Up
dsc05113

Kto z nas nie marzy o tym, żeby znaleźć się w pobliżu tych cudownych, mądrych stworzonek i to w dodatku w ich naturalnym środowisku. Chyba każdy :) Nasz plan podróży po Nowej Zelandii zawierał obowiązkowo punkt pt “pływanie z delfinami”. Jedyne pytanie, które mnie cały czas nurtowało, był wybór miejsca. W Nowej Zelandii pływanie z delfinami odbywa się w trzech miejscach. W Akaroa, w Bay of Island i w Kaikoura. O każdym z tych miejsc znajdziemy wiele informacji, natomiast decyzja o tym, które z tych miejsc jest najlepsze – gdzie znajdziemy najwięcej delfinów, była już nieco trudniejsza.

Akaroa, jakoś w ogóle nie brałam pod uwagę, bo jednak najbardziej popularne były dwa pozostałe z czego Kaikoura była nam cholernie nie po drodze, więc moja decyzja skłaniała się ku Bay of Island. Natomiast kolega upierał się przy Kaikourze, bo jakaś jego znajoma tam właśnie z delfinami pływała i powiedziała, że jeśli delfiny to tylko i wyłącznie tam. No ale wiadomo w Bay of Island jej nie było, więc porównania jako takiego nie miała. Poza tym delfiny jak wiadomo też się przemieszczają, też mają swoje humory i w jednym dniu mogą być, a winnym możemy nie mieć szczęścia i ich nie zobaczymy. Dlatego bardzo mi zależało na tym, żeby wybrać miejsce, w którym prawdopodobieństwo ich zobaczenia jest największe, tym bardziej, że nasz plan był dość napięty i nie przewidywał w razie porażki czekania na następny dzień i kolejną szansę.

Po długich poszukiwaniach wszelkich informacji na ten temat, natrafiłam na jakaś nowozelandzką stronę, gdzie bardziej dokładnie było napisane, w jakich miesiącach mamy największe szanse na duże grupy delfinów, z rozpisaniem na miesiące oraz miejsca, gdzie one się pojawiają. Znalazłam również info, że w Kaikoura występują delfiny Husky, które są mniejsze od tych w Bay Of Island, są one bardziej aktywne, a co za tym idzie bardziej skore do zabaw. Wszystkie te informacje wskazywały jednoznacznie na to, że jednak Kaikoura była dla nas najlepszym i najpewniejszym punktem. No cóż nie było wyjścia. Tak też zrobiliśmy. O 4 rano mieliśmy pobudkę, żeby o 4;30 wyruszyć na poszukiwania delfinów.

Przygotowanie do pływania z delfinami.

Przed wypłynięciem łodzią, obejrzeliśmy film instruktażowy w specjalnie do tego przygotowanej sali. Tam dokładnie wytłumaczono nam, co możemy robić a czego nie. Jak powinniśmy się zachowywać itd. W końcu mamy do czynienia z dzikimi zwierzętami. Instrukcja była w języku angielskim. Ale filmik był tak skonstruowany, że w sumie nawet bez znajomości języka można było wszystko zrozumieć. Póżniej każdy z nas dostał specjalny kostium (piankę), buty, płetwy i maskę z rurką. Gotowi wyruszyliśmy na spotkanie z delfinami. Już w pierwszym momencie na statku spotkała mnie nieprzyjemna niespodzianka. Tak się rano spieszyliśmy, że nie włożyliśmy karty do aparatu, w związku z czym nie mamy ani jednego zdjęcia. Na szczęście mieliśmy go pro, którym udało nam się nakręcić kilka filmików. I w sumie, to chyba nawet lepiej, bo przypuszczam, że zdjęcia i tak nie oddałyby tego co tam przeżyliśmy.

Jak wyglada pływanie z delfinami?

Poszukiwanie delfinów okazało się prostsze niż myślałam. Albo wiedzą gdzie one dokładnie się znajdują, albo mieliśmy wyjątkowe szczęscie. Najpierw płynęliśmy łodzią wzdłuż stada. One ponoć uwielbiają dźwięk łodzi. Pływają przed samą burtą, bawiąc się przy tym całkiem dobrze. W tym czasie mogliśmy obserwować jak skaczą, robią salta i piruety. Grupa była bardzo duża, według załogi statku ok 200 sztuk. Były dosłownie wszędzie. Po prawej, po lewej, z przodu, z tyłu. Coś niesamowitego! Skakały, pluskały i śpiewały :) Po kilkunastu minutach mogliśmy wskoczyć do wody, w sam środek tych cudnych, rozbawionych, roześmianych i śmiesznie piskających stworzonek :) Pierwszy moment był trochę dziwny, ciężko było mi złapać oddech i bardziej skupiałam się na tym, żeby się utrzymać na powierzchni, niż żeby bawić się z delfinami. Sama nie wiem, czy była to kwestia tego, że woda była zimna, czy to adrenalina przed bliskim spotkaniem z nimi.

Zabawa z delfinami.

Na szczęście ten stan trwał zaledwie kilkadziesiąt sekund. Zaraz potem zanurzyłam się pod wodę i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. One były dosłownie wszędzie. Pływały wokoło, śpiewały, niemal ocierały się o mnie. Od razu zastosowałam się do wszystkich wskazówek. Biłam mocno płetwami i starałam wydobywać takie same dźwięki jak one. Możecie sobie tylko wyobrazić. Grupa 20 osób, w tym zapewne ważni dyrektorzy firm, którzy na codzień pomykają w garniturkach teraz siedzą w wodzie, machają płetwami i wydają z siebie głupkowate dźwięki, żeby tylko te delfiny były blisko i bawiły się z nimi :) Myślę, że obsługa statku za każdym razem ma mega ubaw, no ale czego się nie robi dla takiego przeżycia. Oczywiście delfinów nie wolno dotykać.

Po jakichś 15-20 minutach, musieliśmy zejść na pokład, bo delfiny pływają trochę szybciej niż ludzie :) musieliśmy je trochę podgonić i znowu pozwolono nam wskoczyć do wody. I znowu były blisko. Mogłam się dokładne przyjrzeć tym ślicznym mordkom. Wyglądają tak radośnie, jakby się wręcz do mnie uśmiechały. To było cudowne przeżyć, być tak blisko…na wyciągnięcie ręki! One są nas bardzo ciekawe, bo nie wygladamy ani jak delfiny, ani jak foki, więc podpływają blisko, żeby nam się przyjrzeć. Kiedy znowu rozległ się gwizdek wzywający nas na pokład, dowiedzieliśmy się, że mamy mega szczęście, bo delfiny są dziś wyjątkowo aktywne. W związku z tym mogliśmy po raz kolejny wejść do wody i tańczyć z nimi :) Jak wiecie fotek nie mamy, ale jest za to filmik :) Zapraszam was na spotkanie oko w oko z delfinami :)

Po zabawie z delfinami, zdjęciu pianek i wysuszeniu dostaliśmy kubek gorącej czekolady i przepyszne imbirowe ciasteczka. Ich smak już na zawsze będzie kojarzył mi się z tym miejscem i tym wspaniałym przeżyciem. Oczywiście później w pierwszym napotkanym supermarkecie zaopatrzyłam sie w kilka paczek i przywiozłam do domu. Tak więc kochani jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję, żeby popływać z delfinami, to nie wahajcie się ani chwili. Jesli będziecie w NZ to nie zastanawiajcie też gdzie to zrobić, bo Kaikoura jest właśnie tym miejscem, The one and only! :) To przeżycie jest warte każdych pieniędzy, co ja mówię…to przeżycie jest bezcenne! Jeśli jeszcze kiedyś będę miała okazję to powtórzyć to na pewno zrobię to bez wahania. Ostatnio nawet jeden z czytelników zapytał mnie jaka jest moja lista 5 najlepszych miejsc/przeżyć z NZ. I to było właśnie jedno z nich :)

Rezerwacja biletów

Dość istotna informacja. Jeśli już zdecydujecie, że chcecie pływać z delfinami w Kaikoura, to koniecznie zarezerwujcie bilety z większym wyprzedzeniem. My rezerwowaliśmy miesiąc przed wylotem i już na dzień w którym planowaliśmy pobyt w Kaikoura, nie było już wolnych miejsc. Musiałam zmieniać cały plan, żeby przybyć dzień wcześniej, tak więc pamiętajcie o tym. Bardzo ważna jest też godzina wypłynięcia, najlepsza jest ta najwcześniejsza, przed wschodem słońca, chyba 5:30 jak się nie mylę. Wtedy delfiny są najbardziej aktywne i skore to zabawy. Ta godzina też rozchodzi się jak ciepłe bułeczki, tak więc warto mieć to na uwadze.

Informacje praktyczne:
– Rezerwacja biletów na pływanie z delfinami KLIK
– Cena biletu 170$ (poszukajcie w necie kodu zniżkowego, nam sie udało, ale ta strona już nie istnieje)
– Kluczem do tego aby delfiny pływały dookoła was jest komunikacja z nimi (naśladowanie ich głosów i machanie płetwami)

Nowa Zelandia jest na twojej liście do odwiedzenia? Tutaj znajdziesz inne posty z tego niesamowitego miejsca na ziemi. A jeśli podobał Ci się tekst, to dołącz do uzależnionych od podróży na Facebooku.Tam relacje na żywo, podróżnicze dyskusje i wiele innych. Zapraszam!

Uściski, M.

ABOUT THE AUTHOR

Maryla

Fotografka, podróżniczka, miłośniczka pięknych wnętrz oraz dobrego i zdrowego jedzenia. Kilka lat temu rzuciła nudną pracę bankowca, aby robić to co kocha w życiu najbardziej. Uwielbia zmiany, to one nadają jej życiu sens. Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami oraz inspirującymi ludźmi. Nie traci czasu dla tych, którzy nie mają czasu dla niej i żyje tak, jakby jutra miało nie być.

    KOMENTARZE (5)

Skomentuj