Up
MMP_8277-2

Drugi dzień w Dubaju spędzamy w jego starej, powiedzmy bardziej historycznej części. Nie jest to jeszcze ten Dubaj na który czekacie, ale spokojnie, muszę wam widoki powoli dawkować :) Tak więc, grafik na dziś mocno napięty. Żeby sprawnie zobaczyć najważniejsze punkty w tej części miasta, decydujemy się na zakupienie biletów na autobus Hop on Hop Off. Dwudniowe bilety kupiliśmy na dwa tygodnie przed wylotem przez internet. Tutaj znajdziecie plan linii autobusu turystycznego BIG Bus: KLIK. Z samego rana zaraz po śniadaniu, łapiemy taxówkę – oznaczoną oczywiście i prosimy pana żeby podrzucił nas do Ras Al-Khor. Na początku nie wiedział za bardzo po co tam chcemy jechać, bo chyba nie wielu turystów udaje się w tamto miejsce. Ale wy już pewno się domyślacie po co się tam wybraliśmy :) Tak! Flamingi! Wyobrażacie sobie??? Niemal w centrum Dubaju, całkiem spore stadko przepięknych flamingów! Co jak co, ale tam się ich nie spodziewałam i zupełnie przypadkiem natrafiłam w ogóle na informacje, że można je tam znaleźć. Nie mogłabym odmówić sobie tej przyjemności, żeby ich nie odwiedzić i napatrzyć się na nie :) Były tak blisko! Tylko, że można je obserwować ze specjalnej budki obserwacyjnej, żeby się oczywiście nie spłoszyły. Ach! To był wspaniały początek dnia!

Pan taksówkarz był tak miły, że czekał na nas ponad pół godziny, z wyłączonym taksometrem. Później podrzucił nas do naszego pierwszego przystanku z naszej listy Hop On. Jest nim Creek Park, park rozrywkowy, w którym w zasadzie można spędzić cały dzień. Turystów raczej mało. Przyjeżdżają tutaj raczej miejscowi oraz wycieczki szkolne. Olbrzymia powierzchnia parku i różnego rodzaju rozrywki dla dzieci. Jest kolejka linowa z której ponoć jest piękny widok, niestety w momencie kiedy tam byliśmy była nieczynna. Myślę, że dla rodziny z dziećmi może to być interesujące miejsce, dla nas nie szczególnie, robimy kilka fotek z widokiem na rzekę Creek i udajemy się na przystanek naszego autobusu.

Naszym Big Busem docieramy do Al Fahidi Port (Dubai Museum). W autobusie na samym początku dostajemy słuchawki i w  trakcie przemieszczania się z jednego punktu do drugiego możemy co nie co posłuchać o danym miejscu. Zwiedzając ciekawe ekspozycje Dubai Museum poznamy historię miasta, którego nagły rozkwit w latach 80. XX wieku do dziś nie przestaje zdumiewać. Ciekawy jest sam budynek muzeum, wzniesiony w 1789 roku Al Fahidi Fort. Najprawdopodobniej jest to najstarszy obiekt w całym mieście. Strategiczne usytuowanie na skraju Starego Miasta oraz potężna konstrukcja z trzema wieżami i wysokim murem wskazują, że fort pełnił funkcje obronne. Przez cały XIX wiek Al Fahidi stanowił rezydencję szejków, służącą aktualnie rządzącej rodzinie. Muzeum Dubaju działa tutaj od 1971 roku. W budynkach muzeum rozplanowano kilka dużych pomieszczeń, w których przygotowano wystawy obrazujące tradycyjne życie mieszkańców Dubaju. Można tu zobaczyć klasyczny suk (targowisko) z lat 50., w którym działały niegdyś stoiska spożywcze, sprzedawano różnorodne przyprawy i tekstylia. Stworzono tu również rekonstrukcję tradycyjnej islamskiej szkoły i dawnych obozowisk koczowniczych. Osobną salę zajmują znaleziska archeologiczne wydobyte w trakcie prac w Dżumejrze i Al Qusais. Jedna z wystaw nawiązuje do perłopławów i rybołówstwa; tymi zajęciami trudnili się mieszkańcy Dubaju przed odkryciem ropy naftowej. Na dziedzińcu można obejrzeć kilka zabytkowych łódek, używanych niegdyś przez miejscowych rybaków.

Old Souk – to kolejny punkt, który znajduje się na mapie Big Busa. Przebiegliśmy go w zastraszająco szybkim tempie Nie to żebyśmy się spieszyli czy coś, ale tak natarczywych sprzedawców to nawet w Egipcie nie spotkałam. Nie było szans się gdzieś zatrzymać i zawiesić na czymś oko, bo od razu wieszano coś na nas, albo chustkę, albo szalik, albo inne badziewie, które idealnie miało się komponować z naszym kolorem włosów, karnacja albo szminką na ustach. Nie lubię takiej natarczywej sprzedaży stąd nasza wizyta trwała tam całe 10 minut.

Bastakiya to dzielnica Dubaju, która pierwotnie powstała w około 1890 roku, zbudowana przez irańskich kupców i rzemieślników, którzy handlowali na pobliskim targowisku obecnie znanym jako Meena Bazaar. Na kompleks składa się sześćdziesiąt budynków, wszystkie odrestaurowane, w których teraz mieszczą się niezależne galerie sztuki, muzea (np. filatelistyki, monet), restauracje, kawiarnie i malutkie, prywatne hotele oraz pokoje gościnne. W cieniu zimnych murów kupieckich domostw można nie tylko schować się przed prażącym słońcem, ale przede wszystkim zaczerpnąć sporą dawkę historii na temat tego jak wyglądał Dubaj 50 lat temu. Panuje tam tam cisza i spokój. Nie ma w bezpośrednim sąsiedztwie targów, nie ma więc handlarzy gorąco (a często niemal nachalnie) namawiających do kupna ich towarów. Przede wszystkim jednak, nie ma tam pośpiechu. I bardzo dobrze, bo żeby w pełni poczuć atmosferę tego miejsca, trzeba się na chwilę zatrzymać. Fotek tam nie robiliśmy, bo generalnie miejsce bardziej do pogłębienia wiedzy, niż fotografowania.

Heritage Village – to nic innego jak skansen w Dubaju. Położony jest u samego wejścia do zatoki Dubai Creek. Miejsce to jest szczególnie warte odwiedzenia popołudniową i wieczorowa porą w okresie zimowym (wiosennym też), kiedy muzeum ożywa wypełnione dźwiękami i zapachami towarzyszącymi tradycyjnym, beduińskim zajęciom. Wtedy można podejrzeć (i spróbować!) jak ubrane w tradycyjną burkę (maskę w kształcie sokoła) kobiety przygotowują lokalne potrawy (przede wszystkim kilka odmian beduińskiego chleba oraz ligamat – typowy dla regionu deser, przypominający małe pączki) i tkają kosze z liści palmy. Można zobaczyć, jak mężczyźni obrabiają metal albo oczyszczają małże. Niestety my byliśmy za wcześnie. Tak więc planując zwiedzanie należałoby tę atrakcję zostawić sobie na późniejszą cześć dnia.

Spice Souk – Najpierw uderza w nas armia zapachów. Słodkie i cierpkie aromaty mieszają się ze sobą splatając w wonną opowieść o Dubaju i jego portowej historii, pisanej przez indyjskich i perskich kupców, którzy przybywali drewnianymi kutrami wypełnionymi przyprawami orientu. A może to dźwięk dosięga nas pierwszy? Stukot koszy wypełnionych dobrami, które sprzedawcy muszą ciągle przestawiać, by z najgłębszych zakamarków swoich ciasnych sklepików wydobyć towar „specjalnie dla nas”. Grzechot drobinek wyschniętej żywicy. Szczęk metalowych dzbanków o wyciągniętej, smukłej szyjce i wygiętym dziobku, zwanych dallah, służących do podawania lokalnej gahwah, kawy przyrządzanej z zielonych jeszcze ziaren. Turkot wózków, którymi tragarze mozolnie dowożą zapasy artykułów z nieopodal zakotwiczonych łodzi. Cokolwiek by to nie było, zapachy i dźwięki przenoszą nas w czasie do lat 40′ XX wieku, albo jeszcze wcześniej, kiedy Dubaj żył z pereł, połowów i handlu.Tutaj można kupić shishę, znaleźć orientalne aromaty, albo świeżą wanilię w bardzo dobrej cenie.

Dhow Cruise – W cenie biletów na Big Busa mamy bezpłatny rejs po rzece Creek. Udajemy się zatem do punku wypłynięcia i o 16:30 startujemy w godzinny rejs. Pora celowo wybrana. Przy zachodzącym słońcu Stary Dubaj wygląda nieziemsko, niemal jakby skąpany w złocie. Bardzo przyjemny rejs. Nawet jeśli nie podróżujecie Big Busem to polecam zrobić sobie taki rejsik. Na prawdę fajny klimacik, jak dla mnie chyba najfajniejsza część dnia. Zalecam zabrać coś z długim rękawem, bo jak słonko zajdzie to na rzece dość chłodno.

Na koniec celowo zostawiamy sobie targ złota czyli Gold Souk. Podobno najfajniejszy klimat jest właśnie wieczorem stąd ominęliśmy go i potem wróciliśmy jak już się ściemniało. Co prawda nic nie kupiliśmy, bo po pierwsze ja nie noszę tego typu ozdóbek, a po drugie przypuszczam, że i tak nie byłoby mnie tam na nic stać. Zobaczcie zresztą sami, kupując taki naszyjnik jedno jest pewne, nie potrzebujemy już bluzki :) Za to daliśmy się wciągnąć do pewnej ciemnej uliczki. A było to tak. Kiedy wyszliśmy z budynku targu podszedł do nas jeden sprzedawca oferują piękne torebki w okazyjnej cenie, co akurat mnie zainteresowało, bo szukałam jakiejś fajnej, więc ciągnę Marcela. Najpierw weszliśmy w jakaś ciemną uliczkę, Marcel już mnie ciągnie za rękaw, żebyśmy wracali, ale uspakajam go bez przesady. Idziemy dalej, wchodzimy do jakiejś opustoszałej kamienicy, tuta i ja sama się zawahałam, no ale przecież nie będziemy się teraz wracać. Gość wsadza nas do windy, która mam wrażanie za zaraz się zatnie i już z niej nie wyjdziemy. Czuje jak Marcela wzrok wypala mi dziurę w bluzce, ale uśmiecham się do pana nie dając poznać po sobie, że mnie też strach obleciał. Dotarliśmy na 3 piętro, tam drzwi otworzył nam kolega, który nas przejął, a owy sprzedawca pojechał windą na dół. Wchodzimy do pomieszczenia pełnego papierów i rozrzuconych opakowań, słyszę jak kolega zamknął za nami drzwi na klucz. W tym momencie już sama pękłam, w takim tempie przejrzałam wszystkie torebki, że nie pamiętam zupełnie co tam było. W 3 sekundy stwierdziłam, że nic mi się nie podoba i jeszcze szybciej postanowiłam stamtąd wyjść. Udało się. Żyjemy. Aczkolwiek, nie był to najlepszy pomysł. Nie muszę mówić jak mi się po uszach oberwało od Marcela.

Z Gold Souk bierzemy taksówkę i jedziemy do Dubai Mall, bo mamy tam spotkanie z naszymi znajomymi, który od kilku lat mieszkają w Dubaju. Podjeżdżają po nas wypasioną bryką, ale tam wszyscy takimi jeżdżą więc jakoś nas to nie zdziwiło. Jedziemy razem najpierw na kolacje do armeńskiej restauracji Mayring, którą jak najbardziej mogę polecić, bo jedzonko było pyszne, szczególnie chlebek z hummusem…mniaaam! Potem robimy z nimi rundkę po Dubaju docierając do Atlantisa. Tam przy takiej sobie Pina Coladzie siedzimy do prawie drugiej w nocy rozprawiając o życiu w Dubaju, ale o tym napiszę wam kiedy indziej, bo to materiał na całego posta. To był mega dłuuuugi dzień. Padamy na mordki. Kto doczytał ręka do góry? :)

Informacje praktyczne:

Bilety dwudniowe na BIG BUSA- 68AED od os, do nabycie tutaj:KLIK Trasa Big Busa – KLIK

Taxówka: Golden Sands – Ras Al Khor – Creek Park – 35AED

Bilet wstepu do Creek Park – 5AED od os Wstęp Dubai Museum – 1AED – jeśli macie bilety na BIG Busa to bilet jest w cenie i dostaniecie go od kierowcy autobsu Lunch w Al Areesh – 114 AED za 2 osoby

Taxówka – Gold Souq – Dubai Mall – 15AED  Kolacja w restauracji Mayring – 160AED za 2 osoby


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (26)

  1. Krystyna Boner

    ()

    Marylko zaprowadziłaś mnie do RAJU. Jak tam pięknie. Dech zapiera od samego oglądania zdjęć. Aż trudno sobie wyobrazić co się czuje oglądając to na własne oczy. A ta historia z tym "sprzedawczykiem", który zawiózł Was w takie nieciekawe miejsce, to mi tak dreszcz emocji wywołał, że …. ale wiedziałam, że musiało się dobrze skończyć bo przecież ten post zamieściłaś (cha, cha). Ale przyznam… straszne to było :) Pozdrawiam Cię serdecznie i teraz się zadumam w …DUBAJU!

    Beantwoorden

  2. T

    ()

    Może to i nie ten – super nowoczesny Dubaj (choć pod koniec już trochę tak), ale bardzo mi się podoba. Te budowle, liczne kolory na souku jak dla mnie coś fantastycznego. Pozdrawiam :)

    Beantwoorden

  3. Anonimowy

    ()

    Podobna historie jak ta z torebkami mielismy z mezem na Kubie, kilka lat temu;) Zapytalismy tylko o droge do konkretnej restauracji a ,, wyladowalismy,, w prywatnym mieszkaniu. Pozdrawiam Iwona, stala czytelniczka:))

    Beantwoorden

  4. monikz

    ()

    Super, że udało Ci się zobaczyć flamingi!!! :) Biżuteria zachwyca, po niej widać bogactwo Dubaju. Chociaż nie w moim stylu, to przyznać muszę że robi wrażenie :) W sumie, sama nie wiem czy starszy czy nowszy Dubaj jest ładniejszy. W każdym można odkryć coś cudownego :)
    Pozdrawiam :)

    Beantwoorden

  5. Mo.

    ()

    To starsze i biedniejsze oblicze Dubaju bardzo mi się podoba, tym bardziej, że rzadko można znaleźć taką relację na blogach – wszędzie tylko drapacze chmur, przepych i bogactwo. A Ty pokazałaś kawałek normalnego świata. Bo przecież nawet i w przebogatym Dubaju są zwykli ludzie wiodący normalne życie, którym daleko do bogaczy…Złota nie lubię ( chyba, że białe :) ) więc biżuteria nie robi na mnie wrażenia i nie wiem, kto nosi takie paskudztwa – aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że są kobiety o innym guście :). Flamingi cudne, czasem sobie jadę popatrzeć na nie bo tu w Hiszpanii mam je blisko :)

    Beantwoorden

Skomentuj