Up
MM2_5275-2

Bladym świtem, wraz ze wschodem słońca przybywamy do Trinidadu. Ponieważ nie mieliśmy zarezerwowanej żadnej casy, zaczęliśmy przeglądać oferty Kubańczyków, którzy stali przed dworcem. Generalnie nic ciekawego nie mieli. Jedna pani wydała się bardzo sympatyczna i poszliśmy z nią. Jej casa miała być nie daleko dworca. No i w sumie była tylko ta wyboista droga jakoś dziwnie się dłużyła. A może to ze zmęczenia. Tali z Royem dostali pokój u jej sąsiadki, bardzo przyjemny z resztą. Nasz nie był jeszcze posprzątany i pani kazała nam zaczekać w salonie. Zrobiłam małą rundkę pod domu, przez przypadek zahaczyłam o kuchnie i stwierdziłam, że ja tutaj nie zostaję chociażby nie wiem co. Zapach był średnio przejemy, po domu łaziły jakieś psy, patio przypominało bardziej graciarnie niż miejsce do wypoczynku no i jeszcze pokój był zajęty. Zostawiłam Marcela z walizkami i poszliśmy z Royem szukać czegoś innego. Sprawa wcale nie była łatwa, bo gdzie nie zapukaliśmy to wszędzie było zajęte. W końcu trafiliśmy na miłą panią, która zaczęła obdzwaniać wszystkich znajomych po kolei, ale też wszystko zajęte. Przeszliśmy tak chyba całą ulicę i albo warunki były opłakane, albo zajęte. Po dobrych 30 minutach wracamy do casy, a tam przed domem chyba z 20 osób, każdy gdzieś dzwoni. Pytam Marcela co się tu dzieje, a on mi mówi, że wszyscy szukają dla nas casy. Szczeka mi opadła do kolan. Normalnie pół wioski chyba się zbiegło. W końcu przybiegła jakaś pani, że ma coś dla nas. Idziemy i oczom nie wierzymy. Lepszej miejscówki nie mogliśmy sobie wymarzyć. Casa nowiutka, miesiąc temu otwarta, stąd jeszcze wolne miejsca, bo mało kto o niej wie. Pokój malutki ale przesympatyczny. Patio cudowne, piękny taras, przemiła właścicielka, która miała chyba bzika na punkcie sprzątania, bo już od progu tak pięknie i świeżo pachniało, że mogłabym się tam na podłodze położyć i spać. Ufff…no to się nam udało.

My szybko pod prysznic, a właścicielka w tym czasie przygotowała dla nas śniadanko. To nic, że znowu omlety, na takim pięknym tarasie to i nawet one smakowały jakoś inaczej :) Lepiej :) Od razu zamówiliśmy u niej obiad na wieczór dla całej naszej czwórki. Ponieważ na łażenie po mieście nie mieliśmy za bardzo ochoty, postanowiliśmy, że jedziemy na plażę. Zapytaliśmy właściciela jak najlepiej dostać się na Playa Ancon (bo to ponoć najładniejsza plaża w okolicach Trinidadu) i dowiedzieliśmy, że można autobusem, który miał odjechać za 5 minut. Biegiem zatem na przystanek, właściciel z nami, bo oczywiście nie mieliśmy pojęcia skąd ten autobus odjeżdża. A następny dopiero za 3h, więc dlatego taki pośpiech. No ale nie zdążyliśmy, niestety. Odjechał nam dosłownie z przed nosa. No więc pozostała nam tylko taksówka. Właściciel łapie nam pierwszą lepszą, mówi że chcemy jechać na Playa Ancon, a taksówkarz do nas, że dziś rano na tej plaży znaleziono zwłoki dwóch turystów, plaża jest pełna policji no i oczywiście zamknięta. Ciarki nam po placach przeszły, zastanawiamy się co teraz, a taksówkarz mówi, że zabierze nas w takim razie na inną plażę, która jest równie piękna. No to co, pakujemy się i jedziemy. Plaży niestety do pięknej było daleko, ale wszyscy po całonocnej podróży w autobusie byli tak padnięci, że już nam było wszystko jedno, byleby się gdzieś położyć.

Chwila odpoczynku i poszłam szukać czegoś do picia, bo nic ze sobą nie zabraliśmy. Na rogu była malutka restauracja, zajrzałam więc do środka. Miły pan w barze mówił po angielsku, więc dłuższa konwersacja nam się wywiązała. Z ciekawości zapytała o ten nieszczęsny incydent na plaży, a on na mnie wielkie oczy i mówi, że nic nie słyszał. A gdyby coś takiego się faktycznie wydarzyło, to cała wioska by o tym gadała. Dziwna sprawa zatem. Na plaży średnio odpoczęliśmy, bo po pierwsze była bardzo mała, a po drugie, zaraz obok nas rozłożyła się para z niepełnosprawną dziewczynką, która tak bardzo się cieszyła faktem bycia na plaży, że praktycznie cały czas, bez chwili przerwy wydobywała z siebie dość głośne okrzyki radości. Tak więc posiedzieliśmy chyba ze dwie godzinki i zebraliśmy się do casy. Z taksówką był problem, bo tam w ogóle nic nie przejeżdżało. Na szczęście jakiś przechodzący Kubańczyk zadzwonił po kolegę i ten podjechał po nas. Okazało się, że właśnie wraca z Playa Ancon i że żadnego przykrego incydentu tam nie było. Wygląda, na to, że zostaliśmy po raz kolejny nabici w butelkę, tylko nie do końca wiedzieliśmy dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że ta Playa Boca jest dużo bliżej niż Playa Ancon, a taksówkarz skasował nas tak jakby nas zawiózł na Ancon. Ehhh…ręce opadają normalnie. Od razu przypomniała mi się taka historia, którą kiedyś czytałam na jakimś blogu, że dwie dziewczyny chciały jechać autobusem z Santiago de Cuba do Barcoa. Na przystanku autobusowym zaczepił ich taksówkarz i powiedział, że zabierze je za 15CUC od os tylko muszą chwilę poczekać na 2 inne osoby. No więc dziewczyny się zgodziły, poczekały. Autobus odjechał a taksówkarz powiedział, że te inne osoby się nie zgłosiły więc je może zawieść ale za 150CUC. Oczywiście się nie zgodziły bo nie miały tyle kasy, autobus pojechał, a one zostały na lodzie, przez co posypał się im cały plan, bo skoro już cały dzień były w plecy (kolejny autobus następnego dnia) to nie było już sensu tam jechać. Tym oto świńskim sposobem taksówkarz pokrzyżował im plany i nie było im dane zobaczyć Baracoa. To tak ku przestrodze piszę, żebyście byli uczuleni na tego typu kanty. Idziemy do casy na małą drzemkę, a po południu wyskakujemy jeszcze żeby pozwiedzać trochę Trinidad.

Co nas od razu zaskoczyło, to nieskończone ilości turystów. Wręcz całe pielgrzymki. Na głównej drodze było więcej autobusów niż Kubańskich samochodów. Sklepów z przerozmaitymi pamiątkami więcej niż kubańskich domów, no i w końcu w tłumie tych turystów ciężko było znaleźć jakiegoś Kubańczyka. Porównując z pięknym, cichym i spokojnym Baracoa, to niebo i ziemia. Szczerze mówiąc to nam się za bardzo tam chodzić…tzn przepychać nie chciało. Od razu ginie ta magia i tajemniczość Kuby. No ale nie zapominajmy, że sami jesteśmy turystami, więc tak samo jak inni przyczyniamy się do tego. Od razu próbowałam sobie wyobrazić to miasteczko kilkadziesiąt lat temu. Musiało być na prawdę piękne, bo faktycznie jest malowniczo położone, szczególnie podczas zachodu słońca, drogi mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Uciekamy w końcu w jakieś boczne uliczki. Z daleka od tego zgiełku. Trafiamy na miejsce gdzie Kubańczycy grają w ping-ponga i zapraszają nas do środka. A że my też lubimy, więc dwa razy wołać nas nie trzeba. Trochę tam zabawiliśmy, bo Marcel zaczął ogrywać wszystkich po kolei i każdy musiał spróbować swoich możliwości :) Na koniec poprosili nas o jakieś pieniądze na nowe paletki, bo te były w mega opłakanym stanie, więc oczywiście zostawiliśmy w nadziei, że nie spożytkują ich od razu na butelkę rumu :)

Przechadzając się dalej zaglądamy, a to do sklepu, a to do apteki, a to do przedszkola. Jakoś te wnętrza bardziej widoczne niż w poprzednich miejscach. Bardziej otwarte. Nie trzeba nawet wchodzić do środka, wszystko niemal na zewnątrz. No i tutaj widać dokładnie jak ciężko z niektórymi, albo w zasadzie z większością produktów. W sklepach puste półki, gdzie nie gdzie coś porozkładane, tak jak u nas w czasach komuny. W aptekach brakuje podstawowych leków. W przedszkolach przyborów i zabawek. W ogóle, to nie wiem czy wspominałam, ale na Kubie zarówno opieka zdrowotna jak i szkolnictwo są państwowe, a zarazem bezpłatne. Niestety do lekarza bez łapówki ponoć nie ma sensu się wybierać, bo niczego się nie załatwi. Studia, też są bezpłatne, tyle, że potem trzeba je jakby odpracować. Jak już się je skończy to przez pierwsze kilka lat otrzymuje się bardzo niską pensję.

Docieramy do wieży z której po wyjściu na górę rozpościera się całkiem przyjemny widok na cały Trinidad. Trafiliśmy jednak na jakaś przerwę i musieliśmy chwilkę poczekać zanim będzie można wejść na górę. Siadamy zatem na murku i w towarzystwie przyjemnej muzyczki delektujemy się widokami. Podchodzi do nas sympatyczny kowboj, który namawia nas na wycieczkę do doliny cukrowej. Akurat taki mieliśmy plan na dzień następny, tylko, że właściciel casy zaproponował, że może nam polecić swojego zaprzyjaźnionego kowboja. Jednak różnica w cenie była dość spora, bo ten z casy kosztował 25CUC od os, przy naszej 4 os grupce, a ten pan oferował nam za 8CUC od os w takim samym składzie. Dokładnie się upewniliśmy czy to na pewno to samo miejsce i czy oby na pewno się nie okaże, że jutro pojedziemy z jeszcze 20 innymi turystami i bez większego namysłu zarezerwowaliśmy Camilo, bo tak miał on na imię. A różnica w cenie jak się później dowiedzieliśmy wynikała z tego, że właściciel casy dostaje od kowboja prowizję. No to mamy na jutro załatwioną wycieczkę i to za jaką cenę! Mam tylko nadzieję, że konie nie będą wybrakowane :) Wieża ponownie otwarta więc wskakujemy na górę. Byliśmy już późno, kiedy słonko coraz niżej było, ale i tak było uroczo.

No to co na mojito? Oczywiście, wszyscy zgodni :) Tym razem chyba każdy zamówił jakiś inny napitek. Zresztą ja sukcesywnie próbowałam wszelkich nowości. Tym razem padło na Ciamciaramcia czy jakoś tak (podawane w glinianych kubeczkach), nawet czytając pani z karty nie umiałam tego poprawnie wymówić. Ale chyba mohito mimo wszystko lepsze :) Wracając do casy jeszcze robimy sesję zdjęciową przy zachodzącym słońcu i lecimy na kolację, bo nasza właścicielka prosiła, żebyśmy byli punktualnie. Jedzonko było pyszne, tylko dużo za dużo! Najpierw ogromna zupa fasolowa…mniam…mniam…a potem wielki talerz owoców morza…a potem jeszcze deser…normalnie pękaliśmy.

Informacje praktyczne: Namiary na case: Pablo Pichs, Frank Pais no 618, 62600 Trinidad Nocleg w casie – 25CUC Sniadanie w Casie – 5CUC Taksówka do Playa Boca – 6CUC Obiad w casie – 15CUC od os 


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (37)

  1. Sandra Wieczorek

    ()

    Genialne zdjęcia <3 Zazdroszczę Wam pobytu tam :* Powiem szczerze tylko, że trochę za dużo tych zdjęć jak na jeden post, chętniej pooglądałabym je w kilku (jakoś zbyt tłoczno się tu zrobiło :( ) Ale to tylko moja mała sugestia 😉 Świetnie, że spędziliście tak miło czas, a zdjęcia są naprawdę piękne! Pozdrowionka :*

    http://www.sandina.pl

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Na Kubie mieliśmy dość intensywne dni, w związku z czym też dużo zdjęć, a jeśli jeden dzień rozdzielę na kilka postów, to będzie się ta relacja ciągła w nieskończoność. A tutaj już kolejna czeka w kolejce :) Postaram się w kolejnych postach mniej fotek wrzucać :) Pozdrawiam cieplutko :)

      Beantwoorden

    • Ewa

      ()

      Dla mnie Wasz blog jest na bardzo wysokim poziomie (mój do pięt nie dorasta) i aż wstyd mi coś doradzać, ale jeśli ktoś się 'odważył' podjąć temat to wyznam, że ja z kolei preferuję posty z mniejszą ilością treści, bo szybko nie czytam, a nie zawsze mam czas by przysiąść na dłużej. Myślę, że taka relacja byłaby łatwiejsza do przyswojenia w ratach choć podkreślam: posty są intrygujące, można nabyć pożyteczną wiedzę o innej mentalności, a zdjęcia przepiękne.

      Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Hmm…może zatem czas, żeby pomysleć nad zmianami na blogu…może powinnam nie pisac relacji dzień po dniu, tylko opisywać dane atrakcje, wtedy było i treści mniej i zdjęć…tylko nie wiem czemu, jak ja czytam inne blogi to wole relacje dzien po dniu, bo wiem dokladnie o ktorej dzien sie zaczyna, o ktorej konczy, co jestesmy w stanie w jednym dniu zobaczyc, ile to wymaga czasu i pieniedzy. Jakos tak dla mnie osoby podróżującej jest to wygodniejsza forma niz takie skanie od atrakcji do atrakcji a potem glowkowanie co z ktora połączyć. A nie ukrywam, ze relacje z podróży piszę właśnie pod kątem tych, którzy wybieraja się w te miejsca, żeby im po prostu ułatwić planowanie. Może zrobie na ten temat ankiete i poprosze aby wiecej osob wypowiedziało sie na ten temat :) czasami zmiany sa potrzebne :) Dzieki dziewczyny za uwagi!

      Beantwoorden

    • Anonimowy

      ()

      Nigdy Marylko nie rezygnuj z relacji dzień po dniu! Zawsze czekam na Twoje "sprawozdania". Masz cudownie lekkie pióro, piszesz z takim wdziękiem, że byłoby wielką stratą gdybyś z tego zrezygnowała . Ponadto Twoje teksty są cudownym dopełnieniem zdjęć , których oczywiście nigdy dosyć. Pozdrawiam Monika:)

      Beantwoorden

    • Trzydziestka z VATem

      ()

      Marylko, bardzo mało spotkałam blogów, które opisują dzień po dniu, i kolejność i czas zwiedzania. A to jest bardzo przydatne. Sama staram się tak robić. A jeśli opisuję kilka dni w jednym wpisie to staram się je wyraźnie oddzielić, a nie opisywać że podczas pobytu 7 dniowego zwiedziliśmy to , to i to. Taki sposób jak Twój bardzo ułatwia podróżowanie i planowanie zwłaszcza niezbyt wytrawnym podróżnikom. A co do zdjęć. No cóz , ja trafiłam do Ciebie poprzez zdjęcia i jak większość tutaj jestem w nich zakochana. Mi obecna forma wpisów w całości odpowiada :-)

      Beantwoorden

    • Anonimowy

      ()

      Witaj, nie rezygnuj z takiej formy!!! Uwielbiam czytać Twoje relacje i szkoda by było gdybyś z tego zrezygnowała. Poza tym to fantastycznie, ze dodajesz tyle zdjęć. I to jakich zdjęć! Jestem ich wielką fanką jak i całego bloga! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Gosia

      Beantwoorden

    • Agata S

      ()

      Maryla ja uwazam ze oprocz "blogerek" masz wielu anonimowych czetlnikow i takich ktorzy znajduja twojego bloga poprzez google w ramach reserchu przyszlego urlopu. nie bede Ci tlumaczyc ze opisy dzien po dniu sa duzo lepsze, bo sama to wiesz. bo to wie kazdy kto podroze planuje i poruzuje duzo i aktywnie! ja bym sie nie obrazila jakby postow bylo wiecej 😀

      Beantwoorden

    • Ewa

      ()

      Jeśli celem jest pomoc osobom planującym wyjazd w konkretne miejsce to faktycznie taka forma może wydawać się idealna. Ja pisałam ze swojej perspektywy bardziej, człowieka, który w najbliższym czasie nigdzie się nie wybierze;>
      Do dużej ilości zdjęć zastrzeżeń nie posiadam oczywiście, im więcej tym lepiej jednak czasami nie mam 'jednorazowo' tyle czasu by na spokojnie zapoznać się z treścią posta i zdarza się czytać wyrywki. Nie zmienia to faktu, ze Waszego bloga uważam za jednego z lepszych i bardzo profesjonalnego. Na bazie komentarzy powyżej zamieszczonych stwierdzam, że faktycznie lepiej pozostawić wszystko w starym porządalu;)

      Beantwoorden

  2. Izabela Perez Harriette

    ()

    Z ostatniej podrózy .. z Trinidady tez mamy mało miłe wsponienia z panami kierowcami.. chyba tam to norma. My sie umówilismy z jednym na długa trasę samochodem combi którym nas wiózł na plazę ( na którą wy nie dojechaliscie) ..było nas 4+ dziecko i sporo bagazy. Nastepnego dnia przyjechała łada… po naszej wymianei zdan miał przyjechac spowrotem samochodem combi.. i sie wiecej nie pokazał.. a moj maz przeszedł całe miasto zeby znalezc transport.. .. to co pisałam na blogu po ostatniej podrózy.. Kuba ze słodkiej robi sie gorzka.. :( ludzie coraz bardziej korzystaja z "wolnego" rynku i tego ze moga zarabioac wiecej na turystach i kobinują ile mogą.. :/ .. My jednak szybko wyczulismy jak działac .. i wiecej do takich sytuacji nie dopuścilismy . Wiec jak widzisz Marylka.. kubanczyka tez chcieli oszukac.. :(

    Beantwoorden

  3. Fusion House

    ()

    Przepiekne zdjęcia … wspaniałe :)) No i zawsze można na Ciebie liczyc z perfekcyjnym opisem podróży… przecierasz mi szlaki tym postem … kusi mnie zeby tam być :))) Muszę tylko zebrac jaką fajna ekipe w taka podróz :)))
    Uściski dla Ciebie :)))

    Beantwoorden

  4. Anita B.

    ()

    Czytałam już o powszechnym na Kupie cwaniactwie i oszukiwaniu turystów. Biorąc jednak pod uwagę przerażające pustki w tamtejszych sklepach rozumiem z czego to się bierze. A post świetny. ilość zdjęć mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Rozumiem, że emocje z podróży wręcz się garną, żeby je opisać, więc i obfitość postu adewkwatna :)

    Beantwoorden

  5. Ready for Boarding

    ()

    Bardzo fajna relacja.. A odnośnie taksówkarzy, my na szczęście nie mieliśmy takich problemów. Jeździliśmy wynajętym autem, co bardzo ułatwiło nam przemieszczanie się po wyspie i nie było żadnych ściem, że jakaś plaża jest zamknięta czy coś w tym stylu :) Fakt, źe inny Kubańczycy chcieli nam wsiadać do auta aby nas naciągnąć, ale to już inna bajka 😉

    Beantwoorden

  6. Karolina | DEFINIUJĘ blog

    ()

    Z zapartym tchem czytam całą relację z podróży na Kubę i naprawdę bardzo podziwiam tę spontaniczność w kwestii noclegów. Zdjęcia są przepiękne, niesamowicie podoba mi się kolorystyka wyspy, ale z każdym, kolejnym wpisem uświadamiam sobie, że to jednak miejsce nie dla mnie… Ale za to na każdy, kolejny post z serii czekam z niecierpliwością :)

    Beantwoorden

  7. aromadisiac

    ()

    No tak, będąc turystą trzeba mieć niestety oczy dookoła głowy. Jesteś nieświadomy, nie znasz miasta – każdy obkręci Cię wokół własnego palca, jak mu się podoba. Sama mam takie wspomnienia z Hiszpanii, że taksówkarz woził nas dookoła po całym mieście, bo przecież nie znałyśmy topografii miasta …

    Beantwoorden

  8. Niewyparzona Pudernica

    ()

    Tam jest tak pięknie i biednie za razem. Tak…dziewiczo?
    Niestety oszustów nie brakuje, bez różnicy od położenia geograficznego. Ja pewnie powiedziałabym taksiarzowi, że chętnie zobaczę te trupy hehe 😉 No ciekawe czy by pojechał? 😀
    A tak serio, to zazdroszczę tej Kuby! A za kilka lat Amerykanie pozamiatają tą egzotykę i pewnie już nie będzie tak samo :( Trochę szkoda, chociaż może ludziom będzie się żyło lepiej? Pożyjemy zobaczymy. Zdjęcia jak zwykle przepiękne!

    Beantwoorden

Skomentuj