Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Seszele.
Seszele – plan podróży. Wydawałoby się, że na Seszelach plan podróży zupełnie nie jest nam do niczego potrzeby, przecież jedziemy wypoczywać pod palmami, nic jednak bardziej mylnego. Nawet urlop pod palmami trzeba zaplanować, żeby nie wrócić z niego rozczarowanym! Tym bardziej, że Seszele to 115 wysp. Oczywiście zwiedzenie wszystkich jest niemożliwe, ale trzeba tak rozłożyć czas którym dysponujemy, żeby zobaczyć jak najwięcej pięknych miejsc. Na Seszelach wyróżniamy trzy główne wyspy: Mahe (stolica), Praslin i La Digue. Każda z tych wysp jest inna i na każdej warto pobyć choć kilka dni. Idealny plan podróży po Seszelskich wyspach znajdziesz w: E-book Seszele – Poradnik jak zorganizować podróż oraz plan podróży.
Mahe – wyspa Seszele – plan podróży.
Mahe to główna wyspa na Seszelach. To na niej wyląduje Twój samolot. Wiele osób traktuję tą wyspę tylko jako przystanek do lądowania i pędzą od razu na kolejną wyspę w poszukiwaniu rajskich plaż. Nas jednak Mahe na tyle zauroczyło, że zdecydowanie polecamy zatrzymać się tutaj na dłużej. Szczególnie podobała nam się północ oraz południe tej wyspy. Najlepiej zwiedzać ją wynajętym samochodem. No chyba, że macie dużo czasu na zwiedzanie wtedy można też bez problemu poruszać się autobusami. Wyspa skrywa wiele ciekawych plaż oraz punktów widokowych. Jest idealna na pierwsze dni po przylocie. Można odpocząć po długim locie i zrelaksować się, jednocześnie zostawiając sobie najpiękniejsze perełki na sam koniec pobytu. Jeśli chcecie zatrzymać się na Seszelach w jakimś z Luksusowych hoteli, to Mahe jest do tego idealną wyspą. Polecamy bardzo hotel Hilton Northolme. Byliśmy w nim dwa razy i za każdym razem byliśmy mega zadowoleni.
Praslin – wyspa Seszele – plan podróży.
To właśnie na tej wyspie zatrzymuje się najwięcej turystów traktując wyspę jak bazę wypadową na inne wysepki. Absolutnie nie popełniajcie tego błędu, baza wypadowa na tej wyspie to bardzo zły i kosztowny pomysł. Oczywiście warto się na niej zatrzymać na kilka dni, aby zobaczyć najciekawsze miejsca oraz najfajniejsze plaże, ale zdecydowanie nie jest to najciekawsza z wysp, więc nie marnowałabym na nieą zbyt dużo czasu. Tym bardziej, że jest to najdroższa wyspa. Wyspę można objechać samochodem, ale równie dobrze można się przemieszczać autobusami.
La Digue – wyspa Seszele – plan podróży.
La Digue to nasza ulubiona wysepka. To właśnie z tego miejsca mamy najwspanialsze wspomnienia. To tutaj poznaliśmy cudownych ludzi, dzięki którym nasze oba pobyty na Seszelach tak ciepło wspominamy. Mimo iż jest to najmniejsza z wysp, to oferuje najwięcej. Najpiękniejsze plaże, najlepsze i najtańsze jedzenie. Najbardziej malownicze przejażdżki rowerowe. Najpiękniejsze zachody słońca. Jednym słowem najpiękniejsze przeżycia. O wszystkich naszych przeżyciach na wyspach, o tym co koniecznie trzeba zrobić, zobaczyć i przeżyć napisaliśmy cały rozdział w: e-book o Seszelach – Poradnik jak zorganizować podróż na własną rękę + Plan Podróży.
Silhouette Island – wyspa Seszele – plan podróży.
Podczas naszego drugiego pobytu na wyspach nasze serca skradła wyspa Silhouette, która znajduję się północ od Mahe. Na tej wyspie znajduje się właśnie hotel Hilton Labriz, w którym spędziliśmy trzy noce. Zaledwie kilka procent tej wyspy jest dostępna, reszta pokryta jest lasem deszczowym, najgęstszym na Oceanie Indyjskim. Dzięki temu, że na wyspie znajdują się tylko dwa hotele ta wyspa jest najbardziej dziewicza ze wszystkich, które odwiedziliśmy do tej pory na Seszelach. To tam znaleźliśmy najbardziej dzikie plaże na których czuliśmy się Robinson Crusoe. Fakt, że zamieszczam ją na końcu nie oznacza absolutnie, że to jest najmniej atrakcyjna wyspa. Wręcz przeciwnie. Gdybym miała do wyboru wybranie się tylko na jedną wyspę to zapewne, byłaby to właśnie ta. Ale zdaję sobie sprawę z tego, iż ze względu na to, że ceny hoteli na tej wyspie są wysokie, nie każdy będzie mógł sobie pozwolić na odwiedzenie tej wyspy.
Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Bali.
No to zaczynamy kochani! Zaległości po powrocie z Bali powoli nadrobione, mogę zatem zasiąść do pisania relacji z tego magicznego zakątka. Szczerze mówiąc już się nie mogę doczekać, mam wam tyle do opowiedzenia! Jeśli kiedykolwiek interesowaliście się tym kierunkiem, to zapewne natrafiliście na bardzo skrajne opinie. Od największych ochów i achów, jak moje po wypowiedzi typu: nigdy na Bali nie wrócę, tam nic nie ma, plaże beznadziejne, Balijczycy oszukują, to jedna wielka komercja, prawdziwego Bali już dawno nie ma, tłumy turystów, skuterów, morze spalin, co poniektórym nawet jedzenie nie smakowało. I o ile przy całkiem sporej ilości pecha, potrafię sobie wyobrazić, że kogoś mogło coś podobnego spotkać, tak doprawdy nie wiem, jak komuś mogło tam jedzenie nie smakować. Dla mnie to była prawdziwa uczta dla podniebienia. Codziennie, bez względu na to czy była to restauracja, warung, czy jedzenie na ulicy.
Jeśli ktoś wrócił z Bali niezadowolony, to może mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie, po prostu zbyt mało czasu poświęcił na zagłębienie się w specyfikę wyspy i najzwyczajniej w świecie przybywał w niewłaściwych miejscach. Dlatego jeśli wybieracie się w to magiczne miejsce i nie chcecie wrócić z podobnym odczuciem, to zapraszam do śledzenia naszych wpisów. Podamy wam dokładne wskazówki, co robić i jak robić, żeby wrócić z Bali zachwyconym! To naprawdę nie jest trudne! Na dobry początek plan podróży, a już niebawem więcej praktycznych informacji jak znaleść prawdziwe Bali.
W poszukiwaniu prawdziwego Bali – plan podróży
Dzień 1: okolice Ubud – świątynie i tarasy ryżowe
Okolice Ubud to idealne miejsce na spokojny start podróży po Bali – zielone krajobrazy, świątynie i lokalna codzienność z dala od nadmorskiego zgiełku.
Co zobaczyć: – Tegalalang Rice Terrace – Pura Gunung Kawi Sebatu – Pura Tirta Empul👉 więcej informacji zobacz w naszym wpisie: Co warto zobaczyć w i zrobić w Ubud.
Logistyka: – zwiedzanie skuterem – krótki dzień przejazdowy, wszystkie miejsca w niewielkiej odległości od siebie
Dzień 2: Ubud – dżungla, świątynie i lokalna codzienność
Drugi dzień w okolicach Ubud pozwala zwolnić tempo i połączyć naturę z duchową stroną Bali, bez długich przejazdów i pośpiechu.
Co zobaczyć:– poranny spacer na Campuhan Ridge Walk – blisko hotelu – Huśtawka w dżungli (Bali Swing lub lokalne alternatywy) – Monkey Forest – spacer po centrum Ubud i lokalnych galeriach
Logistyka: – skuter lub kierowca – wszystkie punkty w promieniu kilkunastu minut jazdy – dzień bez presji czasowej, idealny po przylocie
Dzień 3: Jatiluwih – świątynie i zielona północ Bali
Wyjazd z okolic Ubud w kierunku północnej części wyspy to zmiana krajobrazów tłoku na ulicach— więcej zieleni, mniej turystów i najbardziej spektakularne tarasy ryżowe na Bali.
Co zobaczyć: – Jatiluwih Rice Terraces – Pura Ulun Danu Bratan – dojazd do regionu Munduk
Nocleg: – Villa Dua Bintang – spokojna baza wypadowa w okolicach Munduk
Logistyka: – Ubud → Jatiluwih → Ulun Danu Bratan → Munduk – czas przejazdów łącznie: ok. 4–5 godzin (z przerwami) – najlepiej z kierowcą Nono, którego bardzo polecamy!
Dzień 4: Munduk – wodospady i jeziora w sercu Bali
Północ Bali w okolicach Munduk to chłodniejszy klimat, górska przyroda, ukryte wodospady i morze hortensji.
Co zobaczyć: – Golden Valley Waterfall – Tamblingan Lake – spacer po okolicznych wioskach i plantacjach kawy
Nocleg: – Villa Dua Bintang – druga noc w Munduk (brak zmiany noclegu, pełen reset)
Logistyka: – wszystkie atrakcje w niewielkiej odległości od siebie – najlepiej z naszym kierowcą Nono, w tym wpisie przeczytasz dlaczego Bali najlepiej zwiedzać z kierowcą. – dzień bez presji godzinowej
Dzień 5: Tamblingan – trekking, świątynie i gorące źródła
Ten dzień łączy górską przyrodę północnego Bali z aktywnym trekkingiem i relaksem w gorących źródłach, stanowiąc płynne przejście w rejon Mount Batur.
Co zobaczyć: – Tamblingan Lake – trekking The Secret Gardens of Sambangan (wodospady, tarasy ryżowe i dżungla) – Pura Beji – relaks w Batur Natural Hot Spring
Logistyka: – Munduk → Tamblingan → Sambangan → Batur – dzień intensywny, ale logiczny – najlepiej z kierowcą Nono
Dzień 5: Mount Batur – wschód słońca i wschodnie Bali
Ten dzień zaczyna się bardzo wcześnie, ale nagradza jednymi z najbardziej spektakularnych widoków na Bali. Co zobaczyć: – wschód słońca na Mount Batur – tradycyjna wioska Pengotan – The Green Cliffs and Little Grotto of Undisan
Dzień 9: Sidemen – Nusa Penida – Crystal Bay i pierwszy kontakt z wyspą
Nusa Penida to zupełnie inny świat niż Bali – dzikszy, mniej uporządkowany i bardziej surowy. Pierwszy dzień najlepiej zaplanować spokojnie, z czasem na aklimatyzację po przeprawie.
Co zobaczyć / zrobić: – Crystal Bay – plażowanie i snorkeling – zachód słońca nad oceanem
Nocleg: – Bintang Bungalow – proste bungalowy w dobrej cenie oraz lokalizacji na start
Logistyka: – Sidemen / Bali → Nusa Penida: szybka łódź (Sanur) – po wyspie najlepiej skuterem lub z kierowcą
Dzień 10: Nusa Penida – Kelingking Beach i klify zachodnie
Ten dzień to jeden z najbardziej widowiskowych punktów całej podróży – surowe klify i ikoniczne widoki, z których słynie Nusa Penida.
Co zobaczyć / zrobić: – Kelingking Beach (punkt widokowy lub zejście na plażę) – punkty widokowe na klifach zachodniej części wyspy – czas na zdjęcia i spokojny powrót przed zmrokiem
Logistyka: – wyjazd wcześnie rano (kolejki i upał) – dojazd skuterem lub z kierowcą – zejście na plażę tylko przy dobrej kondycji i suchych warunkach
Dzień 11: Nusa Penida – klify, naturalne baseny i dżungla
Ten dzień pokazuje najbardziej surową i dziką stronę Nusa Penida – wysokie klify, naturalne baseny i miejsca, które wymagają odrobiny wysiłku, ale zostają w pamięci na długo.
Co zobaczyć / zrobić: – Banah Cliff Point – Tembeling Beach & Forest – Broken Beach – Angel’s Billabong
Logistyka: – wyjazd bardzo wcześnie rano – najlepiej z lokalnym kierowcą lub skuterem – Angel’s Billabong tylko przy spokojnym oceanie
Dzień 12: Nusa Penida → Uluwatu – powrót na Bali i odpoczynek
Po kilku intensywnych dniach na Nusa Penida to idealny moment na powrót na główną wyspę i spokojne zakończenie podróży w południowej części Bali.
Co robić: – poranny powrót łodzią na Bali (najczęściej do Sanur) – przejazd do regionu Uluwatu – odpoczynek w hotelu, basen, widoki – spokojny wieczór bez planowania atrakcji
Nocleg: – La Cabane Bali – wyjątkowy hotel na relaks i regenerację (nasz ulubiony nocleg na Bali)
Logistyka: – Nusa Penida → Bali: szybka łódź (ok. 30–45 min) – port → Uluwatu: kierowca Nono – dzień przejazdowy, ale bez pośpiechu
Dzień 13: Uluwatu – klify, plaże i Kecak Dance o zachodzie słońca
Ostatni pełny dzień na Bali najlepiej spędzić w rytmie slow, korzystając z tego, z czego Uluwatu słynie najbardziej: klifów, oceanu i spektakularnych zachodów słońca.
Co zobaczyć / zrobić: – Uluwatu Temple – spacer po klifach – Kecak Dance przy świątyni (spektakl o zachodzie słońca) – plaże Uluwatu (w zależności od pływów): Padang Padang, Bingin, Dreamland – punkty widokowe na klifach i krótki spacer przy oceanie👉 więcej o tym jak fajnie spędzić czas w Uluwatu znajdziesz we wpisie: Co robić w Uluwatu?
Logistyka: – wyjazd do Uluwatu Temple min. 1–1,5 h przed zachodem słońca – bilety na Kecak najlepiej kupić wcześniej na miejscu – skuter lub kierowca (wieczorem spory ruch)
Dzień 14: Uluwatu – totalny relaks i nicnierobienie
Ostatni dzień podróży najlepiej zostawić całkowicie wolny — bez planu, bez listy atrakcji i bez presji „jeszcze coś zobaczyć”.
Co robić: – basen, widoki i odpoczynek w hotelu – idelny dzień na zakupy – pakowanie bez stresu – pożegnalny zachód słońca
Nocleg: – La Cabane Bali– ostatnia noc w komfortowych warunkach
Logistyka: – brak przejazdów – dzień buforowy na zmęczenie, opóźnienia lub po prostu odpoczynek – idealny przed lotem powrotnym
Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Meksyk.
Meksyk – Jukatan – co zobaczyć – plan podróży. Dobry plan podróży to podstawa każdego udanego wyjazdu. Jedni lubią planowanie, wyszukiwanie najpiękniejszych miejsc, fajnych atrakcji, ciekawych miejsc noclegowych i sprawdzonych restauracji. Inni wolą skorzystać z gotowych planów podróży, lub też korzystają z biur podróży. Ja uwielbiam planowanie, dla mnie to kwintesencja podróżowania. Nie sam cel jest ważny, ale droga do niego. Dlatego przed każdą podróżą spędzam długie godziny na wertowaniu internetu, oglądaniu filmów, czy na rozmowach z osobami, które tam mieszkają lub już były. Od takich osób uzyskuje zawsze najcenniejsze informacje.
Nigdy nie czytam przewodników, bo są one dla mnie zbyt obiektywne, suche i bez emocji. Lubię zbaczać z utartych ścieżek, lubię szukać zamienników do obleganych atrakcji. Lubię mieć wszystko pod kontrolą i choć na miejscu różnie bywa, to staram się zminimalizować ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek 🙂 Dlatego też po każdej podróży dzielę się z Wami moimi przemyśleniami, spostrzeżeniami i wskazówkami. Tak aby Wasza podróż była jak najbardziej udana. Co zatem wg mnie koniecznie powinniście zobaczyć na Jukatanie?
Cancun
Cancun będzie zapewne punktem początkowym Twojej podróży. To tutaj zapewne wyląduje Twój samolot. Cancun to ogromne miasto z wieloma gigantycznymi hotelami i centrami handlowymi, a co za tym idzie, wysokimi cenami. Dlatego radzimy jak najszybciej zostawić Cancun za sobą i podróżować do bardziej ciekawych miejsc, które są też tańsze. Oczywiście dobrze jest zatrzymać się tam na noc, aby zregenerować siły po długim locie. Odpocząć chwilę na Playa Delfines i jechać dalej. Jeśli nie zależy Ci na hotelu z widokiem na morze, w naszym e-booku polecamy ci bardzo sympatyczny hostel w niskiej cenie z maga fajną atmosferą i przyjemnymi pokojami. Znajdziesz tam zarówno pokoje dwuosobowe z łazienką jak i wieloosobowe pokoje. W zależności od Twoich preferencji. Warto wiedzieć, że Cancun jest dobrą bazą wypadową na Wyspę Mujeres oraz Wyspę Contoy, więc warto wziąć to pod uwagę robiąc plan podróży.
Holbox
Na Isla Holbox rozpoczęliśmy naszą podróż po Meksyku. Na tej rajskiej wyspie wszystko toczy się trochę wolniej, a przyjeżdża się tu głównie po to, by odpocząć. Specjalnie wybraliśmy to miejsce jako pierwsze, aby przez kilka dni się zrelaksować pod palmami. Wyspa słynie z fajnych klubów plażowych, pięknych rajskich plaż, pysznego jedzenia i fajnej wakacyjnej atmosfery. Wokół wyspy jest kilka miejsc, w których można zobaczyć np: flamingi i pelikany, a od maja do września można nawet nurkować z rekinami wielorybimi! Wyspa jest idealna do zwiedzania rowerem i praktycznie wszędzie można zjeść coś dobrego. To właśnie tutaj jedliśmy najlepsze ceviche, tacos oraz steki! Jak się tam dostać i co koniecznie musisz tam zobaczyć, przeczytasz w tym artykule o Isla Holbox. Czas podróży z Cancun do Isla Holbox: 2 godziny autobusem lub samochodem do Chiquilá, a następnie statkiem do Isla Holbox, co zajmuje kolejne 15 minut. Jeśli masz wypożyczony samochód, możesz zaparkować go na jednym z płatnych parkingów w Chiquilá, ponieważ na Isla Holbox nie ma ruchu samochodowego.
Valladolid
Po kilku dniach spędzonych na Isla Holbox nadszedł czas na nową przygodę. Udaliśmy się do Valladolid, najstarszego kolonialnego miasta Jukatanu pełnego kolorowych budynków. Valladolid jest znacznie bardziej autentyczne niż wiele nadmorskich miasteczek i jest idealną bazą wypadową do zwiedzania wyjątkowych miejsc w głębi lądu. Stąd możesz odwiedzić słynną na całym świecie świątynię Majów Chichén Itzá lub popływać w magicznych cenotach. Oprócz tego w okolicy jest o wiele więcej do odkrycia, na przykład różowe jeziora Las Coloradas. Tutaj znajdziesz wpis o 10 najpiękniejszych miejscach w Valladolid i w okolicach.Czas podróży Isla Holbox do Valladolid: 15 minut łodzią do Chiquilá, a następnie kolejne 2 godziny autobusem lub samochodem do Valladolid.
Bacalar
Kochamy Bacalar! Laguna Bacalar to gigantyczne słodkowodne jezioro w pobliżu granicy z Belize. Dzięki stałemu dopływowi wody gruntowej filtrowanej przez wapień, woda jest tu niezwykle przejrzysta. Bez problemu można ją porównać do wody na Malediwach czy Bora Bora. Wskocz do kajaka, aby odkryć najpiękniejsze miejsca lub popłyń na popołudnie i podziwiaj 7 różnych odcieni błękitu Laguny Bacalar. W naszym artykule z poradami na temat Bacalar, przeczytasz więcej o tym wyjątkowym miejscu.Czas podróży z Valladolid do Bacalar: 3,5 godziny autobusem lub samochodem.
Tulum
Tulum to kilometry białych, piaszczystych plaż z palmami. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jedni to miejsce uwielbiają inni twierdzą, że nie ma tutaj nic ciekawego. Wszystko zależy od Twoich upodobań, oraz od tego co jest dla Ciebie w podróży ważne. Z jednej strony możesz znaleźć tutaj oazę spokoju, z drugiej możesz tańczyć do białego rana na boska po piasku. Ja zawsze uważam, żeby na temat jakieś miejsca się wypowiadać, trzeba najpierw do niego przyjechać, pobyć kilka dni, poczuć atmosferę i samemu ocenić. Dla nas to było idealne miejsce gdzie połączyliśmy zwiedzanie cenot z odpoczynkiem w pięknych hotelach w stylu boho. Do tego pyszne nachosy, koktajle, fajna muzyczka i dużo słońca! Tulum w ostatnich latach stało się dość popularne, a ceny są tu nieco wyższe niż w pozostałej części Meksyku. Można powiedzieć, że to typowo instagramowa miejscówka. Czy zatem w ogóle warto zobaczyć Tulum? Odpowiedź znajdziesz tutaj. Chcesz wiedzieć, które miejsca warto odwiedzić? Przeczytaj zatem nasze wskazówki dotyczące najciekawszych miejsc w Tulum. Czas podróży z Bacalar do Tulum: 2,5 godziny autobusem lub samochodem.
Meksyk – Jukatan plan podróży
Tutaj znajdziesz nasz plan podróży. Opisaliśmy w nim dokładnie naszą trasę, wyszczególniliśmy najpiękniejsze miejsca do zobaczenia, zrobiliśmy ranking najlepszych cenot i najbardziej rajskich plaż. Znajdziesz tam również wszystkie polecane przez nas noclegi oraz pyszne restauracje. Do planu podróży złączyliśmy mapę, dzięki której szybko zlokalizujesz wszystkie miejsca oraz zobaczysz zdjęcia. Patrząc z perspektywy czasu, to był idealny plan, nic bym w nim nie zmieniła, ale oczywiście możesz go potraktować jedynie jako inspirację i ułożyć swój własny. Dzięki temu planowi zaoszczędzisz mnóstwo czasu na szukaniu informacji. Ci co podróżowali z nami już wcześniej wiedzą jak dokładnie wszystko planujemy i sprawdzamy. Dzięki naszemu planowi zaoszczędzisz też pieniądze. Podpowiadamy gdzie najlepiej wymieniać walutę, przez jaką stronę wynająć taniej samochód, gdzie najtaniej kupować wycieczki oraz jak zaoszczędzić na noclegach. Trasa podróży obejmuje najpiękniejsze miejsca na Jukatanie, najbardziej rajskie plaże, najpiękniejsze cenoty, świątynie Majów, ciekawe miejsce bliższe poznanie kultury majów, niezapomniane warsztaty kulinarne, lazurowe laguny, niespotykaną przyrodę. Czyli to wszystko co na Jukatanie jest najpiękniejsze!
Planujesz podróż na Sri Lankę i zastanawiasz się, jak połączyć najpiękniejsze miejsca wyspy w rozsądną trasę? Ten plan podróży po Sri Lance powstał na bazie naszej własnej, dwutygodniowej wyprawy i jest idealny dla osób, które chcą zobaczyć zarówno zabytki, góry herbaciane, jak i tropikalne plaże — bez pośpiechu i bez zbędnych przesiadek.
Trasa została rozpisana dzień po dniu, z uwzględnieniem realnych czasów przejazdów, pociągów, tuk-tuków i noclegów.
Jak zaplanować podróż po Sri Lance?
Zwykle najwięcej czasu pochłania mi wyszukanie ile czasu muszę przeznaczyć, żeby przemieścić się z punku A do punktu B, czy jest szansa na połączenie kilku atrakcji w jednym dniu, o której trzeba wyjechać, żeby zdążyć gdzieś tam itd. A takich informacji na próżno szukać. Dlatego proszę, specjalnie dla was, nasz plan podróży po Sri Lance.
Ile dni potrzeba na Sri Lankę?
Według mnie optymalny czas na zwiedzanie Sri Lanki to około 14 dni. Pozwala to zobaczyć kulturalne centrum wyspy, przejechać słynną trasę kolejową w górach oraz zakończyć podróż kilkudniowym wypoczynkiem nad oceanem. Jeśli masz więcej czasu, warto dodać wschodnie wybrzeże (Trincomalee, Nilaveli). Przy krótszym pobycie lepiej skupić się na południu.
Kandy → Dambulla: autobus ok. 2 h, wyjazd ok. 9:00 rano
Dambulla → Sigiriya: tuk-tuk ok. 30 min
Tip: Na czas zwiedzania świątyni w Dambulla zostawiliśmy bagaże w guest house Family Nest. Zwiedzanie świątyni na skale ok. 3 h (łącznie z wejściem na górę).
Dzień 3: Polonnaruwa
Jedno z najlepiej zachowanych starożytnych miast Sri Lanki, idealne do zwiedzania rowerem.
Tip: Pociąg z Polonnaruwa → Batticaloa jeździ tylko raz dziennie o 10:20. Jeśli wybierasz się do Pasikudah, wysiadasz z pociągu na stacji Valaichchena Railway.
Dzień 7: Pasikudah → Ella
Ella to zielone wzgórza, wodospady i kultowa trasa kolejowa.
Ten plan podróży po Sri Lance możesz traktować jako gotową trasę lub punkt wyjścia do własnych modyfikacji. Dni można swobodnie skracać, wydłużać lub zamieniać miejscami – w zależności od pory roku i stylu podróży.
Czy z perspektywy czasu coś bym zmieniła? Może jedynie zamieniłabym wypoczynek we wschodniej części wyspy na południe. Tam jakoś bardziej plaże mi się podobały. Poza tym traci się dość sporo czasu na dotarcie w te rejony. Tak więc jeśli macie na Sri Lankę do dwóch tygodni czasu, to zostałabym dłużej na południu, ale jeśli macie więcej to na pewno warto zobaczyć okolice Trincomalee i Nilaveli.
FAQ – gotowe pytania i odpowiedzi
Czy 14 dni wystarczy na Sri Lankę?
Tak, 14 dni to optymalny czas, aby zobaczyć najważniejsze regiony Sri Lanki: centrum kulturowe, góry herbaciane i południowe plaże, bez pośpiechu.
Czy da się zwiedzać Sri Lankę bez samochodu?
Tak, Sri Lanka świetnie nadaje się do podróżowania pociągami, autobusami i tuk-tukami. W tym planie trasa została dopasowana do transportu publicznego.
Kiedy najlepiej jechać na Sri Lankę?
Najlepszy termin zależy od regionu. Południe i centrum najlepiej odwiedzać od grudnia do kwietnia, wschodnie wybrzeże latem.
Czy ten plan podróży można skrócić?
Tak, plan można łatwo skrócić do 10 dni, rezygnując ze wschodu wyspy.
Jeśli planujesz podróż na Sri Lankę, zobacz także:
Co zobaczyć na Sri Lance
Gdzie nocować na Sri Lance
Transport na Sri Lance – pociągi, autobusy, tuk-tuki
Tak, tak kochani…kiedy wy uprawialiście plażing i smażing, odpoczywaliście i leniuchowaliście ja ciężko pracowałam, a o wakacjach mogłam jedynie marzyć i co najwyżej planować. Ale, ale…teraz przyszedł i czas na mnie 🙂 Już za tydzień spełni się jedno z moich największych marzeń. Być może uda mi się stanąć oko w oko z lwem, a może nawet przy odrobinie szczęścia z nosorożcem 🙂 Mam nadzieję, że zobaczymy wielką piątkę…a przynajmniej będziemy się starać. Jak już się pewno domyślacie, kolejny cel naszej wyprawy to Afryka. Na szczęście nie Kenia, bo po ostatnich zdarzeniach, chyba bylibyśmy skłonni zrezygnować z wyjazdu. Naszym celem jest Tanzania…dlaczego? Bo jest mniej oblegana przez turystów, bo ma ponoć ładniejsze parki, no i główny powód to znajdujący się w pobliżu Zanzibar, który już od bardzo dawna widnieje na mojej liście must see.
Kilka słów o wyprawie. Oczywiście organizujemy wszystko sami. Bilety na Zanzibar kupiliśmy już w marcu, kilka dni przed wylotem do Tajlandii. No właśnie, ponoć podróżoholizm objawia się tym, że jeszcze przed nierozpoczętymi wakacjami, są już zaplanowane kolejne…:) Tak też było u nas. Mieliśmy dokładnie sprecyzowane plany na ten rok. Zwykle wyjeżdżamy na krócej, ale za to częściej a w tym roku postawiliśmy na dwie wyprawy, ale za to nieco dłuższe i dalsze. Wrzesień i październik to idealne miesiące na safari w Tanzanii, ponieważ w tym czasie odbywa sie migracja zwierząt i na tym tak naprawdę najbardziej nam zależało.
A tak wygląda nasz plan podróży: 06.10 – wylot z Amsterdamu, bezpośrednio na Zanzibar, liniami ArkeFly, przylot w godzinach wieczornych i przejazd do Bellevue guest house 07.10 – zwiedzanie Zanzibaru, Jambiani Beach 08.10 – wycieczka do Zanzibar Town 09.10 – Blue Safari, czyli nurkowanie i zwiedzanie pobliskich wysepek 10.10 – przelot do Tanzanii liniami Fast Jet, przejazd do BB Tembo Tamu 11.10 – pierwszy dzień Safari -Moshi – Lake Manyara National Park 12.10 – drugi dzień Safari – Lake Manyara – Serengeti National Park 13.10 – trzeci dzień Safari – Serengeti National Park 14.10 – cztwarty dzień Safari -Serengeti – Ngorongoro Crater 15.10 – piąty dzień Safari – Ngorongoro Crater 16.10 – spacer do podnóża Kilimandżaro i wieczorny powrót na Zanzibar liniami Precision Air 17.10 – Melia Hotel – leniuchowanie 18.10 – Melia Hotel – leniuchowanie/Nungwi Beach 19.10 – Melia Hotel – leniuchowanie/zwiedzanie wyspy 20.10 – Melia Hotel – leniuchowanie/zwiedzanie wyspy/wieczorem wylot do Amsterdamu
Będziemy się starać pisać na bieżąco relacje, nie wiem czy uda się je od razu publikować. Zobaczymy jak będzie z dostępem do internetu i jego prędkością. Przesyłam dla was wszystkich kochani uściski i do przeczytania!
Jeszcze wczoraj kąpaliśmy się na Lazurowym Wybrzeżu, a dziś niestety powrót do szarej rzeczywistości…ehhh…dlaczego te wakacje są zawsze takie krótkie? Dobrze, że narobiliśmy dużo zdjęć będziemy się nimi delektować przez najbliższe kilka miesięcy, aż do kolejnej podróży 🙂
Wiem, że wszyscy czekacie z niecierpliwością na relacje i zdjęcia, tak więc od razu zabieram się do roboty 🙂 Dziś w telegraficznym skrócie gdzie nas nogi poniosły i co widziały nasze oczy 🙂 Czyli jak zaplanować 10 dni w Prowansji, żeby zobaczyć nie tylko przepiękne lawendowe pola, ale także urocze miasteczka, tajemnicze jeziora, wysokie góry no i oczywiście Lazurowe Wybrzeże. Do poniższego planu dorzucę później linki do szczegółowych relacji, tak, żeby później było łatwo wszystko znaleźć.
Lądujemy przed południem, wynajmujemy mały zwinny samochodzik i ruszmy do hotelu, który znajduje się kilka km od centrum miasta. Po zalogowaniu w pokoju i wciągnięciu na tyłek krótkich gatek docieramy metrem do centrum. Tam najpierw robimy rundkę wokoło portu, później objadamy się przepyszną sałatką i łapiemy przedostatni prom na wysepkę z zamkiem Château d’If. Przepłynięcie promem tam i z powrotem trwa ok 45 min i jest fajnym chłodzącym przerywnikiem w zwiedzaniu. Po rundce dookoła wysepek robimy sobie pieszą wycieczkę do Notre Dame de la Garde, czyli wizytówki Marsylli, którą podziwiamy z portu.
Zaraz po śniadaniu ruszamy do Arles, niewielkiego miasteczka, w którym powstało kilkadziesiąt dzieł Vincenta van Gogha. Urocze miasteczko, z bogatą historią i zabytkami. Przepiękny amfiteatr z czasów rzymskich, który do dzisiaj jest wykorzystywany na różnego rodzaju eventy. My akurat natrafiliśmy na jakieś święto, bo teatr wypełniony był po brzegi francuzami w tradycyjnych strojach, którzy spędzali później całą niedzielę na mieście. Normalnie czuliśmy się jakbyśmy cofnęli się w czasie o kilkadziesiąt lat. Po południu pojechaliśmy nad jezioro Camargue, żeby zobaczyć brodzące flamingi i białe dzikie konie. Czy nam się udało, dowiecie się już nie długo 🙂
Z samego rana wyruszyliśmy do Montmajour, jednego z najbogatszych opactw w Prowansji, które zostało założone pod koniec IX wieku. Bardzo dobrze zachowane, z pięknym dziedzińcem i misternie rzeźbionymi filarami. W planach na ten dzień mieliśmy jeszcze zwiedzanie Tarasconu i Beaucaire, ale niestety zaczął padać deszcz i pojechaliśmy do naszego Chambre z którego mieliśmy rzut beretem do Pont Du Gard. Jak tylko przestało padać od razu się do niego udaliśmy. Jeśli mieliście kiedyś w ręce banknot 5 euro to na pewno skojarzycie to miejsce 🙂
Po śniadanku ruszamy do Avignon, które oddalone jest ok 30 km od naszego noclegu. Parkujemy w pobliżu centrum i udajemy się na zwiedzanie tego malowniczego miasteczka. Akurat trafiliśmy na festiwal teatralny, który ściąga na to wydarzenie tysiące turystów z całego świata ( dlatego pewno nie udało mi się tutaj znaleźć noclegu). Zatłoczone miasto żyje przedstawieniami ulicznymi, muzyką na żywo, tańcami i różnymi innymi atrakcjami. Klimat przewspaniały, nawet upał nie był nam straszny 🙂 Poza błądzeniem po kolorowych uliczkach obklejonych setkami plakatów reklamujących przedstawienia udaliśmy się do Pałacu Papieskiego, oraz do jego ogrodów z pięknym widokiem na Rodan. Wieczorem udajemy się do Orange oddalonego o ok 30 km od Avignon.
Orange jest jednym z najważniejszych miejsc, gdzie ślady świetności imperium rzymskiego są bardzo widoczne i dobrze zachowane. Skupiamy się tutaj głównie na antycznym teatrze który liczy sobie około 2000 lat i jest on po dziś dzień wykorzystywany na różnego rodzaju koncerty. Akurat dzień wcześniej odbywała się opera Botticelliego, niestety na bilety się nie załapaliśmy 🙁 Po zwiedzeniu teatru udajemy się do Abbaye Sénanque, ikony Prowansji, do którego przyjeżdża chyba każdy turysta zwiedzający te rejony. Czemu zresztą nie ma się co dziwić, bo opactwo w otoczeniu łanów kwitnącej lawendy robi ogromne wrażenie!
Roussillon czyli miasto w kolorze ochry. Bardzo urocze, klimatyczne i nietuzinkowe. Przepełnione wąskimi uliczkami, prowansalskimi restauracjami, sklepikami z pamiątkami, artystycznymi atelier i oczywiście turystami 🙂 ale zdecydowanie warto się tutaj udać, żeby zobaczyć piękne pomarańczowo-czerwone budynki. Do Sault udaliśmy się po namowie właścicieli Chambre w którym nocowaliśmy. Ponoć tam miały znajdować się najpiękniejsze pola lawendy. Po południu udajemy się w kierunku naszego noclegu w Simiane La Rotonde, zatrzymując się po drodze przy pięknych polach lawendy.
Udajemy się w kierunku Kanionu Verdon. Ale w dalszym ciągu szukamy lawendy 🙂 Tym razem trafiamy na najpiękniejsze i największe pola. Im wyżej tym lawenda później kwitnie, dlatego Valensole było idealne. Mogłabym tam zostać na zawsze 🙂 Po zrobieniu tysiąca zdjęć ruszamy w końcu w stronę Verdon. Krajobrazy wspaniałe, pomimo krętej i dość niebezpiecznej drogi udało nam się dotrzeć na miejsce. Widok na turkusowe jezioro zapiera dech w piersiach 🙂 Nocujemy w pobliżu Castellane, gdzie jemy najlepszą kolację w życiu 🙂 Więcej dowiecie się później 🙂
W zasadzie to planowaliśmy cały dzień spędzić w Kanionie Verdon, niestety pogoda pokrzyżowała nam troszkę plany. Im bliżej jeziora tym bardziej się chmurzyło. Czasami nawet pokropywał deszcz. Udało nam się na szczęście popływać rowerkiem po jeziorze, zanim całkiem lunęło. I tak pierwszy raz założyłam strój kąpielowy, którego nawet nie użyłam 🙂 Po południu jedziemy do Flayosc – niewielkiej miejscowości pomiędzy Verdon a St Tropez. W St Tropez niestety ceny noclegów kosmiczne, dlatego postanowiliśmy nocować poza i to był znakomity wybór, bo miejsce w którym spaliśmy było przeurocze 🙂
Saint Tropez – dzień dziewiąty (13 lipiec)
Po najwspanialszym śniadanku w cudownym ogrodzie z jeszcze cudowniejszym widokiem ruszamy do miasta znanych i bogatych. Nie wiem jak się to stało, ale to było jedyne miejsce, którego nie wy googlowałam sobie przed przyjazdem 🙂 Jakież było moje zdziwienie, kiedy dotarliśmy na miejsce 🙂 Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. A tu zwykła wioska, jak wszystkie inne, które widzieliśmy do tej pory, z średnio uroczym portem ( w Marsylli dużo bardziej mi się podobał). Ale fun jaki mieliśmy z oglądania the rich and famous przechadzających się ulicami, był naprawdę nie do opisania 🙂 Chociażby dlatego warto się tam udać 🙂 Żeby nie zbakrutować, późnym wieczorem udajemy się na nocleg do Toulonu.
Les Calanques – dzień dziesiąty (14 lipiec)
Pomysł na ten dzień zrodził się dopiero rano. Z założenia mieliśmy rozłożyć się na jakiejś malowniczej plaży po drodze do Marsylii. No, ale żeby wiedzieć gdzie dokładnie poszperałam trochę w internecie i znalazłam prawdziwą perełkę, o której wcześniej, ani nie słyszałam ani nie czytałam. To niewysoki masyw górski położony pomiędzy Marsylią, a uroczym miasteczkiem Casses. Nazywany także fiordami Prowansji. Jak dla mnie najpiękniejsza część lazurowego wybrzeża pomiędzy St Tropez i Marsylią. Widoki były tak nieziemskie, że zamiast leżakowania na plaży, cały dzień łaziliśmy po skałach i podziwialiśmy widoki wąziutkich zatoczek 🙂 Późnym wieczorem udajemy się do naszego hotelu w Marsylii, blisko lotniska, bo następnego dnia wyruszamy do domku skoro świt. Buuuu….
No to pora na rozpoczęcie kolejnej relacji. Tym razem Sardynia. Taki spontaniczny wypad. Zupełnie nie planowany i na dodatek we wspaniałym towarzystwie 🙂 Moich teściów 🙂 I to wcale nie żart, bo mam naprawdę najwspanialszych teściów pod słońcem i szczerze żałuje, że to nasz pierwszy taki wspólny wypad, mam jednak nadzieję, że nie ostatni. Ponieważ wakacje nie do końca planowane, były też niskobudżetowe. Takie wyjazdy w czwórkę bardzo fajnie się rozkładają kosztowo. Bilety kupione na promocji w Ryanairze, samochód po podziale na 4 wychodzi dosłownie grosze, tak samo kwatery wynajęte na miejscu. Ale o tym wszystkim będzie w szczegółowej relacji. A tak wyglądało to w telegraficznym skrócie:
Stintino, Costa Paradiso – dzień pierwszy (24 wrzesień)
Dzień wcześniej lądujemy w Alghero, wynajmujemy samochód i przemieszczamy się od razu w kierunku Stintino. Nocujemy gdzieś po drodze, żeby pierwszego dnia nie marnować czasu na podróż. Plan na pierwszy dzień był taki, że najpierw robimy przegląd plaż w Stintino, potem udajemy się w stronę La Maddaleny odwiedzając po drodze Porto Torres, Castelsardo oraz Cala Paradiso. Niestety deszcz skutecznie psuje nam plany i jedyne co udaje się nam zobaczyć to plażę Pelosa w Stintino przed samą burzą, a później Costa Paradiso.
La Maddalena – dzień drugi (25 wrzesień)
Wyruszamy na objazd naszej wysepki, pięknych plaż i zatoczek. La Maddalena jeszcze do niedawna była miejscem stacjonowania wojsk amerykańskich, które posiadały tu bazę naprawczą okrętów atomowych. Uroki wyspy poznajemy w czasie objazdu panoramicznego, a widoki na wybrzeże, skały i migoczące w słońcu przeźroczyste wody szafirowo – turkusowego morza wprawiają w prawdziwy zachwyt.
Rejs, dzień trzeci (26 wrzesień)
Dzień wcześniej wykupiliśmy całodniową wycieczkę po pobliskich wysepkach. W planie zwiedzania: Cala Corsara wyspa Spargi, Cala S. Maria wyspa S. Maria, Port of the Madonna wyspa Budelli, oraz widok na słynną Pink Beach. Taki luźniejszy dzień, plażing, smażing i dla tych co lubią rześką wodę słiming 🙂 Dla mnie przede wszystkim raj do robienia fotek 🙂
Caprera, dzień czwarty (27 wrzesień)
Z La Maddalena wąską groblą przedostajemy się na wyspę Caprera (Kozią Wyspę), która słynie jako miejsce zamieszkania Garibaldiego. Społeczeństwo włoskie postanowiło uhonorować swego bohatera narodowego i złożyć się na kupno tej wysepki z posiadłością wiejską, aby – po wywalczeniu przez Włochy niepodległości – ich przywódca mógł wreszcie odpocząć i mieć gdzie osiąść ze swą liczną rodziną. Tutaj też znajdują się jedne z piękniejszych zatoczek. Postanawiamy dotrzeć do Cala Cotticio. Czy nam się uda dowiecie się już niebawem 🙂
Costa Smeralda, dzień piąty (28 wrzesień)
Wracamy z powrotem na Sardynię. Przemieszczamy się wzdłuż północno-wschodniego przybrzeża.
docierając do Costa Smeralda, która jeszcze do lat sześćdziesiątych XX wieku była miejscem znanym jedynie miejscowym rybakom i ptakom. Odkrył je w czasie przelotu samolotem arabski książę Karim Aga Khan, wykupił i w ciągu dwudziestu lat zamienił w jedno z najbardziej ekskluzywnych i drogich miejsc na świecie. Mają tu swe wille Berlusconi, Naomi Cambell, Putin ( odkupioną od Billa Gates`a, który ponoć nigdy tu nawet nie zajrzał).
San Teodoro , dzień szósty (29 wrzesień)
San Teodoro to nie wielka miejscowość pełna turystów, którzy korzystają z uroków jednych z piękniejszych plaż na Sardynii takich jak La Cinta, Cala Ambra, Cala Brandinchi. W zasadzie było to jedyne miejsce w którym czuło się typowo turystyczny klimat pomimo tego, że była już końcówka sezonu. Ale nie ma się czemu dziwić, bo znajduje się tam najdłuższa i jedna z najpiękniejszych plaż jakie w życiu widziałam.
Alghero, dzień siódmy (30 wrzesień)
To już w zasadzie dzień wylotu. Do pokonania mieliśmy ok 160 km, tak więc już za wiele nie zwiedzaliśmy. Podziwialiśmy Sardyńskie widoki, piękne sady oliwne, pastwiska. Zaliczyliśmy też przygodę z sardyńskimi karabinierami, jak się skończyła dowiecie się w relacji 🙂 Na końcu wdepnęliśmy do centrum Alghero i pierwszy raz zapomnieliśmy włożyć kartę do aparatu 🙁
I jeszcze na koniec mapka naszej trasy. Jak widać w tydzień zobaczyliśmy jedynie mały kawałek Sardynii. Żeby zobaczyć więcej trzeba pojechać tam na co najmniej dwa tygodnie 🙂 Do przeczytania 🙂
Wiem, że wszyscy czekacie na relacje z Nowej Zelandii, tak więc nie obijam się, zaczynamy od razu od planu. Nie ma na co czekać 🙂 Plan wyjściowy był nieco inny, ale pogoda nam go troszkę zmodyfikowała. Nie udało nam się dotrzeć do Cape Reinga oraz na zachodnie wybrzeże. Może to i dobrze 🙂 Będzie dodatkowy powód do tego, żeby wrócić do Nowej Zelandii, a wrócimy na pewno! Żeby już w wolniejszym tempie zobaczyć te regiony, które skradły nasze serca 🙂 Gdybym jeszcze raz planowała trasę 4 tygodniową byłaby identyczna. Gdybym miała do dyspozycji 3 tygodnie (bo wiem, ze nie każdy może się wyrwać na dłużej, choć do NZ powinien :)) to na pewno zrezygnowałabym z jechania na północ od Auckland, czyli do Bay of Islands i myślę, że można spokojnie zrezygnować z Milford Sound. Dupy nie urywa, a kawał drogi. Od znajomych słyszeliśmy, że fiordy w Norwegii są piękniejsze. Postaramy się to w najbliższym czasie zweryfikować 🙂 Gdybym jeszcze musiała gdzieś urwać 2 dni, to byłoby to na pewno wschodnie wybrzeże od Dunedin do Christchurch. W zasadzie nic już tam nowego ani ciekawego nie zobaczyliśmy. W zasadzie całe wschodnie wybrzeże wygląda podobnie, czy to na północnej czy południowej wyspie, tak więc okolice Coromandel w zupełności wystarczą, to zresztą najpiękniejsza część wybrzeża. Poza tym wszystkie miejsca koniecznie trzeba zobaczyć!
1 dzień – przylot do Auckland o 15:00, odbór campera, zakupy, przejazd do Long Bay – Nocleg w Long Bay Overnight Campervan Parking – dystans 30km
2 dzień – Long Beach – Bay of Islands (Paihia) – po drodze przystanki na fajnych plażach, opalanie i kąpanie 🙂 Nocleg Beachside Holiday Park – dystans 215 km
3 dzień – Bay of Islands – Kerikeri – w planie był rejs żaglówką ale pogoda pokrzyżowała plany, pozostało zwiedzanie okolicy – Nocleg Beachside Holiday Park – dystans 50 km
4 dzień Paihia – Red Beach – dystans 200km
5 dzień – Red Beach – Coromandel – New Chams Beach – nocleg na prywatnej posesji – dystans 220km
6 dzień – Coromandel – Cathedral Cove – Hot Water Beach Matamata – nocleg gdzieś po drodze w przydrożnym lasku 🙂 dystans 160km
7 dzień – Matamata Hobbiton – Blue Spring – Wai-o-Tapu – nocleg Freedom Parking Waiotapu – dystans 96km
9 dzień – Tongariro Alpine Crossing – 19 km szlak do Mordoru – nocleg Plateau Loge
10 dzień – przejazd do Wellington – nocleg Evans Bay Marina Carpark – dystans 350km
11 dzień – przeprawa pierwszym promem z Welligton do Picton – drogą widokową do Motueka – nocleg Port Motueka Beach Reserve – dystans 153km
12 dzień – Abel Tasman Park – Motueka – Tataka Hill – Golden Bay – The Barn Backpackers – dystans 160km
13 dzień Abel Tasman Park – Cały dzien na kajakach z Kahu Kayaking – po południu przejazd do Renwick – nocleg gdzieś w mieście na parkingu dla camperów – dystans 165km
14 dzień – zwiedzanie winnic na rowerze z Wine Tour By Bike – po południu przejazd do Kaikoura – po drodze zahaczamy o foczki w Ohau Point – nocleg Kaikoura Top Holiday Park – dystans 185km
15 dzień – Pływanie z delfinami w Kaikoura przez Encounter Kaikoura – przejazd do Akaroa – nocleg French Farm Campsite – dystans 265km
16 dzień – Akaroa – Christchurch (Gondola) – Rakaia River – nocleg Rakaia River Holiday Park – dystans 113km
17 dzień – Rakaia River – Mount Hutt – Tekapo Mt John Observatory – Church of the Good Shapherd – nocleg gdzies na rzeką z pieknym widokiem 🙂 – dystans 210km
18 dzień – Lake Tekapo – Lake Pukaki – Mount Cook – Hokker Valley Trekking – nocleg – White Horse Hill Campsite – dystans 83km
19 dzień – Kea Point Trekking – Heli Hike na lodowcu Tasmana – Tasman Lake Trekking – Nocleg Twizel Holiday Park – dystans 40km
20 dzień – Twizel – Lindis Pass – Clay Cliffs – Wanaka Lake – nocleg – Wanaka Kiwi Holiday Park – dystans 145km
21 dzień – Roy’s Peak Trekking – nocleg Wanaka Kiwi Holiday Park
22 dzień Wanaka – Sky Diving – Te Anau – nocleg Te Anau Lakeview Holiday park – dystans 230km
23 dzień – Te Anau – Milford Sound rejs statkiem – Lake Gunn – nocleg Cascade Creek Camping – dystans 160 km
24 dzień – Key Sumit Trekking – Nugget Point – dystans 320km
25 dzień Nugget Point – Lake Waihola – nocleg Lake Waihola Holiday Park – dystans 63km
26 dzień – Lake Waihola – Dunedin – Moeraki – Oamaru – Timaru – Nocleg Timaru Top Holiday Park – dystans 250km
27 dzień – Timaru – Christchurch – Oddanie Campera – Wylot do Auckland
28 dzień – Zwiedzanie Auckland – Skytower Observation – Wylot do Polski wieczorem
Wpis Santorini – Idealny Plan Podróży 7 dni powstał z myślą o tych wszystkich, którzy planują na własną rękę podróż na Santorini. Dlaczego warto pojechać na Santorini na dłużej niż jeden dzień pisałam wam tutaj Santorini – ciekawe miejsca, co warto zobaczyć?. Dziś przedstawiam wam idealny plan zwiedzania wyspy na siedem dni.
Plan jest bardzo luźny, bez problemu tam i ówdzie możecie dorzucić relaks w basenie lub na plaży. My zobaczyliśmy te wszystkie miejsca, ale nie koniecznie w takiej kolejności, co było spowodowane tym, że na Santorini również pracowaliśmy. Specjalnie dla was ułożyłam taki plan, tak abyście nie musieli skakać po wyspie z jednego końca na drugi. Nie przypadkiem też poszczególne miejsce warte są odwiedzenia przed południem inne dopiero po południu. Układałam plan według najlepszego światła. Dlatego na przykład w Oia polecam być przed południem, kiedy to całe miasteczko mamy pięknie oświetlone oraz wieczorem na zachód słońca.
Do planu wrzuciłam również restauracje, które znajdowały się w odwiedzanych miejscach i które zostały przez nas wypróbowane. Jeśli przy którymś miejscu brakuje nazwy restauracji, to znaczy, że niestety nie była godna polecania. Miejsca, które nie zrobiły na nas żadnego wrażenia w ogóle do planu nie wrzucałam. Wszystkie miejsca, które ujęte są w planie podróży, zaznaczyliśmy na mapie. Znajdziesz, tam też wszystkie najpiękniejsze punkty widokowe na zachód słońca i nie tylko. Tak więc kupujcie bilety i w drogę, plan podróży na Santorini macie podany gotowy na tacy 🙂 Znajdziecie go w naszym
Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Malta.
Jesteśmy, wróciliśmy! 🙂 Jak było? Jednym zdaniem, to był najwspanialszy jak do tej pory weekendowy wyjazd w Europie 🙂 Tylko nie bierzcie sobie tego za bardzo do serca, bo jeszcze spora część Europy została do zobaczenia, więc trochę mało obiektywna jestem 🙂 Pogodę mieliśmy wymarzoną, ok 23-25 stopni, błękitne niebo, przyjemny wiaterek, przeurocze widoki i przepyszne jedzonko! Malta o tej porze roku jest chyba najpiękniejsza, jeszcze zielona, z dużą ilością kwitnących kwiatów, jednym słowem raj dla fotografów 🙂
Dziś taki mały wstęp, kilka słów o tym co wiedzieliśmy. Na zwiedzanie mieliśmy nie całe trzy dni, a zależało nam na tym, żeby zobaczyć najfajniejsze punkty. Ciężko było to wszystko pomieścić w tak krótkim czasie, ale dzięki temu, że wynajęliśmy samochód udało się 🙂 W tym miejscu chciałam też podziękować blogowi Malta i Gozo za pomoc w zaplanowaniu naszego króciutkiego, ale jakże wspaniałego pobytu na Malcie 🙂 Gdybyście planowali swój wyjazd na Maltę, zajrzyjcie do nich koniecznie, znajdziecie tam mnóstwo cennych wskazówek i informacji.
A tak wyglądał nasz plan:
Dzień pierwszy:
W tym dniu przylecieliśmy, tak więc nie chcieliśmy za daleko jechać. Wybraliśmy się do Valletty, czyli do stolicy Malty. Obeszliśmy ją w kółko, najważniejsze punkty, które chcieliśmy zobaczyć to: Ogród Upper Barracca, Zajazd Kastylijski (Auberge), Ogród Lower Barraca, Fort, Katedra Sw. Jana no i przede wszystkim poplątać się po tych cudownych uliczkach.
Dzień drugi: Blue Grotto Klify Dingli Rabbat – Mdina Wioska Rybacka Marsaxlokk Dzień trzeci: Gozo Popeye Village Golden Bay Tuffieha Bay
W najbliższych postach, będzie szczegółowa relacja z każdego dnia wraz z duuużą ilością zdjęć 🙂 Ale żeby was tak nie zostawić bez fotek, to taka mała zapowiedź pierwszego dnia wraz z wygodnym zestawem do zwiedzania 🙂
spódnica – Choclattop – no namebluzka koronkowa – Choclatbuty – Sachatorebka – River Island
Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Kuba.
No dobra kochani, bo już kilka osóbek nie może się doczekać relacji z Kuby, tak wiec zaczynamy! Kuba choć dość duża, to większość podróżujących odwiedza te same miejsca. Havana, Vinales, Trinidad, Cienfuegos, Varadero. My jednak zboczyliśmy trochę z tej trasy, a nawet zboczyliśmy bardzo, bo poniosło nas aż na sam wschód do Baracoa. I właśnie w tej relacji będę was namawiać do zapuszczenia się właśnie w tamte strony, bo to właśnie tam najlepiej poczuliśmy Kubańskie klimaty, takie prawdziwe, nie udawane tylko dla turystów. I choć nie łatwo było wkomponować Baracoa i Santiago w nasz plan i do samego końca było pod górkę, to zdecydowanie było warto! W tym miejscu największe podziękowania należą się Izabelli, która namówiła mnie do tego kierunku i to dzięki jej pięknym fotografiom właśnie w tamtą stronę mnie tak bardzo ciągnęło. (Póki pamiętam, Izabelko jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas i odpowiedzi na tysiąc pytań!:)) To właśnie na wschodzie Kuby poczuliśmy się jak goście, a nie jak kolejni turyści z wypchanym po brzegi portfelem. To tam zobaczyłam ostatnie Kubanki z wałkami na głowie, kobiety robiące w rzece pranie, nielegalne walki kogutów, Cabaret Tropikana za 1 CUC, tańczących Kubańczyków, wspaniałą muzykę na żywo, zapierające dech w piersiach widoki na La Farola, to tam ludzie prosili nas o zrobienie zdjęć i dawali adresy, żebyśmy je im później przesłali i to właśnie tam powstało najpiękniejsze zdjęcie z podróży!
Zanim zacznę relację chciałam jeszcze kilka słów napisać o planowaniu wyjazdu na Kubę. Jak pewno większość z was wie nasze bilety kupiliśmy na mega promocji za 390 euro retour od osoby. Przelot odbył się liniami JetAirFly (nowiusieńkim dreamlinerem, bez żadnych przesiadek – z krótkim tankowaniem w Cancun w jedna stronę). Cena ta obejmowała już kartę turystyczną (wizę) którą dostaliśmy na lotnisku, a także opłatę wyjazdową tzw tax w wysokości 25CUC, co było dla nas miłą niespodzianką. Tak więc polecam te linie, problem tylko jeden wylot z Brukseli, dla nas to 2,5h jazdy samochodem, z PL to już mała wyprawa, mimo to polecam czasami zerkać do nich na promocje. Bilety zakupiliśmy na 10 miesięcy przed wylotem, czasu zatem na planowanie było dużo, a ja głupia naczytałam się gdzieś że Kuby nie ma sensu planować, bo te plany i tak rzadko kiedy wypalają, autobusy nie przyjeżdżają, samoloty odwołują, wycieczka możne się nie odbyć itd. Noclegów ponoć nie trzeba rezerwować, bo wszystko z polecenia najlepiej, bilety lotnicze najlepiej kupować na miejscu bo taniej itd. No i ja w zasadzie nic nie planowałam, oczywiście czytałam tu i ówdzie, notowałam cenne informacje, ale nic nie rezerwowałam. Nie długo przed naszym wylotem moja znajoma tez kupiła bilety na Kubę i pisze do mnie jaki jest plan, gdzie śpimy, czy mamy bilety na Viazula, a ja w rozsypce plan taki byle jaki, mówię jej ze lecimy na żywioł, na miejscu wszystko się okaże. A ta mi pisze, że właśnie rezerwuje casy i ze wszystkie fajne już zarezerwowane, biletów też już na jakiś tam dzień nie było dostępnych, wiec ja w panikę, zaczęłam sklecać ostateczny plan i rezerwować casy i faktycznie okazało sie ze wszystkie fajne były dawno zarezerwowane, niektóre nawet z półrocznym wyprzedzeniem. Potem mieliśmy problem z biletami lotniczymi do Bracoa, bo nie kupiłam od razu, potem sie skończyły, czemu się nie dziwie, bo samolot ma tylko 24 miejsca, no i przez to musiałam w ostatniej chwili zmieniać plan i lecieliśmy z międzylądowaniem przez Holquin. W efekcie końcowym zarezerwowałam noclegi tylko w Matanzas, Hawanie i Baracoa, kupiłam bilety na Viazula i na samolot. Resztę noclegów na miejscu i absolutnie nie polecam takich przygód. Gdybym jeszcze raz tam jechała, to rezerwowałabym wszystkie casy z dużym wyprzedzeniem. Oczywiście jeśli komuś nie zależy na czasie, lubi sobie pół dnia spacerować z walizkami i szukać casy, albo nie zależny mu czy będzie spal z karaluchami, psami czy innymi stworzonkami, to oczywiście droga wolna. Ja tam wole przyjemne i schludne miejsca, tym bardziej, że ceny w danym mieście są mniej więcej na tym samym poziomie, a różnica w warunkach czasami OGROMNA. Na miejscu nic nie utargujecie, no możne raz się nam udało zaoszczędzić 5CUC, ale to nie są pieniądze warte zachodu. Lepiej sobie zarezerwować case za 5CUC więcej i wiedzieć, ze jest fajna, czysta, że za oknem nie będzie dyskoteki i ze dostaniemy na śniadanie coś więcej niż jajka. Tak wiec kochani Kube zalecam jak najbardziej planować, jeśli macie określony czas, wiecie dokładnie co i gdzie chcecie zobaczyć to nie widzę powodu, dla którego mielibyście tego nie robić. Nic nie stracicie, a możecie jedynie zyskać! Na całym pobycie wydacie może 70CUC więcej za dwie osoby, a unikniecie nieprzyjemnych niespodzianek. Oczywiście casy najlepiej rezerwować z polecenia od kogoś kto był tam i spal. Ja na pewno z czystym sumieniem polecę wam trzy casy, co do reszty, to myślę, że można było w tej samej cenie coś lepszego znaleźć. A z tymi casami z polecenia od Kubańczyków, to jest jedna wielka loteria, zazwyczaj polecają się wzajemnie, maja kilka takich osób w dany mieście i dzwonią po kolei i pytają kto ma wolny pokój, tak wiec raz może się nam trafić super casa a innym razem…lepiej nie mówić… a jak już przyjedziemy na miejcie, właściciel odbierze nas z dworca, to trochę tak głupio kręcić nosem i powiedzieć, sorki nie podoba nam się, idziemy szukać czegoś innego.
Tak więc jeszcze raz REZERWOWAĆ wszystko przed wylotem na tyle wcześnie na ile się da, bo turystów na Kubie nie ubywa, tylko przybywa i może i taki system sprawdzał się kilka lat temu, ale nie obecnie, a już na pewno nie w sezonie. Gdybyśmy nie kupili wcześniej biletów lotniczych to z całą pewnością moglibyśmy zapomnieć o dotarciu do Baracoa, bo na miejscu nie było już ani jednego wolnego miejsca. Tak samo z Viazulem, nie na wszystkie dni były dostępne bilety. Za casy w większości nie trzeba płacić żadnych zaliczek, chyba ze rezerwujecie przez pośrednictwo, wtedy czasami żądają przedpłatę całości lub części. Za Viazula i bilety lotnicze płaci się od razu kartą kredytową. To tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś zadawał sobie pytanie, planować czy nie planować tą nieprzewidywalną Kubę. A tym, którzy nie lubią planować swoich podróży polecam zorganizowane wycieczki, dzięki nim też można zobaczyć wszystkie najważniejsze punkty warte zwiedzania. Oferty łączące objazd i wypoczynek ma w swojej ofercie np. Rainbow. No dobra, to tyle tytułem wstępu. Był trochę długi, ale uważam, że takie informacje są ważne, bo często szuka się czegoś w sieci i znajduje, tylko, mało kto sprawdza, jak świeże są owe informacje.
W POSZUKIWANIU PRAWDZIWEJ KUBY – PLAN PODRÓŻY
Dzień 1 – Amsterdam – Varadero – nocleg w Mantazas
Dzień 2 – Mantazas – Hawana
(szwędanie się po uliczkach)
Dzień 3 – Hawana
( szwedania ciąg dalszy)
Dzień 4 – Hawana – Playas del Estas
(chilling na plaży)
Dzień 5 – Vinales
( Soroa, La Tarazza, Vinales, plantacje tytoniu, farma cygar, przejażdżka na koniach, prehistoryczny mur)
Dzień 6 – Havana – Baracoa
(szwędanie po ulicach)
Dzień 7 – Baracoa – wycieczka z Luisem do Rio Yumuri, Playa Barigua, walki kogutów
Dzień 8 – Baracoa – wycieczka z Luisem do Yunke Park
Dzień 9 – Baracoa – Santiago de Cuba
Dzień 10 – Santiago de Cuba -Salsa -Koncerty – Salsa!
Dzień 11 – Trinidad – Playa Boca – szwędanie po ulicach
Dzień 12 – Trinidad – dolina cukrowa – szwędanie po ulicach
Dzień 13 – Playa Larga – chilling na plaży
Dzień 14 – Villa Guma – obserwacja ptaków i wschodu słońca
Dzień 15 – Villa Guama – chilling – Varadero – wylot
Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Dubaj.
No dobra, zaczynamy relację z Dubaju, bo już mnie bombardujecie z każdej strony, więc niech będzie 🙂 Skąd pomysł na Dubaj? Pomysł w zasadzie pojawił się już kilka lat temu, kiedy to trafił w moje ręce artykuł z rankingiem “The most beautiful skyline in the world”. I choć Dubaj wcale nie znajdował się na pierwszym miejscu to jednak stał się moim obiektem westchnień. Westchnień do ferii kolorów oraz wysokich wieżowców sięgających ponad chmury. W zasadzie nie interesowało mnie w tym mieście nic innego, tylko piękne ujęcia. Wtedy miałam wrażenie, że Dubaj jest zupełnie poza naszym zasięgiem cenowym, dlatego też jakoś specjalnie go nie planowaliśmy. Zawsze myślałam, że po prostu zrobimy go kiedyś w 1-2 dni po drodze na Sri Lankę, czy w jakieś inne miejsce, które od dawna znajduje się na naszej liście do zobaczenia. Kiedy jednak całkiem przypadkowo natrafiłam na świetną promocję nie zastanawialiśmy się długo. Cena była taka, że grzechem byłoby z niej nie skorzystać. I w taki to oto sposób, nasze marzenie o zdjęciach drapaczy chmur się ziściło. Po raz pierwszy wybraliśmy się na wakacje z całym naszym sprzętem fotograficznym, kompletem obiektywów, statywem a nawet kupiliśmy specjalnie na tę okazję GoPro, żeby nie tylko robić zdjęcia, ale także filmować. Dziś krótki plan podróży, a już w następnych postach szczegółowa relacja dzień po dniu. Oj będzie się działo 🙂
Dzień 1
Al Mamzar Beach
Dzień 2
Old Dubai – Ras Al-Khor – Creek Park – Bastakiya – Al Fahidi Port (Dubai Museum) – Old Souk – Heritage Village – Spice Souk – Dhow Cruise – Gold Souk – Atlantis
Dzień 3
Jumeirah Mosque – Mercato – Jumeirah Beach Park – Jumeirach Public Beach – Souk Madinat Jumeirach – zachód słońca przey Al Burj Al Arab – Palm Island
Dzień 4
Marina Bay – Marina Walk – Marina Terrace – Marina Promenade – Marina Beach
Napisane przez Maryla w dniu . Opublikowano w Curacao.
Nasz wyjazd na Curacao był trochę niespodziewany. Planowaliśmy krótkie wakacje, ale raczej gdzieś blisko, bo do dyspozycji mieliśmy tylko tydzień wolnego. Po głowie chodziła nam Sardynia, Zakynthos ewentualnie, któraś z wysp Kanaryjskich. W drugiej połowie października, pogoda w Europie już jest mocno ryzykowna, a ceny na Kanarach były jakieś z kosmosu. Po kilku dniach poszukiwań, zaczęłam się rozglądać za innym kierunkiem i tak oto wpadałam na świetną ofertę na Curacao. Co prawda przez całe dwa tygodnie przed odlotem, żyliśmy w lekkim stresie, bo pogodę zapowiadali tam nie najlepszą. Do tego hotel, do którego lecieliśmy nie miał ani jednej opinii w necie. Na szczęście wszystkie obawy okazały się bezpodstawne. Hotel nie miał opinii, bo był całkowicie nowy, działał zaledwie kilka tygodni, a pogody lepszej nie moglibyśmy sobie wymarzyć. Błękitne niebo z biegającymi barankami 🙂 Co można robić na Curacao? Plażować, plażować i jeszcze raz plażować 🙂 Taki też był cel tego wyjazdu 🙂 Dziś plan naszego plażowania, a w najbliższym czasie opiszę wszystkie na plaże na, których byliśmy i dowiecie się na, które z nich warto się wybrać, a które można sobie spokojnie odpuścić.
Dzień 1. Blue Bay
Dzień 2. Daaibooibaai, Playa Porto Mar, Cas Abou
Dzień 3. Playa Santa Martha, Playa Santa Cruz, Playa Lagun, Klein Knip, Grote Knip
Dzień 4. Playa Mambo, Playa Cabana
Dzień 5. San Juan Baai, Playa Manzanilla, Playa Larga
Dzień 6. Playa Papagayo, Play Zeist, Palya Zanzibar
Był ktoś z was na Curacao? Jeśli tak, to podzielcie się koniecznie wrażeniami! Ściskam, M.
Używamy plików cookies oraz podobnych technologii, aby poprawić komfort korzystania z naszej strony internetowej. Przeczytaj naszą Politykę prywatności.
Przeczytaj naszą Politykę prywatności.