e-book Islandia w 10 dni - Plan Podróży

Planujesz swoją podróż na Islandię? Nie masz czasu na czytanie przewodników oraz przeglądanie dziesiątek blogów? Zrobiliśmy to za Ciebie! W tym e-booku znajdziesz nasz plan podróży na 10 dni, oraz mapę wszystkich atrakcji, fajnych noclegów, oraz pysznych restauracji. Jeśli planujesz krótszy pobyt, mamy dla Ciebie wskazówki, z czego zrezygnować, a jeśli planujesz dłuższy pobyt mamy całe mnóstwo fajnych miejsc na mapie, których nie zdążyliśmy zobaczyć, a które na pewno są tego warte!

e-book Islandia w 10 dni - Plan Podróży

Kayaking in Ao-Luk

Z samego rana poszłam do właścicielki odebrać nasze pranie. Trochę byłam zaskoczona, że nie było wyprasowane, bo wcześniej widziałam jak ktoś odbierał i było pięknie poskładane na listeczek, ale może to jakaś dodatkowa usługa była. Wyciągam ubrania powoli i pierwsze co rzuca mi się w oczy to to, że nowiusieńkie polo Marcela, które przed praniem było białe, wróciło szaro-niebieskie. Do tego pozostałe ubrania, nie były do końca czyste. Pomarańczowe palmy po piasku z jazdy na słoniach dalej widniały na moich ukochanych spodenkach. Bez zastanowienie spakowałam wszystko z powrotem i z dość niezadowoloną miną zeszłam do właścicielki. Popatrzyła, pokręciła głowa i oddała kasę bez mrugnięcia okiem, a białe polo wzięła i powiedziała, że go wybieli. Okazało się, że oddała nasze rzeczy do pralni, a tam wrzucili wszystko do jednego prania, i niebieskie spodenki jeansowe zabarwiły wszystko. Ehhh…przez myśl by mi nie przeszło, że można coś takiego zrobić, no ale trudno, musztarda po obiedzie. Na śniadanko już nam czasu zabrakło, zrobiłam wiec szybkie zakupy w 7-eleven i o 8:00 podjechał po nas klimatyzowany minibus. Do naszego docelowego miejsca, było coś około 1,5h drogi, którą umilała nam sympatyczna para z Niemiec. Po dotarciu na miejsce, wysmarowaliśmy się porządnie kremami z filtrem, wypsikaliśmy sprayem przeciwko komarom, spakowaliśmy sprzęt w nieprzemakalną torbę, dostaliśmy niebieski kajak i do wioseł. Ja z przodu, mój mężu z tyłu no i się zaczęło kajakowanie.

No i właśnie, w tym momencie sobie uświadomiłam, że tak naprawdę nigdy w życiu nie pływałam na kajaku i udając że coś tam czaję machałam tymi wiosłami w te i we te, ale zamiast pomagać chyba tylko utrudniałam sprawę, bo mężu stwierdził, że lepszy pożytek ze mnie będzie jak przestanę wiosłować, i będę robić zdjęcia 🙂 Ponieważ już po 10 minutach byłam zmęczona i tak niepożytecznym machaniem, więc nowy podział ról zdecydowanie przypadł mi do gustu 🙂 Słonko nam pięknie przyświecało, wiaterek lekko owiewał, mężu wiosłował dzielnie, żebyśmy cały czas byli na przodzie, wtedy szansa na zdjęcia bez całej masy kajaków większa 🙂 no i co tu dużo mówić, bardzo mi się podobało 🙂 piękne krajobrazy, malownicze, ustronne miejsca, bardzo ciekawe drzewostany, groty, jaskinie i do tego cudowne odgłosy żyjącej w nich przyrody. Mogłabym tak kajakować, tzn fotografować cały dzień 🙂

Strasznie, ale to strasznie podobało mi się to miejsce. Znów jakaś nowa odsłona Tajlandii, coś czego jeszcze do tej pory nie widzieliśmy. Lasy namorzynowe widziałam po raz pierwszy w życiu i wywarły na mnie ogromne wrażenie. W realu wyglądają jeszcze piękniej niż na zdjęciach. Tysiące korzeni  przeplatających się i wrastających w dno. I my, dryfujący gdzieś tam pomiędzy, starając się nie zgubić grupy na rozgałęzieniach. Za nami płynęła para Rosjan, która miała chyba jeszcze mniejsze pojęcie o kajakowaniu niż ja, bo ciągle wbijali się w jakieś drzewa i później musieliśmy na nich czekać, że się nam nie zgubili 🙂 W trakcie kajakowania mieliśmy przystanek w Jaskini Wielkiego Ducha, w której znajdują się rysunki ludzi, zwierząt, figur geometrycznych namalowane około 3000 lat temu.

Po bardzo przyjemnym, relaksującym (dla mnie :)) dniu, przypłynęliśmy z powrotem do portu. Dostaliśmy pyszny obiadek i ruszyliśmy w drogę powrotną, zatrzymując się na godzinną kąpiel w bardzo przyjemnej lagunie, nazwy której niestety nie pamiętam, ale znajdowała się ona w pobliżu hotelu Phutara Resort. Woda była całkiem rześka, ale i tak było superowo. Przez chwile poczułam się jak tarzanka w jungli 🙂 Nawet mieliśmy sporo szczęścia, bo oprócz naszej niewielkiej 8 osobowej grupki, nie było tam nikogo więcej.

Po kajakowaniu, które uważam za jedną z fajniejszych rozrywek w rejonie Krabi, udaliśmy się coś zjeść. Tym razem zrezygnowaliśmy z Nocnego Targu i poszliśmy do restauracji gdzie serwowano przepyszne kraby 🙂 Jutro kolejny dzień plażingu, smażingu i nic nie robienia 🙂

blog o tajlandii, blog podróżniczy, thailand

Komentarze (23)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

do góry

ZDJĘCIA NA BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA I ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM , BEZ MOJEJ ZGODY NIE MOGĄ BYĆ NIGDZIE WYKORZYSTANE! JEŚLI CHCESZ UŻYĆ MOICH ZDJĘĆ SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ : addictedtopassion@gmail.com