Up

Playa Larga

12 november 2015 Bez kategorii, Kuba Like

MM2_5818-2

Przyjeżdżając do Trinidadu, w zasadzie nie wiedzieliśmy jak długo tutaj zabawimy. Generalnie wszystko zależało od tego na ile nam się tutaj spodoba i co będzie nam miało to miasto do zaoferowania. Po dwóch dniach stwierdziliśmy jednak, że nie zauroczyło nas na tyle, żeby zostać dłużej. Generalnie to co chcieliśmy zobaczyć to już zobaczyliśmy. Pewno można by jeszcze wyskoczyć gdzieś na plażę, albo nad wodospad, ale jakoś nie przemawiało to do nas. Chyba głównie przez to, że te wszystkie atrakcje takie typowo pod turystów tutaj i postanowiliśmy ruszyć dalej. W tym dniu musieliśmy się pożegnać z naszymi towarzyszami Royem i Tali. Oni jechali dalej do Santa Klara, a my zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Playa Larga. Zadzwoniłam dzień wcześniej do pewnej casy, która była bardzo polecana na jednym z polskich blogów, dostałam odpowiedź, że mają wolny pokój zatem jedziemy. Dzień wcześnie zamówiliśmy też dzieloną taksówkę. Jeśli potrzebujecie taksówkę z Trinidadu do jakiegokolwiek innego miejsca na Kubie, to przy wejściu na stację autobusową stoi chłopak, który rozdaje wizytówki. Cena była całkiem przyzwoita. Namiary i cenę podaję w informacjach praktycznych. Z żalem żegnamy się z naszymi towarzyszami i ruszamy dalej. Droga przed nami dość długa. Prawie 3h, ale nasi współtowarzysze okazali się Belgami, więc droga zleciała szybko na pogaduszkach.

Właściciel casy przywitał nas bardzo entuzjastycznie, niestety nie miał dla nas dobrej wiadomości, bo turyści, którzy mieli opuścić dzisiaj pokój rozchorowali się, w związku z czym przedłużyli swój pobyt o jeden dzień. Dla nas oznaczało to jedno, inna casa :( zła wiadomość, bo przyjechaliśmy tutaj 200km, właśnie dla TEJ casy, a nie dla żadnej innej. Casa usytuowana na samej plaży, wychodzisz z pokoju, maleńki tarasik, kilka metrów piasku i woda! Tak właśnie chcieliśmy spędzić ostatnie dni na Kubie. Na nic nie robieniu. Na leżeniu na tarasie i patrzeniu w morze. A w efekcie dostaliśmy casę po drugiej stronie ulicy, niby schludną, ale pozbawioną całkiem tego uroku. Do tego właściciel Alberto, jest ponoć wspaniałym kucharzem i to właśnie dlatego przyjechaliśmy do niego. No ale nic nie poradzimy na to. Siła wyższa. Obeszłam jeszcze wszystkie casy wzdłuż plaży, z nadzieją, że znajdę coś lepszego, ale niestety nie udało się. W efekcie końcowym właściciel zaproponował, żebyśmy korzystali z jego tarasu, że będzie też dla nas gotował, a po drugiej stronie tylko przenocujemy. Tak też zrobiliśmy. Bardzo miło z jego strony, że tak rozwiązał tę patową sytuację. Zostawiamy walizki w drugiej casie i robimy sobie spacerek wzdłuż plaży.

Generalnie miejscówka bardzo sympatyczna. Spokojna, mało turystów. Dużo ptactwa, w końcu to w okolicach Parku Zapata, który słynie z bogatej flory i fauny. To właśnie tutaj przyjeżdżają obserwatorzy ptactwa z całego świata. I to właśnie tutaj można spotkać flamingi! Chyba nie muszę wam mówić, że nie znaleźliśmy się tutaj przypadkiem :) Spacerując po plaży spotkaliśmy pewną sympatyczną Kanadyjkę, która mieszka tutaj od kilku lat ze swoim kubańskim mężem. Dość interesujące było, jak kobieta z Ameryki jest w stanie odnaleźć się i żyć, w kraju, w którym czas zatrzymał się 50 lat temu. Bez internetu, pralki, zmywarki i innych dóbr do których była przyzwyczajona. W zasadzie te wszystkie pytania były zbędne, bo w jej oczach widzieliśmy szczęście. To było jej miejsce na ziemi. W rozmowie opowiedziałam jej także o planach zobaczenia flamingów, ale niestety znowu dostaliśmy złe wieści. Ponoć o tej porze roku flamingi przemieszczają się na Cayosy i tam jest ich najwięcej. Tutaj zostaje niewielka grupka i w zasadzie szanse na ich zobaczenie niewielkie. Wiadomość sprawdzona, bo jej mąż jest przewodnikiem i organizuje wyprawy po Parku Zapata połączone z obserwacją ptaków. Tę informację potwierdził nam też inny przewodnik, którego zaprosił wieczorem nasz właściciel casy, tak więc z ogromnym bólem serca zrezygnowaliśmy z tej eskapady. Może gdyby koszty były niższe, to byśmy zaryzykowali, ale ogólnie była to dość droga impreza. Taksówka+przewodnik+wstęp do parku ok 100CUC.

Po powrocie do casy zastaliśmy na tarasie ową parę turystów, która to przedłużyła sobie pobyt o jeden dzień. Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że to Polacy, którzy przybyli tutaj dokładnie po rekomendacjach tego samego bloga :) Oczywiście szybko się dogadaliśmy. Trochę było im głupio, że przez nich musimy nocować gdzieś indziej, ale skoro możemy dzielić z nimi taras, to dla nas żaden problem. Oczywiście spędziliśmy miło cas na pogawędkach podróżniczych. Oni dzień wcześniej najedli się jakichś bułek z mięsem na ulicy, popili lemoniadą i trochę im zaszkodziło. Ale potwierdzili nam, że Leonardo gotuje wyśmienicie i nawet podpowiedzieli co zamówić na kolację, bo oni już tutaj kilka dni odpoczywali i przetestowali kilka dań. No i faktycznie było tak jak mówili, kolacja u Leonardo była wyśmienita, najpyszniejsze jedzonko jakie jedliśmy w casach. Do tego na śniadanie mieliśmy coś innego niż omlety. Były pyszne naleśniki z miodem :)

Informacje praktyczne: Taksówka Trinidad – PlayaLarga – najlepiej zamówić dzień wcześniej u: koszt to 20CUC od os za taksówkę dzieloną. Droga zajmuje ok 3h. Casa u Leonardo: cena 25CUC KLIK najlepiej rezerwować telefonicznie +5354348197 lub mailowo: yoa.alvarez@nauta.cu oraz leonardo.rivero@nauta.cu


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (32)

Skomentuj