Up
MMP_9977-2

Na Sardynie przylatujemy już późnym wieczorem. Po wylądowaniu udajemy się od razu do okienka w którym podpisujemy umowę na wynajęcie samochodu. Korzystamy ze sprawdzonej już wypożyczalni. Dzięki temu, że lecimy tylko z bagażem podręcznym podchodzimy do sympatycznej pani jako pierwsi, za nami od razu ustawia się kilkunastoosobowa kolejka. Podpisanie dokumentów sprawne i bez jakiegokolwiek problemu. Wynajęliśmy Opla Corsę, idealna na 4 osoby, z czterema bagażami podręcznymi. No to możemy ruszać do naszego miejsca noclegowego w okolicach Stintino. Nawigacja bez problemu znajduje wskazany adres, no to jedziemy. Po ok 40 min w zupełnych ciemnościach i przez totalne odludzie, docieramy do rzekomego punktu docelowego. Tylko, że w tym miejscu ani domu, ani innej drogi…nic, szczere pole. Ciemno jak w d… ani żywego ducha, ba nawet żaden samochód nas nie mija. Kręcimy się trochę po okolicy. No nic dzwonimy do naszego BB, odbiera starsza pani, ni w ząb po angielsku, nasz włoski nie lepszy, no nie dogadaliśmy się. Najgorsze było to, że naprawdę nie było kogo zapytać o drogę…ehh…wracamy kilka km, bo pamiętamy, że mijaliśmy niewielkie rondo, a przy nim chyba coś w rodzaju baru. Pani właśnie zamyka kasę, pokazuję jej nazwę BB na szczęście kojarzy i pokazuje nam drogę. Okazało się, że na rondzie źle pojechaliśmy, po kilku minutach byliśmy na miejscu. Ufff, całe szczęście…jesteśmy ocaleni, ale szukanie po ciemku miejscówki noclegowej na Sardynii nie było najlepszym pomysłem. O samym BB napiszę na końcu.

Sympatyczny starszy pan dał nam klucze do pokoi. Zostawiliśmy walizki i wróciliśmy się kilkaset metrów, gdzie była restauracja. Wciągnęliśmy po olbrzymiej pizzy (spokojnie mogła być dla 2 osób) i wróciliśmy do naszego B&B. Nie spałam całą noc. Sama nie wiem czemu. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Zasnęłam jak już się zaczęło robić jasno. Chyba za dużo myśli ganiało mi po głowie :) Pierwszy dzień na Sardynce rozpoczynamy od odwiedzenia Cala Pelosa. Znalazłam ją na pierwszym miejscu długiej listy najpiękniejszych plaż Sardynii. Faktycznie, plaża cudowna i jedyna w swoim rodzaju z charakterystyczna wieżą. Niestety pogoda plażowaniu nie sprzyjała, burza wisiała w powietrzu i choć było cieplutko, to po zrobieniu kilku fotek szybko się zwijaliśmy, bo już zaczęło padać. Do plaży jest dobry dojazd, można zaparkować zaraz wzdłuż plaży. Parking jest płatny i choć nam bez problemu udało znaleźć się miejsce, to przypuszczam, że w sezonie, trzeba się tam mocno nagimnastykować, żeby znaleźć tam jakieś wolne miejsce.

Burza rozpętała się na całego, a niebo przykryło się grubym ciemno szarym płaszczem zasłaniając tym samym słonko. Opuszczamy zatem Stintino i udajemy się w kierunku Porto Tores. Niestety ponieważ nie przestaje padać, jedziemy dalej. Nie lubię deszczu na wakacjach :( od razu wpędza mnie to w zły i smutny nastrój. Tym bardziej, że plan mamy tak ułożony, że nie mamy możliwości odwiedzenia tych miejsc w innym dniu, czy powrotu do nich. No nic, trudno. Mijamy również Castelsardo, pięknie położone miasteczko na wybrzeżu. Padało tak mocno, że nawet na chwilkę nie było jak wyjść z samochodu, a najgorsze było to, że niebo było przykryte grubymi deszczowymi chmurami i sprawiały wrażenie jakby miało padać przez cały tydzień…buuu…Na pocieszenie zatrzymujemy się przy jednym z przydrożnych straganów warzywnych i zaopatrujemy się pyszne owoce, winogrona, śliwki, banany i brzoskwinki takie mięciutkie, soczyste (ostatnio takie jadłam chyba z 20 lat temu). Dochodzi pora lunchu, zatrzymujemy się więc w przydrożnej restauracji na jedzonko. Po wczorajszej uczcie pizzowej szukam w karcie czegoś lekkiego. Rukola, mozarella, pomidory, krewetki jak dla mnie idealne składniki na sałatkę. Reszta załogi podchwyciła temat, też mieli ochotę na sałatkę. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy kelner przychodzi do nas z czterema pizzami. O nie, tylko nie to! Ostatnia rzecz na jaką miałam ochotę to pizza. Ehhh…nie dość, że pada, to jeszcze wychodzą na wierzch nasze umiejętności włoskiego. Wcisnęliśmy te pizze jakoś, płacimy, wychodzimy a tu słońce na całego, błękitne niebo, po deszczu ani śladu. No to mi się podoba :) Zjeżdżamy w takim razie na Costa Paradiso!

Od razu humory wszystkim wracają :) Co to słońce potrafi zdziałać :) Costa Paradiso, to perełka północnej Sardynii. Przepięknie położony kompleks domków z basenami i pięknym widokiem. Zdziwiły nas jedynie pustki. Nie było tam dosłownie nikogo poza nami. Domki wszystkie opuszczone, tzn wygląda na to że sezon całkiem zakończony, a szkoda, bo temperatura po wyjściu słonka niczego sobie i spokojnie można by w wodzie się popluskać. Formacje skalne, bardzo przypadły nam do gustu. Połaziliśmy dość długo po nich. Posiedzieliśmy, pomoczyliśmy nogi, pozwoliliśmy rybkom na poobgryzanie martwego naskórka :) wpałaszowaliśmy wszystkie brzoskwinki i poszliśmy zobaczyć co więcej oferują w tym uroczym miejscu.

Znaleźliśmy parking, i budkę z piciem, i dróżkę, która prowadziła w tajemnicze miejsce. Woda zakupiona, no to idziemy sobie pospacerować, zobaczymy co kryje się za zakrętem. Spacerek w takich okolicznościach przyrody, to sama przyjemność. Słonko świeci, wiaterek wieje, jej jak ja to kocham! Doszliśmy wreszcie do celu. Patrzymy, a tam całkiem przyjemna plaża. Chętnie byśmy sami poplażowali, ale niestety przed nami jeszcze spory kawałek drogi, a słonko coraz niżej.

Wracamy zatem do samochodu i w drogę. Musimy dotrzeć do Palau, skąd promem czeka nas przeprawa na wyspę La Maddalena. Prom na który można zabrać samochód odpływa średnio co pół godziny. Trasa ta jest obsługiwana przez dwie firmy. Okienka w których można zakupić bilety są zlokalizowane po dwóch stronach ulicy. Na ich wysokości stoi pan wspomagający ruch i informujący o czasach odprawy promów a także wręczający ulotki. I tutaj UWAGA! Podeszłam do pierwszego okienka po prawej stronie, mówię panu, że chcę bilet na samochód, podaję markę, ilość osób sztuk cztery, a on mi podaje cenę 85 euro. Ja na niego wielkie oczy, podziękowałam ładnie i idę do drugiego okienka, bo wiem, że znajomi za ten bilet w lipcu (czyli w sezonie) płacili 50 euro. Tam pani po zadaniu tych samych pytań podaje mi cenę 72 euro. No pytam jak to możliwe, że znajomi za te samą trasę kilka tygodni temu płacili mniej. Pani cos tam zaczęła nawijać o mozliwości zakupu z wyprzedzeniem i że wtedy dostaje się jakaś zniżkę. Coś tam poklikała w komputerze i powiedziała, że może nas podciągnąć pod wieczorną taryfę i wtedy nas wyjdzie 60 euro. No dobra, to już zdecydowanie lepiej niż pierwsza cena. Kupiłam bilety, poszłam do samochodu, trochę jeszcze postaliśmy na zewnątrz, a tu podchodzi do mnie pan z pierwszego okienka i mówi, że się pomylił i że może nam sprzedać te bilety za 65 euro. Podziękowałam mu i powiedziałam, że właśnie kupiłam za 60. Tak więc tutaj uważajcie, bo ceny ewidentnie z kosmosu i mam wrażenie, że nacinają na nie jak tylko mogą. Przeprawa promem, trwa ok 15 min. Z parkingu odbiera nas właściciel naszego lokum i jedziemy do naszego domku. Z portu jakieś 5-7 min. Miejscówka wręcz idealna! Ale o tym w następnym poście.

Jeszcze kilka słów o miejscu noclegowym w okolicach Stintino. Poza tym, że nawigacja źle nas pokierowała i w ciemnościach nie mogliśmy jej znaleźć to wszystko w najlepszym porządku. Bardzo fajne, przyjemnie urządzone pokoje. Super łazienka, czysto i pachnąco. Łóżko wygodne, komarów brak. Co najważniejsze, brak żadnych dodatkowych opłat typu pościel, ręczniki itd. Kilkaset metrów od BB znajduje się restauracja w której serwowali pyszną pizze i krewetki. Naprawdę smaczne jedzonko. Nie da się jej nie znaleźć, bo to jedyna restauracja po drodze do BB. Informacje praktyczne: Przelot Ryanairem do Alghero – 70 euro od os/tylko bagaż podręczny Wynajem samochodu na 7 dni – 180 euro z ubezpieczeniem, rezerwacja zrobiona w Sicily By Car Nocleg w Stintino – B&B Nonno Stacca – 50 euro za pokój dwuosobowy ze śniadaniem Alghero –  B&B Nonno Stacca – 45 km Stintino – Costa Paradiso – 100 km Costa Paradiso – Palau – 52 km Przeprawa promem na La Maddalena – 60 euro za Opla Corse z 4 osobami


ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (62)

  1. Ania

    ()

    Super, od razu poczułam się jakbym tam była! Idealne zdjęcia na taki chłodny, listopadowy wieczór.
    Chciałam Ci podziękować za ciepłe słowa o mojej mamie – mama już po operacji, wypisana została dzisiaj ze szpitala, ale jeszcze jest w Krakowie.
    Ściskam serdecznie i pozwolę sobie dodać Twój blog do linków, aby mi nie uciekł.
    Ania

    Beantwoorden

  2. Vida Suenos

    ()

    Znowu nie mam słów do twoich zdjęć są takie piękne, równie piękne co widoki na nich pokazane. Zakochałam się w tym miejscu, w tym momencie nieosiągalne ale poprawia nastrój gdy popatrzy się za okno. Jako że kocham zachody słońca to tymi na końcu jestem zauroczona! Haha darmowy peeling stóp :)

    Pozdrawiam gorąco!

    Beantwoorden

  3. Joanna C

    ()

    Jej… jakbym tam była… tak pięknie :-) zdjęcia są boskie! Ja zawsze kojarzę jeszcze dane miejsce z zapachem, jestem wyczulona na tym punkcie, dlatego szkoda że nie mam możliwości powachania morskiej bryzy i tego ciężkiego powietrza po burzy 😉 masz wspaniałe relacje z tesciami, zazdroszczę. Co do cen to aż nie kulturalne nie negocjować cen z Włochami 😉 pozdrawiam

    Beantwoorden

  4. Travelling Milady

    ()

    Ależ Ty potrafisz zaostrzyć apetyt na zwiedzanie. Jak nie kierunkiem podróży, to opisem, nie wspominając o zdjęciach. Zawsze przy nich wzdycham i postękuję z wrażenia.Sardynia jeszcze przede mną, więc skorzystam z rad. 85 euro za przeprawę samochodu? Tyle to ja bym chciała wydać na cały wyjazd;)

    Beantwoorden

  5. Anonimowy

    ()

    Marylko, jestem pod wrażeniem! Zdjęcia, opisy ehhhhh:) Jesli jeszcze nie miałas okazji być w Chorwacji, to zapraszam serdecznie:) Zapewniam,że będziecie zachwyceni:) Pozdrawiam kochana!
    Daria

    Beantwoorden

  6. aschaaa

    ()

    a kto lubi deszcz na wakacjach? zawsze patrze na chmury na Twoich zdjeciach 😀 Ty je jakos photoshopujesz czy co? specjalnie przegladnelam nase foty z trzech ostatnich urlopow i nigdzie nie mialam takich chmur – no wiesz takich troche paskow, troche postrzepionych… normalnie az zgupialam :/

    Beantwoorden

    • Maryla

      ()

      Hahah :) nie fotoszopuje :) nie chcialby mi sie tyle zdjec obrabiac w PS, w ogole do obrobki zdjec z wakacji go nie uzywam, tylko do pracy :) akurat w pierwszym dniu mielismy takie chmurzyska, potem chyba jeszcze w nastepnym sie przewijaly, ale juz mniej, a potem już była lampa…ehh…ja lubie strasznie chmury na zdjeciach :)

      Beantwoorden

  7. Anonimowy

    ()

    Ależ jestem zachwycona twoimi zdjęciami! a te z Prowansji nie znudzą mi się nigdy. Mogłabym się dowiedzieć jakie body i obiektywy posiadasz? i czy filtr polaryzacyjny pomagał w tym przypadku?

    Beantwoorden

  8. sonrisa

    ()

    Ach, trafiłam tu przypadkiem i oczom nie wierzę… Sardynia.. Ja byłam na tej wyspie w październiku, w ogóle nie padało i pogoda była cudna (stacjonowaliśmy w Laerru, niedaleko Perfugas). Rozmarzyłam się patrząc na Twoje zdjęcia z Costa Paradiso i Stintino, po drodze na Costa Paradiso zaręczyliśmy się z moim chłopakiem 😀 pozdrawiam serdecznie!

    Beantwoorden

Skomentuj