Up
MMP_0764-2

Nasz pobyt na La Maddalenie dobiegł końca. Dzisiaj przemieszczamy się wzdłuż północno wschodniego wybrzeża Sardynii w kierunku San Teodoro, gdzie mamy kolejną bazę noclegową. Łapiemy prom do Palau skąd od razu udajemy się w stronę naszego pierwszego przystanku Porto Cervo. Pogoda na szczęście nam dopisuje, czasami nawet mamy wrażenie, że mogłoby być kilka stopni mniej, bo po kilkudziesięciu minutach spaceru, wszyscy sapią, wzdychają i uciekają do cienia. Swoja drogą, nie spodziewałam się, ze końcem września będzie tutaj tak upalnie. Może i pierwsze dwa dni nic na to nie wskazywały, ale cała reszta była bardzo gorąca i słoneczna. Chyba nawet cieplej było niż w lipcu w Prowansji. No ale, żeby nie zbaczać za bardzo z tematu, wracamy do Porto Cervo. To w sumie takie trochę Sardyńskie Saint Tropez. Miejscowość, którą upatrzyli sobie sławni i bogaci na swoje rezydencje pochowane w buszu drzew. Robimy sobie krótki spacerek  w okolicach portu.

Kolejny przystanek to Porto Rotondo. Szczerze mówiąc to jakiegoś wielkiego wrażenia na nas nie zrobiło. Do tego o mało nie pozbyliśmy się tam naszego sprzętu. Marcel wymyślił sobie robienie zdjęć z wysokich głazów, wlazł na jeden i przy schodzeniu ujechała mu noga. Oczywiście aparat trzymał w ręce, bo przecież mnie cały czas strofuje, że mam na szyje zakładać, a sam tego nie robi. Widzę jak wywinął orła, leci w powietrzu i tylko się modlę, żeby mu się nic nie stało. Pal licho aparat. Do tej pory nie wiem jak się to stało, że on jednak na dwie łapy wylądował. Normalnie jak kot. Na szczęście, ani jemu, ani aparatowi nic się nie stało. Ufff…ale serce przestało mi bić na kilka sekund…

Po drodze zatrzymujemy się na lunch. Ciabatta z prosciutto i pecorino. Niebo w gębie :) Oczywiście zaopatrzyliśmy się w te przysmaki na zapas. Kupiliśmy półtora kg pecorino i dwa duże kawałki prosciutto. Będziemy mieć czym częstować gości po powrocie, albo nie! Zjemy sami i nikomu się nie przyznamy, że takie pyszności przywieźliśmy :)Przemiła pani, wszystko nam popakowała hermetycznie. Nawet pokroiła nam jeszcze kawałek na drogę. Do tego jeszcze pikantna kiełbaska, oliwa z oliwek i zapasy mamy gotowe. Modliliśmy się tylko, żeby nam to pozwolili przewieźć, bo tylko z podręcznym lecieliśmy, ale jakoś się udało. Oliwę, kupiliśmy oczywiście już na lotnisku. Kosztowała swoje, ale takiej pysznej oliwy u nas nie ma, więc nie żałowaliśmy, można ją jeść samą ze świeżym chlebkiem i solą himalajska. Pychotka!

Docieramy, do naszego lokum w San Teodoro. Znowu mieliśmy problem ze znalezieniem naszej kwatery. Nawigacja niby poprowadziła nas we właściwe miejsce, ulica się zgadza, numer też tylko, dom jakiś dziwnie opuszczony. Włamaliśmy się na teren posesji, obeszliśmy chałupę dookoła, ale nikogo tam nie było. Zapukaliśmy zatem do sąsiadów, okazało się że nasze lokum znajduje się jakieś 50 metrów niżej. No to jedziemy. Na recepcji nie było nikogo, bo sjesta oczywiście. Rozłożyliśmy się zatem z naszymi manatkami na ganku i zrobiliśmy sobie partyjkę w karty. Pani przyszła nawet punktualnie, okazało się, ze jesteśmy jedynymi gośćmi w kompleksie, dzięki czemu dostaliśmy większy apartament. Taka mała zaleta podróżowania.

Kilka słów jeszcze o naszym lokum. Przyjemnie, spokojnie (no inaczej nie mogło być skoro byliśmy ostatnimi gośćmi w tym sezonie) bardzo czysto, w kuchni wszystkie potrzebne rzeczy do przygotowania śniadania. Jedyny minus to że za pościel trzeba płacić dodatkowo, ale informacja o tym jest zamieszczona przy robieniu rezerwacji, więc byliśmy na to przygotowani. Cała reszta kosztów w cenie. Dobra lokalizacja jeśli chodzi o bliskość do centrum i restauracji. Jedynie do sklepu jest całkiem spory kawałek, ale zawsze można podjechać samochodem, jakby ktoś był bardzo leniwy.

Kolację zjedliśmy w La Margherita. W sumie to pani na recepcji dała nam wizytówkę, do ponoć dobrej restauracji, ale trochę nie chciało nam się tam iść, bo była jakieś 2 km od naszego lokum. Tym bardziej, że przechodząc obok La Margherita wszystko wyglądało tak bardzo smakowicie. Nic bardziej mylnego. Jedzenie było beznadziejne, bez smaku. Zamówiliśmy risotto di mare, okazało się, że ryż się skończył. Pan polecił domowy makaron, który okazał się zwykłym sklepowym. Najgorsza restauracja do jakiej trafiliśmy podczas całego pobytu na Sardynii. Na talerzu wszystko wyglądało naprawdę bardzo imponująco, gorzej było jak już się włożyło do buzi. Stek żylasty. Zdecydowanie nie polecamy! Omijajcie tę restaurację szerokim łukiem i nie dajcie się nabrać na pięknie wyglądające potrawy! Informacje praktyczne: Prom z Palau odpływa co pół godziny, bilet (4 os + samochód Opel Corsa) 60 euro w dwie strony, przeprawa trwa ok 15 minut. Palau – San Teodoro –  70 km ( zjeżdżając do Porto Cervo i Porto Rotondo dodajemy jakieś 37 km) Cena peccorino i prosciutto ok 13-15 euro za kg. Nocleg – Aprodo Verde – 78 euro ( apartament 4 osobowy na 2 noce) + 10 euro pościel od os + jak ktoś nie ma ręczników to + 5 euro za ręczniki od osoby Kolacja La Margherita – ok 20 euro od os


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (38)

  1. Barbarossa

    ()

    W ten chłodny wieczór, taka dawka słońca, błękitne niebo, cudowna kryształowa woda… Dla tych pięknych widoków, mogłabym polecieć chociażby jutro.
    I Wy cała rodzinka pełna energii, uśmiechu.
    Twój lęk rozumiem. Przeciez mój maż omal nie zleciał z kamerą w ręku ze skały obok wodospadu… Pisałam o tym.. Oj Ci nasi paparazzi…
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    Beantwoorden

  2. Anna Tym

    ()

    Och za oknami deszcze i deszcz az chcialby sie od razu pojechac i rozkoszowac sie sloncem i widokami.
    a swoja droga Sardynia ponoć jest też bardzo ciekawa nurkowo…. Jakos kiedys brak kasy, teraz brak czasu i maluchy ,ale tak , to zawsze byl moj cel podrozniczy :) pewnego dnia…..

    A wasze zdjecia – perfect jak zawsże

    Beantwoorden

  3. Mo.

    ()

    Aż mi się od razu cieplej zrobiło! I to nie tylko na ciele ale i na duszy. Niedawno wróciłam do domu i nie mogłam kurtki rozpiąć takie miałam skostniałe z zimna ręce :). Teraz już jest lepiej bo przed oczami Sardynia a w ręku kubas z gorącą herbatą. Śliczne to Szmaragdowe Wybrzeże a te wielkie głazy przy brzegu obłęd!

    Beantwoorden

Skomentuj