informacji, niestety nie znalazłam ich zbyt wiele. Relacje innych podróżników najczęściej kończyły się na Lazurowym Wybrzeżu. Jednak znalazłam jednego bardzo fajnego bloga, prowadzonego przez Sebastiana, z dużą ilość cennych wskazówek: Prowansja. To z niego zaczerpnęłam najwięcej informacji, a Sebastian to bardzo miły i pomocny chłopak. No i oczywiście w razie pytań możecie jak zawsze liczyć na moją pomoc :) A na koniec filmik z Prowansji, mam nadzieję, że się wam spodoba i zachęci to zobaczenia tego pięknego zakątka na ziemi :) Całuje i do następnej podróży :) Aaaa…wiem, że pewno pasowałyby bardziej do tego slajdu jakieś francuskie piosenki, ale te nie zostały tutaj wkomponowane przez przypadek :) To właśnie piosenki z płyty, którą kupiliśmy w Avignon. Podczas podróży przesłuchaliśmy ją chyba z 20 razy i to właśnie z nimi będziemy już na zawsze będziemy kojarzyć Prowansje. Tylko nie wiem czemu drugą piosenkę strasznie źle mi skonwertowało…buuu…musicie trochę głośność przyciszyć…:)

Jedziesz do Prowansji? Tutaj znajdziesz inne artykuły z tego cudownego miejsca. A jeśli podobał Ci się tekst, to dołącz do uzależnionych od podróży na Facebooku. Tam relacje na żywo, podróżnicze dyskusje i wiele innych. Zapraszam!

Uściski, M.


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (33)

  1. Nette Ra

    ()

    Fantastique! Géniale! Juz dodaje do swoich ulubionych! A muzyka!!! Ba! Lepszej dobrać nie mogłaś! Jazz,blues,soul … Miód dla mojej duszy! Co to za płyta? Podziel sie tytułem :)
    My praktycznie przez cała drogę słuchaliśmy stacji radiowej nostalgic … Tam tez fajne kawałki leciały, przy niektórych piosenkach wydawało mi sie, ze wszystko rozumiem… Ach ta Francja elektryzuje,przyciąga i omamia.
    Pozdrawiam ciepło :)

    Beantwoorden

    • Nette Ra

      ()

      :) dzięki za link, faktycznie fajnie jej sie słucha. Jak ja uwielbiam taki klimat! Wsłuchując sie w taka muzykę,zawsze mam wrażenie, ze urodziłam sie w złych czasach. O Francji, juz wspominałam ale nie obraziłbym sie także na New York :) juz sobie wyobrażam te zadymione knajpki, pełne ciekawych ludzi a w samym centrum takiego miejsca nastrojowo brzmiacy jazzowy band.
      Nie wiem jak ty, ale ja(my)uwielbiam filmy Allena, szczególnie te które dzieją sie w NY, nie dość, ze fabuła rewelacyjna to jeszcze w tle muzyka która nadaje klimat.
      Ech… Mogłabym tak bez końca…

      Beantwoorden

  2. Fusion House

    ()

    Cudo … :) dla mnie zakazane…bo przy takiej ilości lawendy mój napad alergii byłby ostatni.
    Malutka ilość po drugiej stronie okna na pocieszenie to i owszem … jakoś sobie radzę, ale tu niestety …mam świat zamknięty ..buuuu

    Beantwoorden

  3. Mo.

    ()

    Jak Prowansja to tylko w czasie kwitnienia lawendy żeby móc się przespacerować wśród lawendowych pól i otulić zapachem…A muzyka bardzo fajna, wcale się nie dziwię, że Wam towarzyszyła podczas podróży.

    Beantwoorden

  4. Unknown

    ()

    o rany kobieto:) ale ty masz dar pisania..podkręciłaś moje 15 letnie marzenia o Prowansji do maksimum:)teraz tylko szukać biletów z Irlandii do Tego raju..noworoczne postanowienie:)ozdrawiam i Twój blog juz jest w moich ulubionych:)
    Iza

    Beantwoorden

Skomentuj