e-book Santorini Poradnik - Plan Podróży

Planujesz swoją podróż na Santorini? Nie masz czasu na czytanie przewodników oraz przeglądanie dziesiątek blogów? Zrobiliśmy to za Ciebie! W tym e-booku znajdziesz nasz plan podróży na 7 dni, oraz mapę wszystkich najlepszych punktów widokowych. Ponieważ na Santorini zrobiliśmy kilka ślubnych sesji zdjęciowych przeszukaliśmy wyspę pod względem najpiękniejszych miejscówek bardzo dokładnie. Wszystkie te miejsca spisaliśmy i zamieściliśmy na mapie. Dodatkowo na mapie zamieściliśmy listę pysznych tawern oraz sprawdzonych przez nas restauracji.

e-book Santorini Poradnik - Plan Podróży

Caprera

Plan działania na czwarty dzień pobytu na Sardynce to malutka wyspa Caprera połączona wąską groblą z La Maddaleną. Pakujemy się zatem do naszego samochodziku, zabieramy ze sobą kanapki, spory zapas wody i ruszamy. Na Caprerę mamy w zasadzie rzut beretem. Przejeżdżamy na wschodnią część La Maddaleny, dalej groblą na Caprerę i jesteśmy. Od naszego lokum jakieś 15 minut. Zatrzymujemy się w punkcie widokowym na La Maddalenę i podziwiamy wspaniałą panoramę.

Po chwili ruszamy dalej i szukamy naszego celu czyli parkingu w pobliżu Cala Cotticia. Generalnie jedziemy trochę na czuja, bo nawigację zapomnieliśmy, a droga nie najlepiej oznaczona. Wysepka na szczęście nie wielka, po drodze pytamy kilku przechodniów (turystów) ale oni tak samo jak my nie mają pojęcia w którą stroną mamy się udać. W końcu parkujemy w miejscu, które wydaje nam się właściwe, tabliczek niestety żadnych tam nie ma żeby się upewnić. Zabieramy tobołki z jedzonkiem i ruszamy w drogę, przed nami ok 60 minutowy spacer, który powinien nas zaprowadzić do pięknej zatoczki 🙂 Ponieważ trasa do łatwych nie należy, dobrze mieć ze sobą dobre buty, trampki, adidasy czy coś. Idziemy sobie i mijamy takie oto widoczki.

Pogodę mieliśmy upalną, jak na złość, żar lał się z nieba. Ale idziemy dzielnie. Po około 20 min dochodzimy do pewnego rozwidlenia. Ja od razu instynktownie idę w lewo, ale reszta woła, że przecież prosto trzeba. Tabliczki żadnej nie było, ale były poukładane takie kamyczki w kształcie łuku, które wskazywały ewidentnie, żeby iść w lewo. Udało mi się zatem przekonać resztę. Idziemy zatem w lewo kolejne kilkanaście minut. Trasa coraz trudniejsza, mnóstwo kamieni, które ujeżdżają pod nogami. Zaczynam mieć trochę wyrzuty sumienia, że zabrałam 70 letnich staruszków na taką eskapadę. Zatrzymujemy się co jakiś czas, żeby odsapnąć. Słońce daje się jednak mocno we znaki. Dochodzimy do zatoczki. Już się ucieszyłam, że tak sprawnie na poszło, a tutaj niespodzianka to nie ta zatoczka. Na dół co prawda można zejść, ale było tak strasznie niebezpiecznie stromo, że stwierdzaliśmy, że to na pewno nie tutaj i pewno na tym rozwidleniu jednak trzeba było iść prosto.

Zatem zawracamy. Tym razem jest jeszcze gorzej, bo idziemy cały czas pod górę. Dochodzimy do nieszczęsnego rozwidlenia i robimy mały odpoczynek na lunch. Tato Marcela troszkę się zasapał. W tym czasie do rozwidlenia dochodzi jakaś para i też nie wie w która stronę iść. Mają jednak ze sobą kompas i ten prowadzi ich prosto. No to super, jest zatem szansa, że jednak dojdziemy do tej uroczej zatoczki. Pytam jeszcze teścia czy na pewno czuje się na siłach iść dalej, ten oczywiście twierdzi, że idziemy. No to idziemy, tym razem prosto. Ta droga też najlepiej nie wyglądała, przeciskaliśmy się pomiędzy kującymi krzewami. Czasami droga w ogóle się gubiła i nie było wiadomo gdzie iść. Dobrego przeczucia nie miałam, ale jakieś maszty z daleka widać, więc szansa jest. Docieramy do punktu widokowego i co? Jest zatoczka, ale znowu nie ta co trzeba.

No to ja już zgłupiałam. Wracamy…Dochodzimy znowu do owego nieszczęsnego rozwidlenia, gdzie spotykamy kłócącą się parę, która tak samo jak my nie może znaleść drogi. Tylko, że oni z całym plażowym ekwipunkiem, plecakiem, ręcznikami, lodówką i parasolem. Tzn chłopak był obładowany tym wszystkich, prawie jak jakiś osiołek, laska szła sobie z butelką wody w ręce. Poszli najpierw prosto, potem wrócili, poszli w lewo i też wrócili, chłopak cały spocony, ewidentnie w nie najlepszym humorze i wcale się nie dziwię, bo ja miałam tylko mały plecak z wodą, a wcale nie było mi tam do śmiechu. A ten z całym majdanem. Zdecydowaliśmy wracać do samochodu, bo nie chciałam przeforsować teścia, zresztą okazało się, że nie zabraliśmy całej wody z samochodu, więc nawet jeśli znaleźlibyśmy właściwą zatoczkę to nie zabawilibyśmy tam długo. Robimy sobie dłuższą przerwę w bardzo przyjemnym lesie. Jest tam też budka z kanapkami, ponoć całkiem dobrymi, my niestety nie kosztowaliśmy, bo mieliśmy swoje.

Po szybkiej partyjce (tak, uwielbiamy grać w karty:)) jedziemy jeszcze troszkę pozwiedzać wysepkę. Co prawda nie udało nam się zobaczyć największej perełki na wysepce, ale co tam i tak mieliśmy super dzień. Odwiedziliśmy kilka innych zatoczek, do której dojazd był bardziej przyjazny 🙂 Słońce niestety nie sprzyjało robieniu zdjęć i nie do końca udało nam się uchwycić uroku tego miejsca.

Jeszcze kilka fotek z okolic naszego apartamentu. Ciekawa, zabytkowa lokomotywa z 1925 roku, która była wykorzystywana do przewożenia towarów, które przypływały do dawnego portu, który kiedyś tutaj funkcjonował. Właściciel zastanawia się nad utworzeniem w tym miejscu muzeum.

Ponieważ to nasz ostatni dzień na La Maddalenie, testujemy wieczorem ostatnią restaurację. Tym razem wybór pada na Restaurację Lio położoną w bardzo wąziutkiej i klimatycznej uliczce. Wreszcie udało mi się zamówić risotto, które chodziło za mną od samego początku przyjazdu. I w dodatku, było to bardzo przyzwoite risotto, ( może nie takie dobre jak moje:)) ale zdecydowanie mogę to miejsce polecić. Pyszne owoce morza, ziemniaczki podpiekane z oliwą i czosnkiem. To było zdecydowanie dobre zakończenie dnia 🙂 Co do restauracji to należy pamiętać, że tutaj najwcześniej można zacząć jeść o 19:30 i to będziemy pierwszymi gośćmi w restauracji, bo większość zaczyna biesiadować grubo po 20:00. Należy też pamiętać, że do każdego rachunku doliczany jest napiwek w wysokości od 2-3 euro od os. My na początku nie wiedzieliśmy i zostawialiśmy jeszcze oprócz tego napiwek. Informacje praktyczne: Przejazd z La Maddaleny na Caprerę odbywa się drogą lądową. Na Caprerze jest budka z kanapkami i napojami, więc nie musimy taszczyć ze sobą lunchu. Wybierając się Cala Cotticia zabierzcie wygodne buty, nie koniecznie trekkingowe, ale chociaz jakies trampki albo adidasy.  Zabierzcie ze sobą najlepiej jakaś mapę, bo trasa jest beznadziejnie oznaczona. Kolacja w Lio – ok 20 euro od os.

Sardynia - Caprera, Sardynia - relacja z podróży, Sardynia blog podróżniczy, Sardynia co zobaczyć, Sardynia najpiękniejsze plaże, Sardynia plan podróży

Komentarze (59)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

do góry

ZDJĘCIA NA BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA I ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM , BEZ MOJEJ ZGODY NIE MOGĄ BYĆ NIGDZIE WYKORZYSTANE! JEŚLI CHCESZ UŻYĆ MOICH ZDJĘĆ SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ : addictedtopassion@gmail.com